Nekrolog Vala Pattersona z "The Salt Lake Tribute"
Nekrolog Vala Pattersona z "The Salt Lake Tribute" Zrzut ekranu http://www.legacy.com/obituaries/saltlaketribune/obituary.aspx?n=val-patterson&pid=158526785

Val Patterson był naprawdę fajnym człowiekiem. Przynajmniej tak możemy wnioskować z jego nekrologu. Wiedząc o nadchodzącej śmierci, przygotował się, wysyłając do lokalnej gazety swoje ostatnie słowa.

REKLAMA
Nekrolog Vala Pattersona możemy znaleźć na łamach "The Salt Lake Tribune" oraz na ich stronie internetowej. Dzięki kilkudziesięciu zdaniom poznajemy prostą, ale piękną historię mężczyzny, który 59 lat przeżył po prostu godnie.
Pośmiertny list Vala (aż prosi się, żeby myśleć o nim jak o znajomym, do którego mówi się po imieniu) zaczyna się od krótkiego podsumowania najważniejszych faktów: gdzie się urodził i co robił w życiu. Pisze, że uwielbiał szkołę, swoje miasto – Salt Lake City –oraz pobliskie góry. Jak wymienia był "elektronikiem, chemikiem, fizykiem, mechanikiem samochodowym, cieślą, artystą, wynalazcą, biznesmenem, rubasznym żartownisiem, mężem, bratem, synem, miłośnikiem kotów, cynikiem".
"Dobrze się bawiłem" – zwierza się dalej i dodaje – "prawdziwym zaszczytem dla mnie było to, że mogłem się przyjaźnić z tak wspaniałymi ludźmi". Więcej uwagi poświęca swojej żonie Mary Jane, pięknie dziękując jej za spędzone razem życie, które było prawdziwie spełnione.
Dalej, zwierza się z niektórych swoich przewinień. Pisze, że ukradł sejf z motelu, gdy miał 18 lat, oraz, że tak naprawdę nie miał doktoratu. Po prostu pani w dziekanacie pomyliła się i przyznano mu tytuł, choć jak żartuje "nawet nie wiedział, co te literki oznaczają".
Przeprasza też za korzystanie z doktoratu swoich kolegów z pracy, ale dodaje "przyznajcie, że moje projekty dobrze działały i były nieźle zaprojektowane, a poza tym zawsze rozśmieszałem was w pracy". Opisuje też zabawnie inne swoje przewinienia, tłumacząc, że np. Disneyland może już wyrzucić jego kartotekę, w której widnieje dożywotni zakaz wstępu.
Swoim znajomym pisze, że "dorastali w najlepszych czasach historii Ameryki", gdy w radiu była dobra muzyka, królowały potężne samochody, benzyna była tania a telewizja była na tyle nudna, że swoje życie spędzili naprawdę żyjąc.
Patterson żałuje tylko jednego. Tego, że gdy był młody, czuł się niezniszczalny i palił papierosy, choć wiedział, że są niezdrowe. Okradł tym swoją Mary Jane z przynajmniej dekady wspólnego starzenia się i "śmiania się z tysięcy prostych rzeczy".
Na koniec podkreśla, że pisze te słowa jako osoba, która miała świetne życie. Zaprasza też na uroczystość "świętowania życia", którą prosił, by zorganizować zamiast pogrzebu.
Val Patterson podał link do strony domu pogrzebowego, gdzie można było znaleźć film upamiętniający Vala złożony z jego zdjęć. Teraz strona kieruje na ich fanpage na Facebooku, gdzie dowiadujemy się, że strona padła z przeciążenia. Nie była przygotowana na wizytę stu tysięcy ludzi na minutę.
Czy nekrolog Vala Pattersona rozpocznie modę na pisanie własnych listów pożegnalnych? Zdecydowalibyście się na coś takiego? Jak napisać taki list, by nie był zbyt patetyczny, ale także nie płytki?