Nie dostali butów, ich bramkarz sprzątał ulice. Irańczycy pokazali Polakom, co znaczy charakter na mundialu

Irańczycy trenowali na 60-metrowym boisku, przed mundialem nie dostali nawet butów od sponsora. Mimo to zaprezentowali wspaniały futbol na mundialu w Rosji,
Irańczycy trenowali na 60-metrowym boisku, przed mundialem nie dostali nawet butów od sponsora. Mimo to zaprezentowali wspaniały futbol na mundialu w Rosji, Fot. Facebook / Carlos Queiroz
To żałosne, że po tak słabym występie w obu meczach fazy grupowej Adam Nawałka mówi o "maksymalnym wykorzystaniu możliwości drużyny". Takie słowa o wiele bardziej przystoją Carlosowi Queirozowi - selekcjonerowi reprezentacji Iranu. Podopieczni dawnego ulubieńca Sir Alexa Fergusona pokazali naszym, czym jest wola walki.

Po meczu z Japonią nasi piłkarze mogliby wybrać się na wycieczkę do Teheranu. Odległość między Soczi a stolicą Iranu to 1732 km. Warszawę i miasto doskonale pamiętające rewolucję 1979 roku dzieli jednak znacznie więcej. I wcale nie chodzi o kilometry i totalnie odmienną kulturę. Choć podobnie jak w jej przypadku - różnica tkwi w ludziach.
Kiedy Robert Lewandowski i Adam Nawałka nieudolnie mydlili oczy kibicom na konferencji prasowej, do ostatniego grupowego spotkania przygotowywali się reprezentanci Iranu. Po zwycięstwie z Maroko i przegranej z Hiszpanią, Irańczycy mieli szansę na wejście do 1/8 finału. Od awansu dzieliła ich wygrana w meczu z Portugalią. Spotkanie w Sarańsku zakończyło się remisem 1:1. Irańczycy wracają do domu.

– Źle znoszę porażki, jestem przygnębiony – mówił po przegranej Carlos Queiroz, selekcjoner reprezentacji Iranu. – Mam wrażenie, że zasłużyliśmy w tym turnieju na więcej – dodał. Mając w pamięci ambitnych Irańczyków, którzy byli o krok od pokonania byłych Mistrzów Świata i wyeliminowania aktualnych Mistrzów Europy, trudno nie przyznać mu racji.
Po pierwsze nie dla hajsu
Historia zatoczyło koło. Równo cztery lata po porażce w meczu z Bośnią i Hercegowiną, w którym Irańczycy pożegnali się z mundialem w Brazylii, kadra Queiroza odpada z Portugalią. Od wygranej w meczu z Koreą Południową (18 listopada 2014) do przegranej z Hiszpanią na mundial, Iran jest niepokonany. 22 mecze bez porażki gwarantują awans na Mistrzostwa Świata w Rosji. Team Milla jako trzecia drużyna - po gospodarzach czempionatu i Brazylii - kwalifikuje się na rosyjski turniej. Za awans piłkarze nie zobaczyli ani grosza. Wszystko przez międzynarodowe sankcje nałożone na Iran.

– Powiedzcie, która drużyna jedzie na Mistrzostwa Świata bez wystarczającej liczby rozegranych meczów towarzyskich lub trenując na 60-metrowym boisku? – pytał Carlos Queiroz w wywiadzie dla "GQ Magazine". – Mamy kłopoty z podróżowaniem, organizacją obozów treningowych, zapraszaniem przeciwników i kupowaniem sprzętu. Nawet kupno koszulek bywa problemem, lecz te trudności pozwoliły mi jeszcze mocniej pokochać Iran. Te bariery są źródłem inspiracji dla wielu osób, łączą ludzi w sportowej walce za kraj. Chłopaki zasługują na uśmiech od reszty świata – apelował trener Iranu.


