Rafał Trzaskowski #TYLKONATEMAT: Od kiedy Jaki płaci podatki w Warszawie? Zdaje się, że krócej niż w stolicy mieszka

Od kiedy Patryk Jaki płaci podatki w Warszawie, którą chce rządzić? W rozmowie z naTemat.pl Rafał Trzaskowski zadaje kłopotliwe pytanie rywalowi. Fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta
Moim zdaniem, pełnoprawnym warszawiakiem może czuć się ten, kto w Warszawie płaci podatki. Mam więc pytanie do Patryka Jakiego o to, jak długo podatki w stolicy płaci. Bo opowiada, że w Warszawie mieszka już wiele lat, a zdaje się, że tylko za ostatni rok rozliczył się tutaj. Takie kwestie powinny być najważniejszym wyznacznikiem, a nie miejsce urodzenia – mówi #TYLKONATEMAT kandydat Koalicji Obywatelskiej na prezydenta Warszawy Rafał Trzaskowski.

Kiedy rozmawialiśmy na początku lutego, zarzekał się pan, że nie ma wymarzonego kontrkandydata z PiS. Jednak od tych kilku dni, gdy już wiadomo, że "dobra zmiana" stawia na Patryka Jakiego, sprawia pan wrażenie osoby niezwykle zadowolonej...

Generalnie jestem zadowolony, bo sytuacja jest klarowna. Nie ma próby wystawienia kandydata, który będzie coś udawał. Prezes postawił na człowieka, który jest w stu procentach uosobieniem obozu "dobrej zmiany". Zarówno ich poglądów, jak i tej wyjątkowej arogancji. W przypadku Patryka Jakiego wszyscy są w stanie łatwo ocenić, kim on jest. I na ile jest wiarygodny, gdy nagle próbuje zmieniać poglądy.

Dziwię się, że nie wspomniał pan ani słowem o pochodzeniu Patryka Jakiego. Wszakże to, iż o fotel prezydenta Warszawy stara się opolanin w PO powtarzano dotąd co chwila. Na co pański rywal odpowiedział zarzutem, że to dzielenie warszawiaków na lepszych i gorszych.

Przecież to w Prawie i Sprawiedliwości są specjalistami od dzielenia Polaków! To oni bez przerwy mówią o "sortach" i "kastach", czy "złodziejach" i "ubekach". A ja tylko z przymrużeniem oka "powitałem" Patryka Jakiego w Warszawie i pogratulowałem mu tego, iż próbuje nauczyć się miasta.
Inną sprawą jest, kogo tak naprawdę powinniśmy nazywać "warszawiakiem". Moim zdaniem, pełnoprawnym warszawiakiem może czuć się ten, kto w Warszawie płaci podatki. Mam więc pytanie do Patryka Jakiego o to, jak długo podatki w stolicy płaci. Bo opowiada, że w Warszawie mieszka już wiele lat, a zdaje się, że tylko za ostatni rok rozliczył się tutaj. Takie kwestie powinny być najważniejszym wyznacznikiem, a nie miejsce urodzenia.


Wygląda na to, że w tej kampanii będzie pan w trudniejszym medialnie położeniu niż Patryk Jaki. Już w tych pierwszych dniach po ogłoszeniu jego kandydatury wyraźnie widać, że media – nie tylko te sympatyzujące z PiS – mocniej kibicując ścigającemu niż faworytowi.

Wybory samorządowe to nie są zawody. To jest sprawa wyjątkowo poważna. Niedługo rozstrzygnie się, kto przez kolejne lata będzie rządził naszym miastem i jakie będzie podejmował w nim decyzje, czy będzie samodzielny, czy będzie namiestnikiem Pana Prezesa kompletnie oderwanego od życia, który nie zna żadnych potrzeb warszawiaków. A jeżeli niektórzy dziennikarze podchodzą do tego, jak do sportowej rywalizacji, w której fajnie kibicować temu, kto startuje z gorszej pozycji, to uważam takie zachowanie za – mówiąc delikatnie – niepoważne.

W jesiennych wyborach samorządowych rozstrzygną się sprawy fundamentalne - w którą stronę zmierzać będzie nasze miasto. Jeżeli zjednoczona opozycja ich nie wygra, trudno będzie myśleć o jej zwycięstwie w wyborach parlamentarnych. Czy zatem ci, którzy dziś wzięli się tak mocno za kibicowanie Patrykowi Jakiemu, na pewno kibicują także Prawu i Sprawiedliwości.

