
W środę szpital opuścili młodzi piłkarze z Tajlandii, którzy ponad dwa tygodnie byli uwięzieni w zalanej jaskini Tham Luang. Podczas konferencji prasowej opowiadali m.in. o tym, w jaki sposób próbowali radzić sobie z brakiem jedzenia.
REKLAMA
Jeden z chłopców przyznał dziennikarzom, że początkowo wraz z resztą kolegów nie wierzył własnemu słuchowi, gdy usłyszał jakieś głosy. – Nie odzywaliśmy się, żeby lepiej słyszeć. Później okazało się, że to nie było złudzenie. Usłyszałem ich i przywitałem się, jednak nadal ich nie widziałem – powiedział o spotkaniu z ratownikami.
– Naprawdę myślałem, że to cud, nie miałem pojęcia co mogłem im powiedzieć. To oni zapytali mnie "jak się masz?" – dodał. Chłopcy w trakcie dwu tygodniowej gehenny starali się wzajemnie sobie pomagać. Jednak największym problemem był dla nich brak jedzenia.
– Mieliśmy wodę pitną, która spływała po kamieniach, natomiast nie mieliśmy jedzenia – powiedział inny z piłkarzy. – Starałem się nie myśleć o jedzeniu, bo wtedy robiłem się coraz bardziej głodny – dodał kolejny z nich. Chłopcy wyznali, że próbowali napełnić brzuchy wodą i że odczuwali duże zmęczenie.
Trener wspominał również, że poszukiwali innego wyjścia, ale szybko stało się to niemożliwe. – Któregoś dnia poziom wody zaczął wzrastać. Powiedziałem im, że nie mamy możliwości się przemieszczać, więc musimy czekać – mówił.
– Są silni zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Wszyscy okazują determinację, by stawiać czoła życiu w przyszłości – powiedział dziennikarzom rzecznik szpitala w Chiang Rai. Chłopcy w jaskini stracili po ok. 4 kg wagi, ale od czasu uratowania przybrali ok. 3 kg.
"Dzikie dziki" przyznali, że to doświadczenie zmocniło ich pod każdym względem. – Zawsze musimy spodziewać się niespodziewanego. Nie wiemy co nas czeka w przyszłości – stwierdził jeden z ocalonych sportowców.
Uwięzieni w jaskini
Przypomnijmy, że w 23 czerwca 12 piłkarzy i ich trener po rozegranym meczu weszli do jaskini Tham Luang Nang Non w prowincji Chiang Rai na północy Tajlandii. – To była część tajskiego rytuału inicjacyjnego dla chłopców – wyjaśniał Sky News holenderski nurek Ben Reymenants. Zostali odcięci od świata przez ulewne deszcze.
Przypomnijmy, że w 23 czerwca 12 piłkarzy i ich trener po rozegranym meczu weszli do jaskini Tham Luang Nang Non w prowincji Chiang Rai na północy Tajlandii. – To była część tajskiego rytuału inicjacyjnego dla chłopców – wyjaśniał Sky News holenderski nurek Ben Reymenants. Zostali odcięci od świata przez ulewne deszcze.
Kompleks jaskiń ciągnie się tam przez kilka kilometrów, przejścia są wąskie, a w porze deszczowej często zalewa je woda. Dopiero 2 lipca 13-osobową grupę odnaleźli brytyjscy nurkowie. Ich losy śledzi cały świat. Wszystkich udało się wyciągnąć 10 lipca.
5 lipca w jaskini utonął nurek tajskiej marynarki, który chciał dostarczyć młodym piłkarzom butle z tlenem. W trakcie konferencji chłopcy zaprezentowali także naszkicowany portret ratownika, dziękując zmarłemu za jego poświęcenie.
