Taco robi "6 zer" i ma problem. Peja: artysta rapujący o zarabianiu kasy jest dla mnie autentyczny

42-letni Peja wie co się liczy w rapie
42-letni Peja wie co się liczy w rapie Fot. Peja
O czym ma rapować chłopak z osiedla, który dorobił się na muzyce? Teksty o tym, że ma siana jak lodu i jedzie swoim limo do klubu go-go, tylko wkurzają jego ziomeczków. Nie może też udawać, że nic się stało i dalej rapować o biedzie, bo wyjdzie na pozera. Kiedy zaczyna narzekać, jak mu źle z powodu sławy, wtedy nazywa się Taco Hemingwayem. To jednak nie artykuł o młodym raperze, ale weteranie polskiej sceny muzycznej. – Czy nikt z was nie marzył o uprawianiu seksu z 2-3 dziewczynami w jacuzzi lub super apartamencie? Jeśli ktoś tak żyje i o tym nawija nie mam z tym problemu. Bo portretuje swoją nową rzeczywistość – mówi w rozmowie z naTemat Peja.

Taco Hemingway to Werter polskiego rapu. Nie jest żadnym ziomkiem z osiedla, ale niedawno sam rozbijał się po modnych klubach nad Wisłą, a do domu wracał nocnym autobusem ZTM. Tęskni za odebranym przez sławę dawnym życiem, a to cierpienie znajduje ujście w tekstach.

Muzyk został za to zrównany z ziemią w recenzjach ostatniej płyty "Café Belga" – "Na której marudzi, że jest sławny, na której odżegnuje się od swoich fanów, tęskni za tym je*anym zeteemem (o czym wspomina chyba z 10 razy na tej płycie)" – czytamy w poście poniżej.

Taco Hemingway – Cafe Belga To jest najprawdopodobniej jedno z najgorszych nagrań, jakie słyszałem od dłuższego...

Opublikowany przez Konwerter dźwiękowo-tekstowy Piątek, 13 lipca 2018
A mówili, że raperzy upadną
"Na nowej płycie Taco wyznaje: "mama pyta, kiedy zacznę pisać o czymś?". I odpowiada: "kiedy mi się coś przytrafi". Taco, twoja mama ma świętą rację! Posłuchaj jej i wróć, jak coś się zdarzy, poza kolejnym telefonem od reklamodawcy" – poucza Sebastian Łupak w recenzji na wp.pl. Polski hip-hop w XXI wieku nie jest już, jak wielu nadal myśli, "pitoleniem" łysych chłopaków, na kradzionych bitach, w przydużych ciuchach. Jednak kiedyś było nie do pomyślenia, by to reklamodawca dzwonił do rapera.

Hip-hop zawsze był traktowany przez media głównego nurtu po macoszemu lub z pogardą. Rozwijał się prężnie w podziemiu, a teraz święci triumfy w "alternatywnym" życiu czyli internecie i prawdziwym - na koncertach, w wypełnionych po brzegi salach.

Duża zasługa w tym YouTube'a, który daje wolność artystyczną, pozwala zarabiać na reklamach i jest trampoliną dla wielu domorosłych raperów. Wystarczy wejść w kartę "Na czasie", by zobaczyć czego słuchają polscy internauci - dominują filmiki od vlogerów i właśnie (t)rap. Może i część jest wątpliwej jakości, ale nie jest to żadna nisza, a mainstream, o którym nigdy nie usłyszymy w wiadomościach (zwłaszcza TVP).


Polski hip-hop to dochodowy biznes
Z modą związane są pieniądze. Koncerty na wspólnej trasie Taco i Quebonafide wyprzedawały się na pniu i z pewnością przekroczyli magiczne "6 zer" na koncie (zwłaszcza biorąc pod uwagę kontrowersyjną sprzedaż płyty duetu). Taco już na początku za jeden występ mógł dostać nawet 30 tysięcy złotych. Teraz stawki z pewnością poszły w górę.

Polski hip-hop to rzecz jasna nie tylko duet Taconafide, który w szybkim czasie odniósł sukces, o którym wielu wciąż może pomarzyć (ale po przesłuchaniu "Café Belga" chyba już nie). Tuzy rapu z kraju nad Wisłą pracowali na swój status latami. Zarabiają nie tylko na samej muzyce, ale i ciuchach.

