
Tego można było się spodziewać. Po chwilowej konsternacji w sprawie ujawnionego we wtorek romansu posła PiS Stanisława Pięty, ruszyła machina obrony polityka "dobrej zmiany", a bardzo aktywny w tej dziedzinie jest dziennikarz TVP Samuel Pereira. Intuicja podpowiada, że w tym przypadku takie próby będą miały charakter komiczny. I rzeczywiście mają.
REKLAMA
Są rzeczy i sytuacje, których obronić się nie da. W dodatku, wszystkie próby nie tylko nie pomagają bronionemu, a broniący może stać się pośmiewiskiem. Tak jest i tym razem. Defensywną szarżę w sprawie skoku w bok posła PiS Stanisława Pięty przeprowadził prawicowy dziennikarz Samuel Pereira. Stwierdził on, że co prawda posła Pięty nie broni i zdrada żony jest naganna, to jednak... go broni, a krzywdę jego żonie wyrządził dziennik "Fakt", który ujawnił romans.
W czym ją skrzywdził? Przeczytałem cały ten żenujący tekst Faktu i wychodzi na to, że jego "winą" jest to, że się zreflektował i wrócił do żony.
W tej sprawie, dziennikarz TVP napisał zresztą jeszcze kilka wpisów, w których atakuje głównie "Fakt", zarzucając redakcji polowanie na sensacje, nierzetelność i podkręcanie tytułu.
Wpisy Pereiry spotkały się z żywą reakcją innych użytkowników Twittera, którzy delikatnie mówiąc, nie podzielają jego zawiłej linii obrony posła Pięty.
Patrząc na nieudane tłumaczenie wybryku polityka "dobrej zmiany" widać, że i w tym przypadku powiedzenie o milczeniu, które jest złotem pasowałoby jak ulał.
Sam Stanisław Pięta też broni się dość nieudolnie. W wywiadzie dla "Faktu" potwierdził, że opisywana w tabloidzie kobieta nocowała w jego pokoju w hotelu poselskim, ale to... z dobrego serca. "Jak człowiek prosi drugiego człowieka o pomoc, to przecież nie zostawię jej w nocy na dworcu. (...) Nie widzę w tym nic szczególnego" – wyjaśnił polityk.
