
Poseł Stanisław Gawłowski trafił do aresztu oskarżony o to, że dopuścił się korupcji. On sam twierdzi, że jest niewinny, a zarzuty przeciwko niemu wysuwają osoby związane z PiS. Okazuje się, że poseł, który w areszcie przebywa od kwietnia został pozbawiony nie tylko wolności, ale też pieniędzy. Kancelaria Sejmu pokrętnie tłumaczy powody wstrzymania mu wypłaty uposażenia.
Sekretarz generalny Platformy Obywatelskiej Stanisław Gawłowski do aresztu trafił w kwietniu tego roku. Postawiono przed nim zarzuty korupcyjne, ale on sam twierdzi, że jest niewinny, a cała sprawa ma głęboki podtekst polityczny. Mecenas Roman Giertych, który jest pełnomocnikiem Gawłowskiego już udowodnił, że jeden z rzekomych dowodów przestępstwa – jakim miał być drogi zegarek – został przez polityka kupiony osobiście kilka lat wcześniej niż twierdzi prokuratura.
Mimo tego Gawłowski wciąż pozostaje w areszcie i... nie dostaje poselskiego uposażenia. Ani diety, ale to akurat jest zrozumiałe, skoro nie bierze udziału w posiedzeniach Sejmu. Regulowane są jedynie rachunki za prowadzenie biura poselskiego. Gdy szef klubu parlamentarnego PO Sławomir Neumann wystąpił do Kancelarii Sejmu z prośbą o wyjaśnienie, dlaczego Gawłowski nie dostaje pensji, z Biura Analiz dostał pismo, w którym czytamy, iż "podsumowaniem opinii jest pogląd, że posłowi w czasie pozbawienia wolności nie przysługuje prawo do uposażenia i diety poselskiej".
