
Joachim Brudziński przypomniał na Twitterze, że banuje wszystkich antysemitów – niezależnie od tego, ile mają patriotycznych symboli na profilu. Minister z miejsca spotkał się z krytyką ze strony tak zwanych "prawdziwych patriotów".
REKLAMA
Trzeba przyznać, że Joachim Brudziński potrafi czasem zaskoczyć. Tak było przy okazji zeszłorocznego Marszu Niepodległości, gdy jako jeden z nielicznych polityków prawicy dostrzegł rasistowskie hasła na transparentach niesionych przez maszerujących. Choć za słowami nie zawsze idą czyny, to Brudziński i tak jest pod tym względem wyjątkiem w swoim obozie politycznym.
Szef MSWiA przypomniał na Twitterze, że "banuje wszystkich, którzy pod pretekstem patriotycznej 'emfazy' wypisują do niego antysemickie idiotyzmy, albo wzywają do przemocy wobec innych ze względu na ich poglądy, wyznanie, pochodzenie, religię". Innymi słowy – Brudziński zachował się po prostu przyzwoicie, jak na obywatela XXI-wiecznej Europy przystało.
Co więcej, zastrzegł, że nie ma dla niego znaczenia, ile zbanowana osoba będzie miała w awatarze patriotycznych ikon. Jednak słowa Brudzińskiego nie spodobały się w środowisku prawicowym. Wiele osób z miejsca zarzuciło mu spolegliwość wobec Izraela i zdradę narodu polskiego. "Ten wpis nas obraża", "my będziemy banować przy urnach" – to tylko niektóre z komentarzy.
