
Sławomir Peszko, piłkarz Lechii Gdańsk i stary kolega Roberta Lewandowskiego jeszcze z czasów wspólnej gry w Lechu Poznań na mundialu nie miał zbyt wielu szans pokazania swojej klasy. Wszedł dopiero na ostatnie 10 minut meczu z Japonią, te 10 minut, które media nazywają grą pozorowaną, gdy żadna ze stron nie miała już ochoty do gry i nie podejmowała prób zmiany wyniku. Mimo słabego występu na mundialu okazuje się, że Peszką zainteresowane są dwie drużyny zza oceanu.
REKLAMA
Zanosi się na to, że piłkarz Lechii Gdańsk podpisze jeszcze latem tego roku kontrakt swojego życia. Jak donosi portal Interia.pl, Peszką zainteresowane są dwa kluby zza oceanu: Montreal Impact i Minnesota United. Jeszcze w zeszłym roku Peszko wyznał w jednym z wywiadów, że możliwa jest jego przeprowadzka do Ameryki. – Gdybym miał okazję, chciałbym ruszyć do MLS. Rozmawiałem o tym kiedyś z Arturem Borucem, który również poważnie myśli o Ameryce. W razie czego mam już wizę – powiedział wówczas skrzydłowy.
Sławomir Peszko na mundial pojechał jako jeden z 23 zawodników. Traktowany przez kolegów z drużyny i sztab szkoleniowy jako dobry duch drużyny nie stanowił dobrej zmiany dla Jakuba Błaszczykowskiego. Gdy Błaszczykowski w meczu z Senegalem doznał kontuzji, trener wprowadził na boisko obrońcę i przestawił całą naszą drużynę, ale Peszki na boisko nie wpuścił. Wielu specjalistów twierdziło, że to z powodu słabej formy piłkarza Lechii Gdańsk.
Peszko nie zagrał też w meczu z Kolumbią, a na boisko w Rosji wszedł dopiero na ostatnie 10 minut meczu z Japonią. Jego obecność niczego już chyba nie mogła w tym spotkaniu zmienić, Japończycy podawali do siebie piłkę pilnując wyniku, a nasi piłkarze stali i niespecjalnie im w tym przeszkadzali. Trudno więc wiązać Sławomira Peszkę ze zwycięstwem nad Japonią.
źródło: Interia.pl
