Taksówka za kilkanaście tysięcy złotych – tak turyści traktują górskich ratowników. "Takie telefony mamy cały czas"

Fot. Marek Podmokły / Agencja Gazeta
W sobotę Polskę obiegła historia turystów, którzy wezwali TOPR by ten... ich podwiózł. Skłamali, że jedno z nich ma chore serce. Jak dowiadujemy się od jednego z ratowników, takie sytuacje są nagminne. – To osoby o postawie roszczeniowej. Myślą: "Ratownicy mają sprzęt, więc mogą służyć za tragarzy czy kierowników taksówek" – mówi nam były ratownik, poseł Piotr van der Coghen.

Ratownicy górscy to od lat jedna z najbardziej szanowanych instytucji. Samo stwierdzenie brzmi już trochę jak slogan, ale jest wielu ludzi, którzy nadal powagi tej funkcji nie rozumieją. W sobotę głośno było o przypadku turystów, którzy ratowników TOPR potraktowali jak… górską taksówkę. – To nie jest nic nowego. Problem istnieje od lat i nic się przez ten czas nie zmienia – mówi nam pracownik TOPR Witold Cikowski.

Niepotrzebna akcja
Pięcioosobowa rodzina wezwała wczoraj helikopter Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Powód? Żona dzwoniącego mężczyzny ma poważne problemy z sercem. Kiedy służby dotarły na miejsce, okazało się, że kobieta po prostu źle się czuje, a cała pięcioosobowa rodzina żąda zabrania ich na pokład helikoptera.
Piotr van der Coghel

To osoby o życiowej postawie roszczeniowej, ratowników górskich traktują jak tragarzy czy kierowników taksówek. Mają sprzęt, więc to im ma on służyć.


Więcej: W torbie browarek, na nogach adidaski, w głowie znikoma świadomość zagrożeń - tak Polacy chodzą po Tatrach

Ostatecznie znalazła się w nim wyłącznie kobieta, której, jak się później okazało, nic nie dolegało. Jak podało wczoraj radio RMF FM, miała ona jedynie podwyższone ciśnienie. Historia ta przetoczyła się przez wszystkie polskie media, a oburzeniu w komentarzach internautów nie było końca.


Tak jest od lat
Jak się jednak okazuje, nie był to odosobniony przypadek. Takich sytuacji jest wiele, powtarzają się regularnie. – To nic nadzwyczajnego, turyści często kontaktują się z nami w sprawach nie wymagających tak naprawdę interwencji – słyszymy od jednego z ratowników.

– Zawsze był ten problem i istnieje nadal – mówi nam trochę zniesmaczony całą sytuacją ratownik TOPR-u. Incydenty takie dotyczą najczęściej osób pojawiających się w górach okazjonalnie, nie znających warunków jakie tam panują i nie potrafiących ocenić jak bardzo wymagające są poszczególne szlaki.

Nic jednak nie usprawiedliwia bezzasadnych telefonów wzywających ratowników górskich. Jest to tym bardziej irytujące, że z roku na rok pod tym względem wcale nie jest lepiej.
Piotr van der Coghel

Wszystkich ratowników jest w całej Polsce jedynie półtora tysiąca. Jest to bardzo wąska i bardzo elitarna służba. Jeśli gdzieś się ich angażuje, trzeba pamiętać, że może ich zabraknąć w innym miejscu


Dwie skrajności
Były naczelnik Grupy Jurajskiej GOPR oraz były członek zarządu GOPR, dzisiaj poseł PO Piotr van der Coghen, tłumaczy nam, że są dwa typy turystów w górach.
– Jeden to osoby o życiowej postawie roszczeniowej, ratowników górskich traktują jak tragarzy czy kierowników taksówek. Mają sprzęt, więc to im ma on służyć. Z drugiej strony są turyści, którzy nawet w przypadku poważnych problemów nie wzywają pomocy. Szczególnie często zdarza się to u taterników, którym wstyd jest wezwać pomoc. Myślą sobie, że ktoś może jej potrzebować bardziej. Żadna z tych skrajności nie jest dobra – mówi poseł w rozmowie z nami.

– Ci pierwsi jednak szkodzą nie sobie, ale innym. Pomijając już koszty, które w przypadku akcji z użyciem śmigłowca ponoszą ratownicy, a które spokojnie można liczyć w dziesiątkach tysięcy złotych, wszystkich ratowników jest w całej Polsce jedynie półtora tysiąca. Jest to bardzo wąska i bardzo elitarna służba. Jeśli gdzieś się ich angażuje, trzeba pamiętać, że może ich zabraknąć w innym miejscu – przekonuje Van Der Coghen.

– Nie mówiąc już o tym, że z takiej niepotrzebnej akcji ratownicy wracają zmęczeni, i przy kolejnym wezwaniu nie będą już tak skuteczni – tłumaczy poseł.

Rozsądek, rozwaga, chłodne myślenie
TOPR-owiec Witold Cikowski nie chce komentować wczorajszego zdarzenia, ale wszystkim turystom przebywającym w górach radzi, kiedy sięgnąć po telefon i wzywać ratowników. – Należy chłodno osądzić sytuację i starać się ocenić powagę zajścia. Trzeba pamiętać, że każda akcja z użyciem profesjonalnego sprzętu to ogromne koszty, ale też zaangażowanie ludzi, którzy mogliby w tym czasie pomagać komuś innemu. Niech każdy sobie przemyśli, czy taki telefon jest zasadny – przestrzega ratownik.

Zobacz też: 7 cudów świata pamiątek. Bez czego nie możesz wyjechać z Zakopanego

– Najważniejsze to rozsądek, rozwaga i chłodne przemyślenie wszystkich za i przeciw. Czy sytuacja jest na tyle poważna, że potrzebna jest niezwłoczna pomoc? Czy osoba na pewno nie będzie w stanie zejść o własnych siłach? – wskazuje ratownik czynniki, które należy uwzględnić w awaryjnej sytuacji.

Wszystkim wybierającym się w góry radzimy wziąć sobie te rady głęboko do serca. Koszty takiej akcji są bowiem bardzo dotkliwe, szczególnie w przypadku Górniczego Pogotowia Ratunkowego. GOPR wciąż boryka się z problemami finansowymi. – Dzisiaj musimy walczyć o każdy grosz, i jeśli chodzi o pieniądze, cały czas jest z tym duży problem – mówi nam Cikowski.

Odpowiedzialność? Brak możliwości prawnych
Pieniędzy za nieuzasadnione wezwania nie można już w żaden sposób odzyskać. – Nie ma takiej prawnej możliwości. W świetle funkcjonujących dzisiaj przepisów prawnych, nie można zrzucić odpowiedzialności za taką akcję na nieodpowiedzialnych turystów – mówi nam van der Coghen.

– Ludziom się wydaje, że ratownicy działają jak Służba Zdrowia. Im więcej akcji, tym więcej pieniędzy dostaje. To nie jest jednak prawda. Mamy pewną pulę pieniędzy na cały rok, w ramach której musimy się zamknąć. Jeśli się to nie udaje, musimy szukać sponsorów i dodatkowych źródeł finansowania naszej działalności – mówi poseł.

Witold Cikowski przekonuje jednak, że ostatecznie ratownicy są jednak po to, by służyć ludziom – Jesteśmy po to, by pomagać wszystkim, którzy takiej pomocy potrzebują – kończy rozmowę. Nie nadużywajmy więc tej dobroci.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...