"Zakręt idiotów" na S-1 zbiera żniwo. "Za każdym razem jak tędy jadę przecieram oczy ze zdziwienia"

Chociaż policja była na miejscu i obsługiwała inną kolizję, to i tak nie sprawiło, że inny samochód zwolnił... Oto "zakręt idiotów" na S–1.
Chociaż policja była na miejscu i obsługiwała inną kolizję, to i tak nie sprawiło, że inny samochód zwolnił... Oto "zakręt idiotów" na S–1. Zrzut ekranu z YouTube.com / Bielskie Drogi
– "Zakręt idiotów"? To nie jest śmieszne zwłaszcza dla tych, którzy chcą go pokonać. Nigdy nie zapomnę kolesia w audi, który grzał tędy ze 120 na godzinę! Po 90-stopniowym zakręcie! To nienormalne – opowiada Krzysztof. Chodzi mu o zakręt na S-1 w Bielsku-Białej. Tu w ciągu doby może dojść do nawet 14 kolizji. Czasami kończy się tragicznie, tak jak w lipcu ubiegłego roku.

Krzysztof ma 40 lat, jest mechanikiem samochodowym z Katowic. Lubi jeździć, ale pewien odcinek S–1 w Bielsku Białej wywołuje w nim niechęć do innych kierowców, dla których przecież na co dzień pracuje.

– To, co niektórzy wyczyniają na "zakręcie idiotów", może szybko zaprowadzić ich na tamten świat. Naprawdę! Jeżdżą jak wariaci, wyprzedzają, gnają na złamanie karku, przypominam, że to przecież zakręt, a potem lądują na barierach. A istna tragedia jest, jak choć trochę tu popada. Za każdym razem jak tędy jadę przecieram oczy ze zdumienia – przyznaje.
Ale nie on jeden zwraca uwagę na ten niebezpieczny zakręt. Szydzą z niego internauci i lokalne media. To właśnie oni ochrzcili tą część S–1 mianem "zakrętu idiotów". Tylko w ciągu ostatnich dwóch dni doszło tutaj do 13 zdarzeń drogowych, głównie kolizji. Od początku roku takie niebezpieczne sytuacje wydarzyły się aż 52 razy. Tylko w ciągu jednego dnia, 20 sierpnia ubiegłego roku, doszło tutaj do 14 kolizji!
Owiany niesławą zakręt to część ekspresówki S–1 (na węźle Suchy Potok), która biegnie przez Bielsko-Białą. Po kilkusetmetrowej prostej kierowcy widzą ograniczenie do 80 km/h, potem zaraz do 60 km/h i wpadają w 90-stopniowy łuk w lewo (jadąc z Żywca w kierunku Cieszyna). O "zakręcie idiotów" zaczęło być głośno po tym, jak niemal co trzy dni lokalne media pisały o kolizji albo wypadku na tym odcinku drogi.
Zginęły tu 3 osoby
Niektóre niestety kończyły się tragicznie, jak w lipcu ubiegłego roku. Wypadek opisał Dziennik Zachodni. Kierujący yamahą 34-letni motocyklista, jadąc od strony Cieszyna, na początku ostrego zakrętu stracił panowanie nad jednośladem, wpadł w poślizg i uderzył w barierę energochłonną. Prowadzona przez godzinę reanimacja nie przyniosła skutku. To była trzecia ofiara tego miejsca.
Świadome ryzyko
Ale przecież to droga ekspresowa, szeroka, dobrze oznakowana z barierami energochłonnymi. Co więc jest z nią nie tak, że dochodzi tutaj do tylu niebezpiecznych sytuacji?

– Nic, pod względem infrastruktury i oznakowania wszystko jest w jak najlepszym porządku – odpowiada krótko naTemat Marek Prusak, rzecznik Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Katowicach.

– Tutaj problemem jest głupota, brawura, anarchia i niedostosowanie się kierowców do organizacji ruchu. Tutaj nie da się nic więcej zrobić, no chyba, że postawimy betonową barierę tak, żeby ludzie w nią wjeżdżali. Ale jest sekwencja znaków, one są na wysięgniku, ostrzegają żółtym, pulsującym światłem, jest oznakowanie, że kończy się droga ekspresowa, limity prędkości i nie wiem co tutaj więcej można zrobić – wymienia rzecznik GDDKiA w Katowicach.
Zaznacza jednak, że urzędnicy cały czas analizują ten odcinek i badają go pod kątem zwiększenia jego bezpieczeństwa. Po każdym poważnym zdarzeniu drogowym siadają z innymi organami bezpieczeństwa do rozmów i decydują o kolejnych krokach.

– To nie jest tak, że my nic nie robimy, bo robimy, ale moim zdaniem droga nie jest problemem tylko kierowcy i ich brawura. My możemy nawet zwęzić ten odcinek, ale to tylko tuszowanie poważniejszego problemu. Nic nie poradzimy na to, że kierowcy świadomie podejmują ryzyko i nie stosują się do przepisów o ruchu drogowym – dodaje Marek Prusak.