Trzymając się tematu mediów i sportowej nomenklatury... Czy nie popełnił pan falstartu? Wszakże "Gazeta Wyborcza" niedawno doniosła na pana do Państwowej Komisji Wyborczej w sprawie podejrzeń o prowadzenie przedwczesnej kampanii.

Obowiązkiem posła jest rozmawianie z Polkami i Polakami. I ja takie rozmowy prowadziłem najpierw w całej Polsce wraz z moimi koleżankami i kolegami z Platformy Obywatelskiej, a teraz spotykam się z warszawiakami. To trochę zabawne, że część komentatorów najpierw mówi, iż politycy robią za mało, by zrozumieć Polaków i każą wychodzić do ludzi, a gdy zaczyna się to robić, pojawiają się krytyczne komentarze.
Pamiętam o tym, że nie wolno jeszcze prowadzić agitacji wyborczej. I właśnie to PKW stwierdziła w odpowiedzi na pytanie "Gazety Wyborczej". Dlatego na tych spotkaniach nie agituję. Nie proszę tam o głosy, a rozmawiam z warszawiakami o ich problemach i pomysłach na miasto.

Przedstawiłem już także wiele propozycji programowych mających pomóc nam urzeczywistnić budowę miasta przyjaznego obywatelom. Dla kobiet to m.in. propozycja dotycząca darmowych żłobki dla każdego warszawiaka. Mamy też pakiet rozwiązań dla seniorów, jak choćby budowanie nowych ośrodków opieki, budowę wind dla tzw. "więźniów czwartego piętra", czy program opieki środowiskowej. Inne pomysły to na przykład program budowy przez miasto tanich mieszkań na wynajem, czy pomysły na strategiczne planowanie rozwoju miasta. W najbliższych tygodniach będziemy szczegółowo mówić o transporcie miejskim, zieleni i sporcie. To są właśnie problemy, które nurtują warszawiaków.

Co pan zrobił dla Warszawy w dotychczasowej karierze? Chętnie to pytanie zadaje Patryk Jaki, który może pochwalić się swoją komisją weryfikacyjną i pracą nad ustawą reprywatyzacyjną.

Niech Patryk Jaki swoją ustawę reprywatyzacyjną w takim razie przeprowadzi przez parlament i niech wprowadzi ją w życie bez przerzucania kosztów na samorząd... Sam mu wtedy pogratuluję.

A co ja zrobiłem dla Warszawy? Gdy byłem europosłem, walczyliśmy o miliardy euro dla Polski, w tym dla stolicy, dzięki czemu Warszawa może się tak świetnie rozwijać. Podjąłem dziesiątki interwencji w Komisji Europejskiej, by oczyszczalnia "Czajka" nie straciła dofinansowania z funduszy europejskich, po błędach i zaniechaniach PIS-u z 2006 roku. Skutecznie lobbowałem za możliwością finansowania z Funduszu Spójności projektów miast, a z tego Warszawa dzisiaj finansuje metro, tramwaje, autobusy niskoemisyjne i drogi wylotowe. Już za parę dni zobaczymy jak radzą sobie ze zdobywaniem unijnych pieniędzy koledzy Patryka Jakiego, który osobiście przyłożył rękę do mniejszego unijnego budżetu dla Polski przez niszczenie niezależności polskiego sądownictwa i aferę wokół ustawy o IPN, której był autorem.

Kolejna długa lista działań na rzecz stolicy pochodzi z okresu, gdy byłem ministrem administracji i cyfryzacji - budżet partycypacyjny, ułatwienie przeprowadzania zbiórek publicznych, z czego korzystają warszawskie organizacje pozarządowe, dodatkowe zabezpieczenie przeciwpowodziowe na Wiśle, czy system powiadamiania ratunkowego. Warszawa jest stale obecna także w mojej dzisiejszej pracy poselskiej. Na przykład ostatnio poruszałem sprawę filtrów w ursynowskim tunelu obwodnicy, których rząd z jakiegoś powodu nie chce zakładać oraz temat przebiegu obwodnicy w Wesołej. Była też akcja dotycząca tzw. janosikowego, mającą na celu sprawienie, by Warszawa nie traciła tak dużych pieniędzy. Co ciekawe, Patryk Jaki do niej w ogóle się nie dołączył, wręcz stał po przeciwnej stronie.

