Wreszcie doczekaliśmy się egipskiego raportu ws. śmierci Magdaleny Żuk.
Wreszcie doczekaliśmy się egipskiego raportu ws. śmierci Magdaleny Żuk. Fot. facebook.com/MagdalenaZuk

Na ten materiał czekano naprawdę długo. Egipska prokuratura udostępniła wreszcie raport w sprawie tajemniczej śmierci Magdaleny Żuk, do której doszło w jednym z tamtejszych kurortów. To kolejny element układanki, potrzebny do rozwiązania tajemnicy zagadki nagłej śmierci Polki.

REKLAMA
Po wielu miesiącach oczekiwań, egipscy prokuratorzy wreszcie wysłali raport ze śledztwa, które prowadzili na miejscu tragicznych wydarzeń z zeszłego roku. O ile polscy prokuratorzy szybko uporali się z zawiłym śledztwem, w którym przesłuchali 170 świadków, o tyle Egipcjanie nie spieszyli się z zakończeniem dochodzenia. Teraz można już zweryfikować ustalenia obu stron.
Pierwszy wniosek jest taki, że zdecydowana większość ustaleń egipskich prokuratorów pokrywa się z tymi, które znalazły się w polskich aktach sprawy. Jednak dwa egipskie wnioski wydają się w tej sprawie najważniejsze. Pierwszy z nich to stwierdzenie, ze na ciele Polski nie było żadnych śladów poza tymi, które powstały w wyniku skoku z okna i upadku na ziemię. Upadek był bezpośrednią przyczyną jej śmierci. Nie było także ran defensywnych, które oznaczałyby, że Magdalena Żuk broniłaby się przed oprawcami.
Drugi wniosek brzmi: Polka nie została zgwałcona. Potwierdziły się także doniesienia o tym, że ofiara zażywała przed śmiercią leki na depresję. W jej ciele znaleziono substancję stosowaną m.in. przy leczeniu psychoz i schizofrenii. Miewała załamania nerwowe. Wpadała w skrajne nastroje – od euforii do depresji. 3 maja upłynie rok od tragicznych wydarzeń w egipskim hotelu i szpitalu.

źródło: "Fakt"