Sama poszła pod sąd w Węgrowie, by protestować w obronie SN. Kim jest pani Danuta?

Danuta Domańska we wtorek sama stanęła przed Sądem Rejonowym w Węgrowie i zamanifestowała swoje poparcie obrońców Konstytucji i Sądu Najwyższego.
Danuta Domańska we wtorek sama stanęła przed Sądem Rejonowym w Węgrowie i zamanifestowała swoje poparcie obrońców Konstytucji i Sądu Najwyższego. Fot. Twitter.com / @danuta_15
"Podziwiam panią pani Danuto. To są takie momenty, kiedy się sprawdzamy sami dla siebie", "Wielki szacunek i uznanie" – pisali w komentarzach internauci pod postem Danuty Domańskiej. W pojedynkę stawiła się przed sądem w Węgrowie i zamanifestowała swoje poparcie dla obrońców demokracji i Sądu Najwyższego. Zrobiła też zdjęcie, ale nie dla poklasku, ale żeby pokazać, że każdy głos i każdy protestujący ma znaczenie.

Jeśli ktoś zastanawiał się we wtorek, czy warto wieczorem iść protestować w obronie Sądu Najwyższego, to na pewno nie była to pani Danuta. Danuta Domańska, pedagog z Węgrowa stała się we wtorek symbolem walki o demokrację. Sama zjawiła się pod budynkiem miejscowego sądu rejonowego i zamanifestowała swoje poparcie obrońców Konstytucji i Sądu Najwyższego. Przyznała w rozmowie z naTemat, że nie planowała tego. Wyszła z pracy, było późno, ale wiedziała co działo się w Polsce. Wszędzie planowane były strajki.

Nie mogła pojechać do Warszawy – trochę za daleko, a rano do pracy, obowiązki, rodzina. Ale nie powstrzymało to ją przed tym, żeby wesprzeć manifestujących w całym kraju. Zrobiła więc prowizoryczne "transparenty", wzięła wkłady do zniczy i poszła pod budynek Sądu Rejonowego w Węgrowie.
Nie bała się, już wcześniej wylano na nią wiadro z hejtem za organizację "Czarnego Protestu". Co jej zrobią? Zwolnią? Nie szkodzi, ona się nie boi.

Najpierw była sama, dlaczego nie, w końcu wyszło spontanicznie, ale nie szkodzi, bo robiła dobrą rzecz w słusznej sprawie. Potem dołączyły do niej dwie koleżanki. Zrobiły zdjęcia, żeby pokazać, że Węgrów jest solidarny z Warszawą i całą Polską.

– Zawsze będę za wolnością i demokracją – mówi Domańska. – Zawsze będę protestowała, jeśli ktoś będzie nam chciał te wartości odebrać. Ilekroć ktoś będzie łamał Konstytucję to ja przeciwko niemu wystąpię nawet jeśli będę robiła to sama.

"Dwa dni płakałam"
A wolność została jej wpojona z mlekiem matki. Jak przyznaje, tak została wychowana, żeby szanować czyjąś wolność i tak samo wychowała swoje dzieci. Dobrze pamięta czasy komuny, stanu wojennego i zachowanie tamtejszej władzy.

– W stanie wojennym wpadli do naszego akademika w Warszawie milicjanci i kazali nam się wynosić. Zabraliśmy więc dziecko, wszystkie rzeczy i uciekliśmy. Już nigdy nie wróciliśmy do Warszawy. Trafiliśmy do Węgrowa. Pierwsze dwie noce przepłakałam, nie mogłam tego zaakceptować – wspomina.


Ale, jak sama przyznaje, ona od zawsze była buntownicza i prowolnościowa. Pamięta dobrze, kiedy w sklepie z obuwiem w Węgrowie "rzucili" kapcie. Ekspedientki oddzielały się kratami od tłumu i nie wpuszczały nikogo do środka, chociaż pomieszczenie było duże. Sprzedawały ludziom kapcie przez kraty, "jak małpom".

– Pamiętam też ten przeszywający wzrok kierowców autobusów jak podjeżdżali na stanowisko na dworcu. Zawsze stała tam kupa ludzi. Każdy gdzieś chciał dojechać. Kierowca wysiadał z pustego autobusu i mówił: ty, ty i ty, reszta czeka. I nie było tłumaczenia, że ktoś do dziecka się spieszy, czy do lekarza. Będzie kolejny autobus i odjeżdżali z pięcioma osobami. A kolejni kierowcy tak samo. To było straszne – mówi Domańska.

