Ten samochód jest tym lepszy, im dalej jedziesz. Nissan Qashqai to maszyna do połykania kilometrów

Nissan Qashqai to auto idealne w trasę. Fot. naTemat
To właśnie ten model zaczął gigantyczną rewolucję na rynku motoryzacyjnym i wywołał modę na kompaktowe crossovery. Dzisiaj podobne auta ma swojej ofercie właściwie każdy producent. Qashqai jednak nadal "daje radę" w towarzystwie. Długa podróż do Austrii dobitnie przypomniała mi, za co są tak lubiane te uniwersalne auta.

Dziś trudno to sobie wyobrazić, ale jeśli spojrzymy chłodno na historię motoryzacji, szybko każdy z nas powinien dojść do wniosku, że Qashqai w zasadzie powinien mieć zapewnione miejsce w jej dziejach jako model przełomowy. Jest trochę jak Ford T XXI wieku.
Brzmi patetycznie, ale w 2006 roku, kiedy pierwszy Qashqai pojawił się na rynku, to było jednak coś. Wcześniej wybór był prosty: chciałeś mieć auto zdolne do jazdy w choćby prostym terenie, to musiałeś szukać dużego (i często drogiego) SUV-a. Choćby Mitsubishi Outlandera czy (drożej) Volkswagena Touarega.

I nagle okazało się, że w jednym aucie można połączyć kilka światów. Komfort kombi i możliwości (chociaż po części) SUV-a. Taki był właśnie Qashqai. A czy po latach, kiedy producent już powoli myśli o trzeciej generacji modelu, nadal warto kupić drugą odsłonę tego auta? Przejechałem nim ponad dwa tysiące kilometrów i powiem, że jak najbardziej tak.
Wygląd
– Ten ładny, niebieski? – powiedziała do mnie kasjerka na stacji benzynowej, kiedy na kamerach monitoringu szukała mojego auta. Zapomniałem sprawdzić numerek dystrybutora, kiedy chciałem płacić.

Nie da się ukryć, ze po liftingu z 2017 roku Qashqai jest wyjątkowo seksownym crossoverem. Agresywne poziome reflektory LED ze światłami do jazdy dziennej w kształcie... bumeranga (?) nadają mu nowoczesnego wyglądu. Do tego pojawia się na grillu motyw srebrnej litery V znanej z innych modeli Nissana. Qashqai wygląda dobrze i z przodu, i z tyłu, i z boku, choć w tych częściach auta zmiany są już kosmetyczne.
Gorzej jest niestety w środku. Poza wyjątkowo ładną kierownicą (nowość po liftingu) jest bardzo... azjatycko. Kokpit jest dość przekombinowany, dużo tu plastiku (w tym wiecznie brudnego czarnego, połyskliwego), a sam interfejs ekranu multimedialnego jest po prostu przedpotopowy.


Na plus za to trzeba zaliczyć fotele i kanapę. Pokryte wygodną skórą nappa (w wersji Tekna) z nowoczesnymi przeszyciami siedziska wyglądają po prostu dobrze. Z tyłu mogłoby być trochę więcej miejsca, ale da się żyć. Za to z przodu bez żadnych uwag.
Bagażnik ma 410 litrów. Niby są większe, ale w praktyce był zupełnie wystarczający na podróż przez Czechy i Austrię w góry. Co wiązało się z częstym zmienianiem obuwa i strojów, więc w zasadzie ciągle było coś "rozkopane".

Jazda i komfort
Rzadko zdarza się, żebym stawiał przed autem do testów takie wyzwanie. Qashqai miał bowiem za zadanie nie wozić mnie tylko po Warszawie czy przetransportować na południe czy północ Polski. To byłoby zbyt proste.
Tym razem ruszyłem w znacznie dalszą drogę, co już zaznaczyłem wcześniej – aż do Austrii. W sumie w ciągu kilku dni pokonałem w tym aucie ponad 2200 kilometrów. Okazało się, że wiele kwestii, na które bym marudził, gdybym pokonał tym autem 500 kilometrów, teraz wydaje mi się nieistotnych.

