Strona Wojciecha Cejrowskiego na Facebooku stała się dla wielu jedynym źródłem informacji dotyczącym losów Alfiego Evansa
Strona Wojciecha Cejrowskiego na Facebooku stała się dla wielu jedynym źródłem informacji dotyczącym losów Alfiego Evansa Fot. Michał Grocholski / Agencja Gazeta / screen z Facebooka

W obliczu przesądzonego losu nieuleczalnie chorego dwulatka i tragedii jego rodziców, z Polaków wyszły najgorsze demony. Fatalna sytuacja Alfiego Evansa z Wielkiej Brytanii często schodziła na dalszy plan, bo do głosu dochodził wewnętrzny gniew na niesprawiedliwość i zło tego świata. Polacy popadli w ogólnonarodową histerię, wiele osób zaczęło powielać teorie spiskowe dotyczące śmierci chłopca, a nawet nawoływała do wypowiedzenia wojny Anglii, za "zamordowanie następcy Jezusa Chrystusa"...

REKLAMA
Przez ostatni tydzień wszyscy żyliśmy beznadziejną sytuacją Alfiego Evansa. W akcję ratowania życia chłopca włączali się politycy pokroju prezydenta Andrzeja Dudy, celebryci jak Anna Lewandowska, głos zabierali też lekarze specjaliści. Maluch, który miał poważne uszkodzenie mózgu, zmarł w nocy z piątku na sobotę.
Polacy bardziej niż Anglicy walczyli o życie Alfiego
Czemu tak zainteresowaliśmy się losem oddalonego o setki kilometrów chłopca? – Jego wizerunek był przedstawiany w mediach w niezwykle wzruszający sposób, pobudzał emocje. Z drugiej strony, obecnie w Polsce trwa nieustanna dyskusja o aborcji i ingerowaniu w życie dzieci. Wydarzenie z Anglii trafiło więc na niezwykle podatny grunt i wiele osób poczuło się do obowiązku wypowiedzenia się w tym temacie – tłumaczy dr Ireneusz Siudem, psycholog społeczny i psychoterapeuta. Nie można pominąć faktu, że jesteśmy też religijnym narodem.
– Ludzkie życie jest najwyższą wartością. W szczególności ludzie wierzący są tak wychowywani. Życie jest ważniejsze niż "kwestie techniczne" jak opinia lekarska. Ta ma się nijak do wiary. Nie wszyscy mogą się pogodzić z tym, że medycyna wydaje wyrok – tłumaczy dr Siudem. – W tym wypadku, najbardziej poruszało serca rozpatrywanie sprawy z punktu możliwości podjęcia decyzji. Decydowania o ludzkim życiu przez człowieka. Czy jest to dopuszczalne i na ile.
Internet pozwala na wypowiadanie się każdemu, panuje przez to ogromny chaos informacyjny i właśnie ta cecha globalnej sieci bywa jej największą wadą. Jeden z internautów tak nakręcał spiralę nienawiści, że omal nie wywołał krwawej krucjaty na Wielką Brytanię.
Wojciech Cejrowski i fake newsy
O sprawie zrobiło się naprawdę głośno, gdy na facebookowej stronie kontrowersyjnego podróżnika Wojciecha Cejrowskiego pojawiła się pierwsza, nacechowana dramaturgią informacja o Alfiem Evansie. Fan page stał się dla wielu "pierwszym źródłem informacji", na dalszy plan schodziły wiadomości od bardziej wiarygodnych portali - to znaczy w ogóle nie były tam publikowane. Wrzucane były więc linki do akcji i modlitw pod "obozem śmierci" - jak nazwany został szpital, w którym przebywał chłopiec.
logo
Screen z Facebooka
Administratorzy (bo nie wszystkie wpisy publikował Cejrowski) nieustannie epatowali zdjęciami śpiącego dwulatka.
logo
Screen z Facebooka
W pewnym momencie pojawił się nawet fake news, który odbił się szerokim echem na Facebooku i nie tylko. Według niego ojciec Alfiego zabarykadował się w szpitalu, co okazało się nieprawdą.
Na stronie podróżnika ukazały się przeprosiny za podanie fałszywej informacji, zdementowała je również rodzina Evansów, ale ludzie... nie przyjęli tego do wiadomości. Uznali, że to policja włamała się na ich konta i nie można im wierzyć.
logo
Screen z Facebooka
I nawet po śmierci chłopca, nie skończyła się nagonka.
logo
Screen z Facebooka
Internauci też nie próżnowali. Ratunek dla świata widzą w... kibolach.
logo
Screen z Facebooka
Przy tak wysokim poziomie dezinformacji, do głosu doszli też spiskowcy. Powstało wiele teorii dotyczących losów małego chłopca. Poniżej jedna z nich.
logo
Screen z Facebooka
Spiskowcy maja używanie jak nigdy
To, co się działo na stronie Wojciecha Cejrowskiego, było jedynie wierzchołkiem góry lodowej. W internecie ludzie cały czas pisali i piszą niestworzone i irracjonalne rzeczy. Nie mogło zabraknąć wpisów o szkodliwości szczepionek.
logo
Screen z nczas.com
Alfie i okoliczności jego śmierci są też porównywany do historii Jezusa Chrystusa.
logo
Screen z nczas.com
logo
Screen z Facebooka
Często też pojawiała się wzmianka o nieprzypadkowym imieniu i nazwisku chłopca. Po przestawieniu literek, nabierało to nowego znaczenia. Tyle tylko, że pozostawała niewykorzystana literka "n".
logo
Screen z blog.gosc.pl
Polacy zaczęli też szturmować profil rodziny królewskiej na Facebooku, oskarżając ją, że "mają krew na rękach" i pisząc wiersze.
logo
Screen z Facebooka
Przykładów wpisów, w których emocje wzięły górę nad rozumem, jest bez liku. Niektóre zakrawają o szaleństwo lub też paranoję. – Każdy w tych wypowiedziach podkreśla ważną i istotną dla siebie prawdę o życiu, która jest tworzona przez wiele lat. Informacje, które do nas docierają, mają nas utwierdzić w przekonaniu, podnieść samoocenę, poczucie własnej wartości – tłumaczy dr Ireneusz Siudem, psycholog społeczny i psychoterapeuta. Przykład z Anglii niejako "potwierdził" u wielu osób istnienie mafii medycznych czy "cywilizacji śmierci".
– Natłok informacji jest tak duży, że ludzie je selekcjonują. Nie robią jednak tego przypadkowo, ale tak, by utrzymać własne status quo, pewną wizję świata. Dla jednych to potwierdzenie bycia lepszym, dla drugich to dowód na istnienie spisków. To znane powszechnie koncepcje, świadczące o osobowości paranoidalnej. W psychologii są też znane inne typy osobowości, które są łatwowierne, naiwne oraz takie, które odrzucają informacje płynące z zewnątrz – mówi dr Siudem. Na Alfiem ta dziwaczna rewolucja się nie kończy. Internauci nawołują już do ratowania kolejnych dzieci z brytyjskich szpitali.