To był szok dla widzów, gdy Olga Frycz postanowiła opuścić ekipę serialu "M jak miłość". Dopiero teraz – po roku – zdradziła, co stało za jej decyzją. Aktorka mówi o pracy po godzinach i kompletnym braku szacunku dla aktorów hitowej produkcji Telewizji Polskiej.
– Robiliśmy po dziesięć scen dziennie, pracowałam dłużej, niż miałam zapisane w umowie. Aktorki, które mówiły, że mają dzieci i muszą zwolnić nianię, słyszały: "A co, wyjdziesz z planu? Wielka pani gwiazda?". Nikt nikogo nie szanował, były wrzaski – wyznała Olga Frycz w wywiadzie dla magazyny "Twój Styl". Aktorka przyznała, że zdecydowała się wziąć udział w telenoweli "M jak miłość" wyłącznie z powodów finansowych, właśnie kupiła mieszkanie i spłacała kredyt.
Słowa Olgi Frycz z oczywistych powodów nie spotkały się z sympatią ze strony ekipy serialu.– Te słowa to kompletne bzdury. Młode mamy mają w naszych kontraktach specjalne zapisy i często dzieci przebywają razem z nimi na planie – skomentowała dla serwisu Plejada Karolina Baranowska z PR serialu..
Również Anna Mucha, która także grała w serialu napisała na Instagramie, że zawsze mogła liczyć na wsparcie.