Sankcje nie pozwoliły sponsorowi na zapewnienie butów dla piłkarzy. Team Milla dowiedziała się o tym w tygodniu otwarcia mundialu.
Nomad w siatce
53. minuta poniedziałkowego spotkania. Do futbolówki ustawionej na 11. metrze podbiega Cristiano Ronaldo. Choć CR7 jest bardzo skuteczny na turnieju w Rosji, w tej próbie nie udaje mu się zrównać z Harrym Kane'em w liczbie strzelonych bramek (Brytyjczyk ma ich pięć). Skutecznie uniemożliwia mu to rzucający się w lewo Alireza Beiranvand.
25-letni bramkarz reprezentacji Iranu przyszedł na świat w rodzinie nomadów. Pasterzy owiec, prowadzących swoje stado tam, gdzie akurat rosła zielona trawa. Jako najstarszy syn, Alireza pracował razem z rodzicami na wypasie zwierząt. W wolnym czasie grał z kolegami w piłkę i tradycyjną, irańską grę Dal Paran. Elementem rozgrywki jest rzucanie kamieniami na odległe dystanse. To doświadczenie pozwoliło bramkarzowi na tak spektakularne podrywy, jak rzut piłką na 70 m i asysta w meczu z Tractorem Sazi.
Staruszek Beiranvanda nie podzielał pasji syna do sportu. Wolał, by Alireza został zwykłym robotnikiem. – Mój ojciec nie lubił piłki nożnej i namawiał mnie do pracy – Alireza opowiadał "Guardianowi". – Zniszczył nawet moje ubrania i rękawice, przez co kilka razy musiałem bronić z gołymi dłońmi – dodał. W końcu młody golkiper uciekł z domu i przeniósł się do Teheranu. Pchały go marzenia o grze w profesjonalnym klubie.

W autobusie zmierzającym do Teheranu bramkarz spotkał Hosseina Feiza, który prowadził lokalną drużynę. Feiz zaproponował mu grę w zamian za równowartość 150 złotych. Alirez nie miał jednak żadnych pieniędzy. Spał na ulicy. Za dnia bez żalu stawał między słupkami na treningu. – Usnąłem pod drzwiami klubu, a kiedy obudziłem się rano, zauważyłem mnóstwo drobniaków leżących wokół mnie – mówił Beiranvand w rozmowie z "Guardianem". – Ludzie musieli wziąć mnie za żebraka. Tego poranka przynajmniej mogłem zjeść pierwsze od dawna przepyszne śniadanie – opowiadał bramkarz.

Po wielu perturbacjach Alirez Beiranvand dopiął swego i po przygodzie w kadrze U-23 został pierwszym bramkarzem dorosłej reprezentacji Iranu. – Przeszedłem przez wiele trudów, by spełnić swoje marzenia. Nie zamierzam o nich zapominać, ponieważ dzięki nim jestem tym człowiekiem, co teraz – mówił bramkarz.

Pupil Alexa Fergusona
Ojcem sukcesów Iranu w ostatnich 7 latach jest Carlos Queiroz. To doświadczony selekcjoner mający na koncie pracę w Manchesterze United i Realu Madryt, skąd szybko wrócił na wyspy po nieudanym dla Królewskich sezonie 2003/2004. Queiroz prowadził również kadrę Portugalii w latach 2008-2010. Jako asystent trenera Czerwonych Diabłów był ulubieńcem Sir Alexa Fergusona.
– Genialny, po prostu genialny. Niesamowity – wychwalał Queiroza Ferguson. – Jest tak blisko bycia trenerem Manchesteru United, jak tylko możesz być, nie mając tego tytułu – mówił legendarny Szkot.

– Nadal czuję w żołądku ten zwierzęcy głód wygrywania – mówi Queiroz. – Budzę się każdego dnia z żądzą wygrywania. Chcę być wzorem. Chcę, by ludzie wokół mnie stawali się coraz lepsi. Nie zawsze łatwo mierzyć się z zawodnikami - moimi chłopcami - ekipą medyczną i władzami związku. To nie na barkach trenera powinno leżeć ułatwianie życia piłkarskiej federacji. Brak oświetlonych stadionów, na których będziemy mogli się rozwijać, oznacza moją rezygnację z powierzonych obowiązków. Nie możemy żyć jak w cieniu jakiejś zmowy. Nienawidzę nierówności. Nie mam zamiaru nikomu się podlizywać. Moim powołaniem jest rywalizować i trenować piłkarzy w jak najlepszych warunkach – dodaje Carlos Queiroz.
Trwa ładowanie komentarzy...