I przyszła wolność...
Pani Danuta dokładnie pamięta moment, kiedy przyszły pierwsze demokratyczne wybory. Nie była związana z polityką, ale z tego szczęścia jeździła po komisjach i dopytywała kto wygrał.

– Cieszyliśmy się ogromnie, że w końcu skończy się to wszystko, że będzie można normalnie żyć, że będzie można wejść do Europy. Do tej pory mam w szufladzie schowaną stronę tytułową "Gazety Wyborczej", jak wchodziliśmy do Unii. Już dokładnie nie pamiętam co to jest na niej, ale zostawiłam ją na pamiątkę. Po prostu ze łzami w oczach – przyznaje kobieta.

Domańska jest pedagogiem, oligofrenopedagogiem i dyplomowanym nauczycielem. Przed kilkoma laty była dyrektorką Centrum Doskonalenia Nauczycieli w Węgrowie. Stworzyła je razem ze swoimi koleżankami i kolegami po fachu od podstaw. Było jednym z najlepszych w Polsce.

Po likwidacji ośrodka pracuje w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Węgrowie, gdzie zajmuje się terapią pedagogiczną. Nie angażowała się politycznie i społecznie od początku, czyli od momentu, gdy PiS doszło do władzy. Dlaczego?

– Bo szanowałam ten wybór. PiS wygrało w demokratycznych wyborach i taka była decyzja obywateli. Trudno, może nam się partia nie podobać, ale trzeba to zaakceptować i dać im rządzić. Ale nie może być tak, że politycy łamią Konstytucję. Ona jest jaka jest. Może nie wszystkie zawarte w niej zapisy są doskonałe, ale są. PiS nie może sobie ustawami zmieniać Konstytucji. Nigdy na to nie pozwolę i zawsze będę protestowała, chociażby sama – wyznaje kobieta. Wtorkowy protest nie był jedynym z jej udziałem. W 2017 roku także protestowała, wtedy też było spontanicznie, ale przyszło więcej osób.
Dużo dzieje się w Węgrowie Domańska, oprócz protestów, angażuje się w organizację Klubów Obywatelskich w Węgrowie, podczas których odbył się szereg spotkań z politykami i ludźmi nauki, m.in. z wicemarszałek Małgorzatą Kidawą-Błońską i księdzem Wojciechem Lemańskim czy Maciejem Laskiem, przewodniczącym Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych w latach 2012-2016.
– To niesamowite, że w Węgrowie, mieście, w którym raczej większość ludzi głosuje na PiS, jest tylu ludzi, którzy mają inne zdanie i przychodzą na nasze spotkania. Owszem, jest wielu, którzy się boją i nie dziwię się im, ale ja nie należę do tego grona. I widzę, że ludzie się budzą. Jak zobaczyłam, że na pierwszy klub, który zorganizowałam, przyszło w takim mieście, co się każdy boi, ponad 350 osób to zdałam sobie sprawę, że jest dużo osób (sprzeciwiających się PiS – przyp. red.), tylko ktoś musiał się odważyć – opowiada Domańska.

Brońmy Sądu Najwyższego
Pani Danuta przyznaje, że nie wiedziała, że jej tweet zdobędzie taką popularność w sieci. Ona sama chciała tylko zaznaczyć solidarność Węgrowa z resztą Polski. A jednak. Post na Twitterze polubiło ponad 500 osób, a 120 go udostępniło. Jeszcze lepiej udostępniał się on na Facebooku. A internauci nie szczędzili Domańskiej słów uznania.

"Byłam w Gdańsku gdzie, wydawało mi się, że ludzi niewielu jak na taką sprawę, ale jednak był tłumek. Szacunek dla tej Pani", "Podziwiam. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję", "Jest Pani wielka!!! Kłaniam się nisko" – pisali w komentarzach.


Post pani Danuty na Twitterze polubiło też wielu opozycyjnych polityków. Wśród nich był Michał Boni, poseł do Parlamentu Europejskiego z ramienia Platformy Obywatelskiej. Kobieta nie uznała jednak, że sprawa z Sądem Najwyższym jest zakończona. Dalej deklaruje gotowość do walki w imię wolności i praworządności.

– Zawsze, jeśli mogłam i było trzeba, to jeździłam do Warszawy, a ilekroć nie mogę pojechać do Warszawy, to wychodzę tu w Węgrowie i pokazuję, że nie zgadzam się na takie poczynania rządu. I nie ważne, czy obok mnie są trzy osoby, pięć czy dziesięć. Każdy głos się liczy – podsumowuje pani Danuta.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...