Zamysł był inny
Ale ten odcinek S-1 nie jest typowy. Jego 90-stopniowy zakręt to tak naprawdę część większej inwestycji, która z powodów środowiskowych do tej pory nie została zrealizowana. "Zakręt idiotów" to element niedokończonego węzła Suchy Potok, który miał być tzw. łącznicą między drogą S-1 a S-52. To miało być rozwiązanie tymczasowe, które... trwa do teraz.

– Dopadła nas taka polska, szara rzeczywistość i realia. W tym momencie przyspieszamy i jesteśmy na etapie przygotowań inwestycji. Wszystko jest w perspektywie do 2022 roku – informuje rzecznik.

A co mogłoby w tym momencie rozwiązać problem na "zakręcie idiotów"? Prusak wskazuje na fotoradar, który jest sprawdzonym rozwiązaniem na kilku odcinkach dróg w rejonie Katowic. Ale decyzja i jego zamontowanie leży w gestii Inspekcji Transportu Drogowego. Może więc policja?

– Są służby powołane do tego, żeby kontrolować, karać i wyciągać konsekwencje z tego typu zachowań na drodze. Może zamiast chować się po krzakach może warto tam na stałe być? – zastanawia się nasz rozmówca.

Policja apeluje, ale kierowcy nie słuchają
Ale bielska drogówka wysyła w to miejsce policyjne patrole, w tym nieoznakowany radiowóz wyposażony w wideorejestrator. Nie ma jednak możliwości stacjonarnego kontrolowania prędkości, bo to byłoby niebezpieczne dla innych uczestników ruchu. Policjanci też próbowali pomysłu z fotoradarem.

– Analiza zdarzeń drogowych wskazuje, że najczęstszą przyczyną zdarzeń drogowych w tym miejscu jest niedostosowywanie prędkości kierujących do warunków na drodze – informuje aspirant sztabowy Roman Szybiak z zespołu prasowego Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej.

– To miejsce jest objęte kontrolami prędkości, ale musimy mieć na uwadze, że taka kontrola musi się odbywać w sposób bezpieczny dla pozostałych uczestników ruchu. Tam jest to utrudnione. Stosujemy doraźne kontrole i dynamiczne pomiary samochodem z wideorejestratorem. W ubiegłym roku nasza KMP zwróciła się do ITD z wnioskiem o postawienie w tym miejscu fotoradaru. Do tej pory nie dostaliśmy odpowiedzi – dodaje asp Szybiak.

Oczywiście policjanci apelują do kierowców o rozwagę podczas pokonywania tego zakrętu, ale po statystykach widać, że słowa funkcjonariuszy do nich nie trafiają.
Inne rozwiązanie
Jedną z osób, która postanowiła działać w tej sprawie, był bielski radny z ramienia PiS Karol Markowski. W ubiegłym roku złożył interpelację, w której wnioskował o dodatkowe oznakowanie zakrętu oraz o zwężenie drogi. Jego pismo dotarło do GDDKiA i drogowcy dołożyli dodatkowe znaki. Ale to nie do końca pomogło.

– Nie przestanę walczyć z tym tematem i chcę napisać kolejne pismo do prezydenta i do GDDKiA. We wcześniejszym dokumencie zawarłem kilka innych pomysłów, z których nie skorzystano, dlatego może ponowne pismo czymś poskutkuje – mówi z rozmowie z naTemat radny Markowski.

Jego zdaniem pomysł z fotoradarem nie wypali, bo nie chce dodatkowo karać kierowców tylko zapobiegać wypadkom. A w tych, jak zaznacza nasz rozmówca, poszkodowanymi nie są mieszkańcy Bielska ani okolic. To przyjezdni. Stąd problem wydawałoby się lokalny urasta do rangi ogólnopolskiego, bo nauczeni złymi doświadczeniami lokalni kierowcy potrafili dostosować się do przepisów.

Czy zatem przyjezdnym pomogłoby zmiany, o których pisaliśmy przy artykułach o niebezpiecznej drodze S–7 i "zakręcie śmierci" w Warszawie? Czy zrezygnowanie z części manewrów na placyku podczas kursu na prawo jazdy na rzecz kilku godzin nauki jazdy po drogach szybkiego ruchu byłoby pomocne?

– Tak, zdecydowanie tak. To bardzo dobre rozwiązanie, bo w Bielsku kierowcy o tym zakręcie wiedzą. A tak, byłaby to bardzo dobra lekcja dla pozostałych – podsumowuje radny.

Czego by jednak człowiek tutaj nie wymyślił i nie zamontował, to i tak do tej pory nie znalazł się nikt na tyle mądry, który stworzyłby lek na głupotę. Bo ta z pewnością towarzyszy gnającym na zabój kierowcom, którzy pokonują "zakręt idiotów" nie z prędkością 60, a 120-150 km/h.
Trwa ładowanie komentarzy...