Choćby fotele. W pierwszej chwili uznałem, że mają zbyt krótkie siedziska. Ale po setkach kilometrów mam o nich jak najlepsze zdanie. Nie dość że są pokryte wspomnianą efektowną skórą, to jeszcze są naprawdę wygodne. Po ośmiu godzinach za kółkiem nie odczuwałem żadnych dolegliwości. Moje plecy były wypoczęte. A do krótkiego siedziska można się przyzwyczaić.
Qashqai po liftingu jest też bardzo dobrze wygłuszony. Do środka nie przedostaje się wiele hałasów z otoczenia i spod maski, choć testowałem model z silnikiem diesla. Można długo jechać i w spokoju rozmawiać – także na autostradzie. Albo spać, jeśli się jest pasażerem.

Sama jazda jest natomiast do bólu poprawna. Nie ma tu żadnych sportowych wrażeń, ale przecież nikt ich nie oczekiwał. Układ kierowniczy jest jednak na tyle precyzyjny, że nie irytuje. To wystarczy do połykania kolejnych kilometrów w spokoju ducha.
Silnik wysokoprężny o pojemności 1.6 litra generuje 130 koni mechanicznych. Niby niewiele, ale wystarczająco, żeby przy sprawnej obsłudze manualnej, sześciobiegowej skrzyni biegów (automat to bezstopniowa skrzynia CVT) jeździć Qashqaiem sprawnie. Wyprzedzanie nie stanowiło większego problemu, samochód jest też wystarczająco elastyczny do jazdy po autostradzie.

Najmilszą niespodzianką było jednak spalanie. W pewnym sensie pojechałem do Austrii "za darmo". W trasie z Warszawy do Brna głównie po drogach szybkiego ruchu "wykręciłem" wynik 6,3 litra oleju napędowego na 100 kilometrów. Z Brna do Wiednia, gdzie jechałem wolniej, zszedłem poniżej 6 litrów. Generalnie w czasie spokojnej jazdy po zwykłych drogach krajowych spokojnie można się zakręcić koło "piątki". Nic tylko jechać przed siebie.
Aha – i jak już dojedziecie jak ja np. do tej Austrii i zaskoczy was szutrowa droga, to bez strachu. Qashqai z silnikiem diesla ma opcjonalny napęd 4x4, który można włączyć na stałe. Spalanie co prawda rośnie, ale możliwości na drodze także.

No i oczywiście Qashqai ma cały szereg systemów bezpieczeństwa. Ostrzega kierowcę przed kolizją, nie pozwoli na zjechanie ze swojego pasa, ma też adaptacyjny tempomat czy system ostrzegania przed samochodem w martwym polu. A to tylko początek – choć testowany egzemplarz nie miał tego systemu, od tego roku Nissan wyposaża Qashqaie w tzw. ProPilot.
Co to? W największym skrócie wstęp do autonomicznej jazdy w Nissanie. Qashqai ma przynajmniej w teorii być w stanie samodzielnie utrzymać się na pasie ruchu, także w zakrętach. Czyli to system podobny do tego, który znamy choćby z samochodów marki Volvo.

Czy warto?
Jeśli nie odrzuca was wnętrze bądź nie robi wam to różnicy, to... jak najbardziej tak. Qashqai pomimo upływu lat to konstrukcja dopracowana właściwie we wszystkich innych aspektach. Tak naprawdę tylko wewnątrz widać, że to już dość wiekowa konstrukcja. A że niektóre modele konkurencji mają więcej możliwości "smart"? To może być dla kogoś wada, ale większość kierowców tak naprawdę z nich... nie korzysta.
Qashqai to auto ładne, przestronne, ekonomiczne i sprawne w podróży. Najtaniej Qashqaia kupimy za około 75 tys. zł, ale będzie to uboga wersja Visia z nieciekawym silnikiem benzynowym 1.2. Natomiast auto podobne do tego z testu to już znacznie większy wydatek. Wersja Tekna+ to wydatek co najmniej 130 tys. zł.

Nissan Qashqai na plus i minus

+ Atrakcyjny wygląd z zewnątrz
+ Wystarczające osiągi
+ Niskie spalanie
+ Wysoki komfort podróży
- Przestarzałe wnętrze
- Nieciekawy system multimedialny

Obserwuj nas na Instagramie. Codziennie nowe Instastory! Czytaj więcej

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...