
Od 28 lat Kościół niezmiennie apeluje, by w sierpniu Polacy odstawili kieliszki i zafundowali sobie miesiąc trzeźwości. Przed laty w ten sposób udało się uratować nie jedne zbiory, na czas których rolnicy stronili od alkoholu. Ale, czy dziś ktoś się jeszcze przejmuje takimi sugestiami?
Według danych statystycznych aż 14 proc. dorosłych Polaków pije ryzykownie i szkodliwie. Wielu nawet nie zdaje sobie sprawy z niebezpieczeństwa. Ponad milion Polaków jest uzależnionych.
"Tu jest Polska, tu się pije!" - to tymczasem nieodłączne hasło niejednej letniej imprezy. Jeszcze kilkanaście lat temu miesiąc trzeźwości łatwo było dostrzec szczególnie na wsi, gdzie księża w ten sposób przemawiając do sumienia rolników potrafili wręcz uratować okres zbiorów przed tym, by miał je w ogóle kto prowadzić. Ale czasy się zmieniają i czy ktoś jeszcze słucha kościelnych apeli o trzeźwość? W rozmowie z naTemat Katarzyna Łukowska, zastępca dyrektora Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych zapewnia, że tak. I że apelując o miesiąc trzeźwości, Kościół nadal bardzo pomaga walczyć z uzależnieniem.
Sierpień jako miesiąc trzeźwości sprzyja choćby temu, by zastanowić się nad tym, jaki jest nasz styl picia. I być może do podjęcia jakiegoś zobowiązania dotyczącego zmiany tego stylu.
Katarzyna Łukowska podkreśla jednak, że w przypadku tegorocznego apelu Episkopatu Polski warto zwrócić szczególną uwagę właśnie na problem ciągle rosnącej ilości punktów, w których sprzedaje się alkohol. Bo po latach badań eksperci od uzależnień nie mają wątpliwości, że większa jego dostępność, tym większa ilość osób uzależnionych.

