
Na antenie radia TOK FM szef Państwowej Inspekcji Pracy Dariusz Mińkowski odniósł się do sprawy kontroli nagród dla ministrów rządu Beaty Szydło. To, że nie było informacji o pieniądzach w ich aktach osobowych – na co zwrócił uwagę Krzysztof Brejza z Platformy Obywatelskiej – nie jest wykroczeniem i nie grozi za to żadna kara.
REKLAMA
Kilka dni temu Krzysztof Brejza, poseł Platformy Obywatelskiej, który jako pierwszy zaczął mówić o nagrodach przyznanych ministrom rządu Beaty Szydło, zwrócił uwagę na to, że informacje o pieniądzach dla polityków PiS nie znalazły się w aktach osobowych pracowników kancelarii, choć wymagają tego przepisy.
Do jego słów odniósł się na na antenie TOK FM Dariusz Mińkowski, zastępca głównego inspektora pracy, który stwierdził, że Państwowa Inspekcja Pracy nie planuje kontroli w Kancelarii Premiera w związku z doniesieniami o wypłacanych tam nagrodach.
– Na chwilę obecną sam fakt, nawet gdybyśmy założyli, że te dokumenty powinny znaleźć się w aktach osobowych, a się nie znalazły, nie uzasadniają angażowania, w moim przekonaniu, czasu pracy i finansów publicznych, żeby angażować co najmniej kilku inspektorów, żeby te czynności sprawdzić – mówił w radiu Mińkowski.
Jego zdaniem jeśli nagrody zostały przyznane na podstawie innych przepisów niż kodeks pracy, bo tak mówi Kancelaria Premiera, to pracodawca nie ma obowiązku umieszczać takich informacji w aktach pracownika. – Brak informacji o nagrodach wynikających z kodeksu, owszem, jest naruszeniem prawa pracy, ale nie jest wykroczeniem i nie grozi za to żadna kara – stwierdził.
Przypomnijmy, że po ujawnieniu przez Brejzę nagród, które przyznano ministrom rządu PiS, rozpętałą się afera, którą próbował załagodzić prezes partii Jarosław Kaczyński. Zapowiedział, że wszyscy ministrowie oddadzą nagrody i przeznaczą je na Caritas. Dodał także, że PiS zajmie się obniżkami pensji dla posłów, prezydentów, burmistrzów i wójtów.
źródło: TOK FM
