Elżbieta Jakubiak, sekretarz stanu w gabinecie prezydenta Lecha Kaczyńskiego: – Uważam, że prezydent miał inne wyjście.
Elżbieta Jakubiak, sekretarz stanu w gabinecie prezydenta Lecha Kaczyńskiego: – Uważam, że prezydent miał inne wyjście. fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta

Senat odrzucił inicjatywę referendum konsultacyjnego prezydenta Dudy, nie milknie fala komentarzy. Słychać o słabości prezydenta, o powrocie Adriana, o tym, że PiS uratował Andrzejowi Dudzie twarz. – A ja nie uważam, żeby obecna sytuacja osłabiła prezydenta – mówi w rozmowie z naTemat Elżbieta Jakubiak, w latach 2005–2007 szef Gabinetu Prezydenta RP i sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP.

REKLAMA
"Referendum było ostatnią przeszkodą na drodze do pojednania prezydenta z PiS. Teraz Andrzej Duda całkowicie wróci na łono swej partii" – ocenia w Onecie Andrzej Stankiewicz. "Do Rzeczy" pyta: "PiS uratuje twarz prezydenta Dudy?".
Nawet tu, w prawicowym medium piszą: "Odrzucenie referendalnego projektu przez senatorów PiS będzie dla prezydenta oczywiście poniżające i pokaże jego słabość, ale zarazem stanowi dla niego jedyną szansą na ocalenie twarzy".
I jeszcze komentarz z Wirtualnej Polski: "Prezydent Andrzej Duda – postać tragiczna polskiej polityki".