Ile przychodu generuje najbardziej znana marka hip-hopowa w Polsce: Prosto? – Powyżej 10 milionów zł obrotu rocznie. To nie są jakieś gigantyczne pieniądze. Natomiast to są już takie, że wyszliśmy z jakiegoś family biznesu – mówił raper-biznesmen Sokół na youtubowym kanale "Dla Pieniędzy". Dowiadujemy się też, że niezależny hiphopowiec zarabia na płycie od 8 do 12 zł, a jeśli nagrywa dla wytwórni: dostaje tylko od 2 do 5 zł za sztukę. To i tak pikuś przy zarobkach w USA - Diddy (dawniej Puff Daddy) tylko w zeszłym roku zainkasował 130 mln dolarów.
"To mój rap, to moja rzeczywistość"
"Taco Hemingway w jakimkolwiek kierunku by nie poszedł, zawsze daje szczery obraz tego, co akurat dzieje się w jego życiu. Dlatego bez hejtu, a z podziwem dla monstrualnie szybkiego przyrostu liczby wyświetleń, życzę Filipowi spokoju" – napisał w recenzji redakcyjny kolega Kamil Rakosza. Tylko jak odnaleźć ten spokój? O tym porozmawiam za chwilę z legendą polskiego rapu, Ryszardem "Peją" Andrzejewskim.
Peję i Taco łączy szczerość w przekazie, obydwaj są idolami "swoich" czasów, ale dzieli wszystko inne. Weteran polskiego rapu jest aktywny na scenie niewiele krócej niż Hemingway ma lat - 25 (!). Na jego muzyce wychowały się już ze dwa pokolenia i nadal nie zamierza odejść na emeryturę. Przez lata przeszedł swoje, nie ominęły go kontrowersje, ale i sława. Kilkanaście lat temu "reprezentował biedę" ze Slums Attack, a w tym roku wystąpił w telewizyjnym "Agencie". Wciąż jednak potrafi znaleźć chwilę na zwykłą rozmowę.
Muzycy, którzy tworzyli uliczny rap i rapowali o biedzie, kiedy się bogacą mają problem. O czym ma śpiewać majętny raper, który niedawno był chłopakiem z osiedla?

Muzycy tworzący uliczny rap portretowali otaczającą ich rzeczywistości. A że niejednokrotnie wywodzili się z najniższych warstw społecznych, ich teksty były przesiąknięte tematami biedy, wykluczenia społecznego oraz przemocy zarówno tej domowej jak i tej której doświadczali na ulicach swoich miast. Te utwory definiowały ich pochodzenie. W ten sposób dokumentowali swoje życie z dnia na dzień, a autentyczność potwierdzały szczere, nieocenzurowane teksty oraz poważanie ziomków z dzielnicy. Przynależność do załogi była głównym priorytetem.

"Raper, który osiągnął sukces materialny może mieć kilka problemów, ale nigdy w związku ze swoim rapem. Bo jeśli zacznie opisywać zmiany wokół siebie, również w związku z zarobieniem kasy, jest dla mnie autentyczny. Nie byłby wiarygodny gdyby nadal celował w target ekipy spod bramy lub klatki rozbijając się cadillacami z zupełnie innym towarzystwem. I jeśli ekipa zaakceptuję jego rozwój, to ten cadillac będzie też ich środkiem transportu, bo ziomek nie chce tak od razu wynosić się ze swojej dzielnicy i wybrać nowych znajomych. To dość złożony proces".

Raper, który osiąga sukces od zera do milionera" powinien przede wszystkim pokazać swoją drogę, historię, sposób w jaki to osiągnął. Zamiast przechwałek i leczenia kompleksów, kilka wskazówek i refleksji, zachęty dla reszty aby zamiast zazdrościć wzięli się do pracy.

Jak to wytłumaczyć krytykom lub fanom, którzy polubili artystę za jego teksty o zwykłym życiu, a tu nagle rapuje o imprezach i drogich furach albo o tym, że mu źle z tą sławą?

Rapować można o wszystkim. Nawet jeśli nie masz kasy na hot doga, to nikt nie zabroni ci marzyć i robić kawałków o tym, że chcesz zarobić kasę i dzięki niej odmienić swój los, Zmienić swoją rzeczywistość, awansować społecznie, bo przecież jakby nie było kasa podnosi status - niestety kasa wielu też psuje - bo raperzy myślą, mam kasę więc mam władzę. To pierwszy krok do upadku.

"Jeśli raper imprezuje za dziesiątki tysięcy euro z zagranicznymi modelkami, chodzi w futrach i pije szampana i czuje się w tym spełniony nie zamierzam mu tego zabraniać. Jeśli o tym marzył, to dlaczego nie? Czy nikt z was nie marzył o uprawianiu seksu z 2-3 dziewczynami w jacuzzi lub super apartamencie? Jeśli ktoś tak żyje i o tym nawija nie mam z tym problemu. Bo portretuje swoją nową rzeczywistość".

Słuchacz często ma problem z sukcesem swojego idola - wpierw dzielnie go wspiera, a potem chce czuć się częścią jego sukcesu, bo przecież kupował płyty i chodził na koncerty. Niestety to raper pije szampana z laską z rozkładówki, a słuchacz siedzi na kasie w Biedronce lub robi nadgodziny w korpo.
Wtedy pojawiają się zarzuty: gość się zmienił, już nie liczy się prawdziwy rap tylko kasa. Nie próbują wejść w buty rapera, który nagle zarobił olbrzymi szmal, a jeszcze wczoraj pożyczał na mrożone pierogi od jednego z nich. Słuchacze zaczynają pouczać artystę, bo przecież socjale dają im do nich bezpośredni dostęp. Artysta się buntuje ale zamiast przeciw systemowi walczy z fanami, w ogniu krytyki odpiera zarzuty. Nikt na tym nie zyskuje.

