
Upadek Arkadiusza Milika w delfinarium od razu wydawał się niewiele znaczącą błahostką. Z braku istotniejszych doniesień z obozu Polaków, kibice nadali zdarzeniu dziwnie wysoką rangę. Niedzielna konferencja prasowa potwierdziła, że napastnikowi nic się nie stało.
REKLAMA
Po niepewności związanej z udziałem Kamila Glika w Mistrzostwach Świata w Rosji, kibice zaczęli wpadać w lekką paranoję, związaną z bezpieczeństwem reprezentantów Polski. Sobotnim tematem numer 1 był upadek Arkadiusza Milika w delfinarium w Soczi.
Milik poślizgnął się, przewrócił, po czym w grymasie bólu złapał za nadgarstek. Po chwili jednak dobry humor reprezentanta Polski wrócił i Milik wyglądał tak, jakby nic się nie zdarzyło. Takie wypadki po prostu się zdarzają i nie ma co za bardzo się nad nimi pochylać. Przecież nie opakujemy Polaków w stroje ochronne a la "ludzik Michelin". Nie popadajmy w zbiorową paranoję.
Niedzielna konferencja potwierdziła, że upadek Milika to nic nieznacząca błahostka. Rzecznik PZPN - Kuba Kwiatkowski, zapewnił że Milik "nic poważnego sobie nie zrobił".
Po raz pierwszy Polacy wybiegną na murawę we wtorek o godz. 17. Zmierzą się z Senegalem. Kolejne mecze, jakie czekają kadrę Adama Nawałki to spotkanie z Kolumbią (23 czerwca, godz. 20) oraz Japonią (28 czerwca, godz. 16).
źródło: "Łączy nas piłka"