Jak pani ocenia to, co rozegrało się w Senacie?
Elżbieta Jakubiak: Uważam, że prezydent miał inne wyjście niż poddawać ten wniosek pod debatę. Mógł poprosić o spotkanie z klubami, dowiedzieć się jak będą głosować , a następnie wycofać wniosek. To moim zdaniem byłoby dla niego lepsze. Wtedy odpowiedzialność przerzucona byłaby na kluby, że nie są gotowe do debaty o ustroju państwa.
Czyli sugerowałaby Pani zatuszować sprawę?
Wtedy nie byłoby plebiscytu, który mamy teraz. Media ogłaszają, że tylko 10 senatorów głosowało, a inni byli przeciw. Uważam, że dla prezydenta byłoby lepsze wycofanie tego wniosku z Senatu za wszelką cenę niż jego dekapitacja w Senacie. Prezydent miałby szersze pole do własnego komentarza.
Mamy do czynienia z powrotem Adriana?
Dowcip jest dobry tylko wtedy kiedy jest świeży. Myślę że to się skończyło już dawno. Mamy do czynienia z zakończeniem sprawy, która nie przyniesie dużych strat ani prezydentowi, ani rządowi. Myślę, że każda ze stron coś swojego wygrała. W polityce są takie sprawy, które – jeśli obie strony się dogadują – dobrze jest załatwić, by żadna ze stron nie odniosła szkód. Myślę, że tak ta sprawa została załatwiona. Szkód nie odniesie ani prezydent, ani rząd. Wszyscy uznali, że tak będzie lepiej.
Nawet w prawicowych mediach piszą o słabości prezydenta. "Odrzucenie przez senatorów PiS prezydenckiego referendum konstytucyjnego będzie dla Andrzeja Dudy upokarzające i pokaże jego prawdziwą pozycję w obozie władzy” – to tygodnik „Do Rzeczy”.
Jak ktoś chce mówić o słabości, to zawsze znajdzie powód. Prezydent nie jest słaby. Dokonał czegoś na co pozwalała kiedyś Mała Konstytucja - odwołał czy wpłynął na obsadę stanowiska ministra obrony narodowej. Uważam, że po tym trudno przypisywać mu jakąś słabość. Staram się mówić obiektywnie. Nie pracuję ani dla prezydenta i nie jestem w czynnej polityce. Wypowiadając się korzystam z doświadczenia pracy dla prezydenta RP.
Nie uważam też, żeby obecna sytuacja osłabiła prezydenta. Ja rozumiem, że takie komentarze pojawiają się w związku z niedawnym sporem o reformę sądownictwa i KRS. Ale teraz jest lepiej między prezydentem a obozem rządzącym niż do tej pory. Państwo żle przedstawiacie pewne podziały w partii. Dziś prezydent i premier Morawiecki nie mają konfliktu, ani osobistego, ani politycznego i raczej są grupami wspierającymi.
Był jednak konflikt o referendum.
Tak. I pewnie chcieli szybko zamknąć to, co było ostatnią kością niezgody, by przejść do bardziej ofensywnej gry przed maratonem wyborów, który nas teraz czeka.
Zgadza się Pani z opinią, że prezydent w ten sposób właśnie wrócił na łono PiS?
Teraz dostrzegam jak najlepsze stosunki, nie widzę zacierania rąk, że prezydentowi coś się nie udało. Nie ma przyzwolenia na żaden triumfalizm. Inicjatywa nie wywoła żadnych skutków wewnątrz obozu. Rząd i Prezydent przygotowują obchody z okazji 11 listopada i być może nowa Konstytucja będzie przedmiotem debaty z okazji 11 listopada.
Czy PiS pomógł wyjść prezydentowi z twarzą z tego referendum? To dziś powszechna opinia.
A ja nie twierdzę, że prezydent popełnił błąd. Uważam, że prezydent miał inicjatywę, która mogła zmienić tor dyskusji w Polsce, bo my nie zasługujemy na taki styl debaty publicznej, jaki mamy w tej chwili. Bak strategicznego sporu jest widać od wyborów prezydenckich 2015 roku.
Tam był spór o wybór Polska Solidarną czy Polska Liberalna. Prezydent ma obowiązek poruszania tematów, które poprawią jakość debaty publicznej i taka mogła być debata konstytucyjna. Ale nałożyło się na obchody 11 listopada i wybory a ta koincydencja jest trudna dla rządu i samorządów.
Co, według pani, tak naprawdę pokazało całe to zamieszanie wokół referendum konstytucyjnego?
Sam fakt prezydenckiej inicjatywy oceniam dobrze. Prezydent musi starać się wychodzić w swojej polityce poza krąg obozu politycznego. Postawienie w przestrzeni publicznej dylematu, czy chcemy rządów opartych bardziej prezydenckich czy parlamentarno gabinetowego, jaki ma być ustrój Polski to bardzo dobry temat i jest to godne szacunku.
Ta debata mogła iść w kierunku postulatów także opozycji czyli być prezydentem wszystkich Polaków. Trudno powiedzieć, jakie opozycja ma poglądy, czy chce zasadniczej reformy ustroju w państwie. Gdyby taki temat był opozycji i obozowi rządzącemu na rękę, to pewnie w Polsce rozgorzałaby dyskusja, która wyniosłaby codzienne okładanie się wiosłem na trochę wyższy poziom rozmowy.
Proszę sobie wyobrazić debatę telewizyjną Kaczyński-Schetyna o konstytucji i jakim cieszyłaby się zainteresowaniem. Może debata o Konstytucji ujawniłaby prawdziwe różnice polityczne i ułatwiłaby potrzebę uprawiania polityki. Myślę, że inicjatywa prezydenta wychodziła trochę naprzeciw takiemu oczekiwaniu „Przestańmy się kłócić” mówcie do nas o czymś ważnym.
Mimo wszystko jeszcze raz zapytam. Jaki wpływ ma to na pozycję prezydenta w PiS? Wiele głosów słychać dziś o upokorzeniu. O poniżającej dla niego decyzji PiS.
Ja w ogóle nie przyjmuję takich słów w odniesieniu do prezydenta. Nikt nie jest w stanie upokorzyć prezydenta. On jest najwyższym organem w państwie. Można krytykować Prezydenta , ale język tej krytyki musi być na pewnym poziomie.
Opozycja miała swoją szansę,bo gdyby opozycja w całości zagłosowała za tym projektem i tych 10 posłów PiS to prezydencki projekt by przeszedł. Opozycja nie widziała interesu w tej debacie. Dlatego nie mówmy, że obóz rządowy się kłóci, bo gdyby była mądra opozycja to postawiłaby obóz rządowy pod ścianą.
Poza tym uważam, że są rzeczywiste przesłanki, by to referendum nie odbyło się 11 listopada. 40 procent urzędników musiałoby przyjść obsługiwać referendum w święto. Część ludzi zaplanowała już 11 listopada. Są wtedy bale, uroczystości. Sama biorę udział w lokalnych przygotowaniach z tej okazji. Część senatorów słyszała od ludzi, że trudno jest świętować pracując w komisjach i na posterunkach . Myślę, ze to będzie dobry okres i dla dla rządu, i dla prezydenta.