
Jacek Tomczak, były parlamentarzysta Prawa i Sprawiedliwości chciałby wstąpić w szeregi Platformy, ale żali się, że partia nie wyciąga do niego ręki mimo, że zakładała to "dżentelmeńska umowa"
REKLAMA
Jacek Tomczak to były poseł PiS. W ostatnich wyborach, podobnie jak Jan Filip Libicki startował jednak do parlamentu z list PO. List, na które pomógł mu się dostać sam premier Tusk. Dżentelmeńska umowa zakładała, że jeśli zdobędą mandat to będą mogli oficjalnie wstąpić do partii - informuje portal Gazeta.pl. Tak stało się jednak tylko w przypadku Libickiego, mimo że Tomczak również mandat uzyskał.
Owszem, poseł Grupiński dawał do zrozumienia, że widziałby mnie w szeregach Platformy, ale na tym się skończyło. Jeśli ktoś w moim okręgu wyborczym zaproponowałby wstąpienie do PO, na pewno bym nie odmówił. CZYTAJ WIĘCEJ
źródło: Gazeta.pl
Szef klubu PO, Rafał Grupiński przekonuje w rozmowie z "Gazetą", że nie będzie nikogo zapraszał i do takiej decyzji trzeba "dojrzeć samemu". Wystarczy, że Tomczak sam wypełni deklarację członkowską.
Okazuje się jednak, że tak naprawdę może chodzić o co innego. Otóż poglądy posła Tomczaka są bardzo wyraziste. Wyraziste w konserwatywnym tego słowa znaczneniu, a to może nie podobać się niektórym członkom PO. Zwłaszcza, że w ostatnich tygodniach jednym z największym problemów Platformy jest właśnie wewnętrzny liberalno-konserwatywny podział.
Gdyby poseł Tomczak w wielu sprawach wypowiadał się bardziej wstrzemięźliwie, to na pewno sytuacja byłaby inna CZYTAJ WIĘCEJ
źródło: Gazeta.pl
źródło: Gazeta.pl