Oczywiście część słuchaczy to po prostu zwykłe głąby, które swoje opinie wyrażają poprzez powielanie negatywnych wpisów. Winni są również ci artyści, którzy mocno pozują na zarobionych królów życia, bo panienki mają tylko w klipach, a drogie auta z wypożyczalni - niestety moda na sukces określona przez rynek tworzy określone wzorce do naśladowania. To tez jest metoda, bo im bardziej na bogato tym szansa, że bogatszy klient zacznie słuchać i dany artysta rzeczywiście z czasem zacznie generować krociowe zyski. To już czysta komera. I to oddany słuchacz zawsze zauważy. Rap to tez alkohol i narkotyki - duża woda sodowa po osiągniętym sukcesie zmienia optykę wykonawców - dlatego część słuchaczy potrafi trafnie wypunktować swojego pupila.
Jak to było w twoim przypadku? Jak sobie radziłeś ze sławą i pieniędzmi?

Jak sobie radzę? Zwyczajnie. Sławny nigdy nie byłem i nie będę. Popularny owszem. Jeśli trzeba zrobić zdjęcie to je po prostu zrobię. Jeśli proszą o uśmiech uśmiecham się w duchu (śmiech). Czasem zdarzy mi się też zwyczajnie odmówić - to po prostu kwestia dnia, dyspozycji. Albo kwestia dyspozycji lub jej braku u delikwenta, który sobie wymyślił, że zrobi foto z ryjem z tv pomimo, iż ewidentnie słuchaczem nie jest. Chodzi też o formę, sposób zachowania. Ludzie potrafią być beznadziejni i chamscy, wtedy odpowiem tym samym i następuje krępująca cisza.

"Skoro to rap wychowuje, a nie rodzice czy szkoła, to czasem się odezwę jak za dawnych czasów na podwórku. Staram się ustalić granice, nie jestem misiem z Zakopca. Ale nie należę do artystów, którzy udają zmęczonych popularnością, czy jak to nazywasz sławą. Tacy ludzie są naprawdę zabawni. I jeśli pojawiają się tego typu rozmowy zawsze doradzam im w kierunku zmiany zawodu, na etacie za 3 tysiące z premią po 160 godzin w miesiącu".

Mój sukces wiąże się z popularnością, o którą wszyscy zabiegamy. Wszyscy. Bez popularności nie ma sprzedaży. Nieważne, że masz talent, jeśli nie jesteś popularny będziesz grał do końca swoich dni w przejściu podziemnym. Jeśli masz talent i jesteś popularny osiągniesz sukces - również finansowy.

"Oczywiście sukces jest tym czego inni ci nie wybaczą. Jeśli odpowiednio szybko zorientujesz się w jakim tempie generujesz przyrost znajomych istnieje szansa, że twój portfel zbytnio nie zeszczupleje. Za sukcesem idą oszuści i naciągacze zarówno w branży jak i w życiu. Wielu ludzi czegoś od ciebie chce, mając tak naprawdę gdzieś co u ciebie słychać. Ponoć na szczycie sukcesu znajduje się samotność. I coś w tym jest".

Większe zarobki tym większe wydatki. Nie każdego stać na rzeczy, które nabywasz i miejsca, które odwiedzasz. Siła rzeczy albo postawisz, albo bawisz się sam. To moment, w którym cadillac zaczyna uwierać i musi ruszyć przed siebie.

Zawsze podchodziłem do pieniędzy w sposób rozważny. Nigdy za wiele ich nie posiadałem dlatego często we wczesnym etapie kariery miałem problemy finansowe, długi w związku z potrzebami pierwszego rzędu, opłatami za gaz, energię, czynsz. Zamiast wszystko przebalować, wytrzeźwiałem na tyle by dzisiaj spać w miarę spokojnie. We własnym domu. Bez długów i z pełną lodówką. Bezpieczna przyszłość.
Na czym tak naprawdę zarabiają raperzy w Polsce? Płyty, koncerty, kontrakty z firmami?

Nie mam pojęcia. Jeśli chodzi o mnie to żyję z koncertów i sprzedaży płyt. Moja linia odzieżowa też generuje przychód, natomiast wytwórnia płytowa utrzymuje się tylko dlatego, że sam wydaje w niej swoje płyty. Reasumując mam wrażenie, że dzisiejsi raperzy podchodzą bardzo biznesowo do tematu i próbują zarobić praktycznie na wszystkim. Często mam wrażenie, ze robią ruchy gorsze niż artyści pop i disco polo.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...