
Czy da się skutecznie promować własny kraj bez "godnościowej polityki" i bez "wstawania z kolan"? Krótki film promocyjny Nowej Zelandii udowadnia, że tak. Robi furorę w internecie. Autorom trudno odmówić pozytywnego przekazu, braku kompleksów i zdrowego dystansu do własnej ojczyzny.
REKLAMA
Aktor Rhys Darby wzywa na filmie premier Nowej Zelandii Jacindę Ardern po tym, jak dostaje list, w którym zostaje poinformowany, że kraj znika ze światowych map. Z przerażeniem sprawdza, że taką wiadomość podają internetowe media na całym świecie, zaś w Australii w tym czasie rośnie liczba turystów. Film kończy się konkluzją, że Nowa Zelandia potrzebuje pomocy, by znów przywrócić ją na mapę. Wszystko w konwencji kilku komediowych scenek.
W Polsce walka o pozytywny wizerunek kraju wygląda nieco odmiennie –np. Reduta Dobrego Imienia pozwała argentyński dziennik "Pagina12". Według autorów pozwu doszło do manipulacji, gdyż artykuł o Jedwabnem zilustrowano żołnierzami wyklętymi. Skutek rozprzestrzenienia się informacji o pozwie w Argentynie był jednak taki, że tamtejsze media - łącznie kilkanaście portali - masowo zaczęły udostępniać artykuł wraz z... feralnym zdjęciem.
Głośno było też o kontrowersyjnym rejsie Mateusza Kusznierewicza, który sfinansować ma Polska Fundacja Narodowa, która ma dbać o dobry wizerunek Polski w świecie. Według wyliczeń "Gazety Wyborczej" łącznie może kosztować nawet 20 mln zł. Środowisko żeglarskie – wobec opłakanego stanu żeglarstwa w Polsce – jest oburzone takim wydawaniem publicznym pieniędzy. Można zastanawiać się, który sposób promocji kraju jest skuteczniejszy.
