RODO w praktyce. Rodzice dzieci z wypadku na Zakopiance przeżyli dodatkowy koszmar

Piątkowy wypadek na zakopiance w Tenczynie. Autokarem jechały dzieci ze szkoły podstawowej w warszawskim Wilanowie.
Piątkowy wypadek na zakopiance w Tenczynie. Autokarem jechały dzieci ze szkoły podstawowej w warszawskim Wilanowie. Fot. Jakub Porzycki / Agencja Gazeta
Początkowo do szpitali trafiły 34 osoby. Blisko połowa z nich po opatrzeniu niegroźnych ran została wypisana. 18 osób nadal jest hospitalizowanych. To aktualny bilans piątkowego wypadku na zakopiance, gdzie autokar wiozący uczniów z zielonej szkoły zderzył się z TIR-em. Teraz okazuje się, że rodzice poszkodowanych musieli w piątek przeżyć dodatkowy koszmar – odmawiano im informacji, do jakiego szpitala trafiło ich dziecko, zasłaniając się przepisami o RODO.

– Czy moje dziecko jest w tym szpitalu?
RODO.
Tak próbę uzyskania informacji o tym, gdzie przebywa córka poszkodowana w wypadku w Tenczynie, opisał jeden z rodziców. Autokarem podróżowało ponad 40 osób, w tym głównie uczniowie VII klasy szkoły podstawowej nr 261 z warszawskiego Wilanowa, którzy wracali z zielonej szkoły. Początkowo do różnych szpitali w regionie trafiły 34 osoby. Jednak rodzice poszkodowanych mieli poważny problem z ustaleniem, gdzie jest ich dziecko.

Szpital 1: nie możemy udzielić informacji czy jest taki pacjent.

Sztab kryzysowy (sic!): nie powinnismy udzielić takiej informacji, ale zważywszy na okoliczności powiem, że dziecko jest w szpitalu na Rydygiera.

Szpital przy Rydygiera: na pewno nie ma tu tego dziecka, bo to nie jest szpital dziecięcy.

Itd...

Dziesiątki telefonów, dodatkowego stresu.

Może warto coś zmienić w prawie w sytuacjach kryzysowych?

Jak opisuje mężczyzna, dzieci rozwieziono do 9 szpitali w różnych miejscowościach. W trakcie kilkugodzinnej podróży do Krakowa udało się ustalić, gdzie konkretnie jest dziecko. "Dowiedzieliśmy tego tylko dlatego, że jedna z osób miała w dupie RODO (celowo nie piszę kto). Gdyby nie to, czekałaby nas jazda od szpitala do szpitala w 4 różnych miejscowościach. Komórka dziecka wyłączona" – stwierdza.
Tymczasem wcale tak być nie musi i wręcz nie powinno. Małopolskie szpitale wykazały się nadgorliwością. Maciej Kawecki, dyrektor Departamentu Zarządzania Danymi i koordynator prac nad reformą ochrony danych osobowych w ministerstwie cyfryzacji na Twitterze zareagował na doniesienia o tym, iż rodzice poszkodowanych w wypadku na Zakopiance musieli przeżyć dodatkowy koszmar. Jak się okazuje, była to niepotrzebna nadgorliwość w stosowaniu przepisów o RODO.
Istotna jest bowiem ustawa o prawach pacjenta. W niej zaś jest mowa o tym, że do informacji o stanie zdrowia ma i pacjent, i jego przedstawiciel ustawowy. Na tej podstawie szpital ma wręcz obowiązek powiedzieć rodzicowi, jaki jest stan jego dziecka. Problemem może być jedynie potwierdzenie, czy faktycznie po drugiej stronie słuchawki jest rodzic danego dziecka – na to nie ma żadnej procedury.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...