Kampania samorządowa powinna być walką na takie konkrety, ale czy w przypadku rywalizacji Jaki-Trzaskowski jest na to jakakolwiek szansa? Od początku wszystko kręci się raczej wokół tematów bardzo centralnych.

Idzie to w takim kierunku ze względu na fakt, że Patryk Jaki po prostu nie rozpoznał jeszcze potrzeb warszawiaków. Nie ma za sobą tych wszystkich spotkań z mieszkańcami, które ja odbyłem w ostatnich miesiącach (a była ich blisko setka). Gdy spotykam się z warszawiakami, nie rozmawiamy o wielkiej polityce, tylko o skali mikro. O tym, co dotyczy poszczególnych dzielnic, czy nawet osiedli.

Niestety media wolą mówić o kilku ostrych tweetach zamiast o tym, co jest naprawdę ważne dla ludzi mieszkających w stolicy. Sądzę, że ostatecznie będziemy mieli więc dwie kampanie. Jedną, na tym bardzo egzaltowanym poziomie, będzie skupiała się na polityce krajowej i złośliwostkach bez polotu. Drugą będzie ciężką pracą nad przygotowaniem rozwiązań prawdziwych problemów warszawiaków.

W roli kandydata na prezydenta Warszawy Patryk Jaki przedstawia się jako polityk coraz bardziej centrowy. Usłyszeliśmy nie tylko o pomysłach na zielone miasto, ale nawet zapowiedź podtrzymania refundacji in vitro. Będzie pan odpowiadał podobnymi gestami w kierunku prawicowego elektoratu?

Wierzę, że w polityce jednak najważniejsza jest wiarygodność. Ktoś, kto głosował przeciwko refundacji in vitro, a teraz zapowiada, że będzie taką pomoc wspierał, wiarygodny raczej nie jest. Podobnie jest z innymi kwestiami, w których Patryk Jaki próbuje przybrać nową maskę. Wszyscy pamiętamy zachowanie jego i jego partii w Sejmie. Pamiętamy także jego wypowiedzi...

Przecież ludzie się zmieniają.

Wszyscy wiemy, że PiS zastanawiało się nad trikiem, który zakładał wystawienie w Warszawie kandydata zdolnego do udawania polityka centrowego. Na szczęście Patryk Jaki absolutnie się do tego nie nadaje. Ma swój powszechnie znany dorobek czynów i słów, które potwierdzają jego bardzo prawicowe poglądy. Poza tym, to nie jest osoba zdolna na dłuższą metę do udawania kogoś innego. I to akurat jego autentyczna zaleta, że jest szczery.

Cały czas mówimy o Patryku Jakim i Rafale Trzaskowskim, ale przecież to nie wszyscy kandydaci na prezydenta Warszawy. Jest też Jacek Wojciechowicz. To rywal, którego się pan obawia?

Potencjalnie każdy kontrkandydat może odbierać głosy faworytom, ale pamiętajmy, że ostatecznie decydują rozpoznawalność, wiarygodność i dotychczasowe poparcie społeczne. Jednak żadnego z rywali nie będzie można w tych wyborach lekceważyć, a będzie ich zapewne wielu.
Jacek Wojciechowicz jednak nieco się od innych różni. Mówimy o byłym pośle i byłym wiceprezydencie Warszawy, który wie bardzo dużo o PO i funkcjonowaniu warszawskiego ratusza pod rządami Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Niewątpliwie tak jest. Jednak politycy, którzy odchodzą lub są wyrzucani z jakiejś partii i nagle zaczynają udawać, że z tym ugrupowaniem nigdy nie mieli nic wspólnego, są po prostu mało wiarygodni. Jacek Wojciechowicz zapewne będzie mówił dużo na temat tego, jak funkcjonował ratusz, ale ja mnie mam powodów, by się tego obawiać. Bo sam mam wiele zastrzeżeń do sposobu zarządzania miastem.

Jestem przygotowany na to, że mniej popularni kandydaci będą atakowali tego, kto jest przedstawiany jako faworyt. To naturalne. Nie mam zamiaru obrażać się za to, że rywale z mniejszym poparciem próbują budować swoją pozycję moim kosztem. Chciałbym jednak, by to działo się w merytorycznej debacie. Mam nadzieję, że moi kontrkandydaci nie będą wpadać w wyłącznie w agresywną narrację typową dla PiS, która zakłada walenie się łomami po głowie zamiast rozmowy o Warszawie.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...