
W obliczu przesądzonego losu nieuleczalnie chorego dwulatka i tragedii jego rodziców, z Polaków wyszły najgorsze demony. Fatalna sytuacja Alfiego Evansa z Wielkiej Brytanii często schodziła na dalszy plan, bo do głosu dochodził wewnętrzny gniew na niesprawiedliwość i zło tego świata. Polacy popadli w ogólnonarodową histerię, wiele osób zaczęło powielać teorie spiskowe dotyczące śmierci chłopca, a nawet nawoływała do wypowiedzenia wojny Anglii, za "zamordowanie następcy Jezusa Chrystusa"...
Czemu tak zainteresowaliśmy się losem oddalonego o setki kilometrów chłopca? – Jego wizerunek był przedstawiany w mediach w niezwykle wzruszający sposób, pobudzał emocje. Z drugiej strony, obecnie w Polsce trwa nieustanna dyskusja o aborcji i ingerowaniu w życie dzieci. Wydarzenie z Anglii trafiło więc na niezwykle podatny grunt i wiele osób poczuło się do obowiązku wypowiedzenia się w tym temacie – tłumaczy dr Ireneusz Siudem, psycholog społeczny i psychoterapeuta. Nie można pominąć faktu, że jesteśmy też religijnym narodem.
O sprawie zrobiło się naprawdę głośno, gdy na facebookowej stronie kontrowersyjnego podróżnika Wojciecha Cejrowskiego pojawiła się pierwsza, nacechowana dramaturgią informacja o Alfiem Evansie. Fan page stał się dla wielu "pierwszym źródłem informacji", na dalszy plan schodziły wiadomości od bardziej wiarygodnych portali - to znaczy w ogóle nie były tam publikowane. Wrzucane były więc linki do akcji i modlitw pod "obozem śmierci" - jak nazwany został szpital, w którym przebywał chłopiec.
To, co się działo na stronie Wojciecha Cejrowskiego, było jedynie wierzchołkiem góry lodowej. W internecie ludzie cały czas pisali i piszą niestworzone i irracjonalne rzeczy. Nie mogło zabraknąć wpisów o szkodliwości szczepionek.
