Justin Bieber w t-shircie Local Heroes
Justin Bieber w t-shircie Local Heroes Flickr, http://www.flickr.com/photos/53379343@N07/7271033288/sizes/l/in/photostream/

Nie studiowali projektowania, nie pokazują się na tygodniach mody. Ich wymarzoną klientelą są celebryci, szczególnie ci wywołujący skandale – bo nie ma przecież lepszej promocji niż afera, np. z Dodą w roli głównej, najlepiej upubliczniona na Pudelku. Projektanci t-shirtów może na modzie nie bardzo się znają, wiedzą za to doskonale, co to PR.

REKLAMA
Inspirują się stylem ulicy, podpatrują styl ubierania się międzynarodowych „gwiazdeczek”. I choć szyte przez nich, prawie identyczne koszulki czy bluzy formą przypominają te, które bez trudu można znaleźć w second-handach, niewątpliwie odnoszą sukcesy. Może dzięki zabawnym czy przewrotnym nadrukom, może dzięki marketingowi. Bo na tym ich twórcy znają się zdecydowanie lepiej niż na projektowaniu.

Koszulkę Local Heroes z napisem Doing Real Stuff Sucks nosi Justin Bieber. Można się spierać co do talentu młodocianego piosenkarza, jednak fakt, że nastolatki na całym świecie na jego widok piszczą i rzucają stanikami świadczy o sukcesie marketingowym Local Heroes. Prosty, wydawałoby się zabieg – wysłanie Bieberowi koszulki – i już marka ma promocję, o jakiej wielu poważnych polskich projektantów mogłoby tylko pomarzyć. I to niewielkim kosztem. Można się obruszać, że Justin Bieber fe, Nicki Minaj fe, ale, niestety, to oni kreują trendy wśród młodych ludzi.

O tym, jak celebryci potrafią wylansować markę, która bez nich prawdopodobnie zginęłaby w morzu podobnych, wiedzą też dziewczyny z Misbehave. Fankami ich t-shirtów są Doda czy Marina Łuczenko. Znowu można dyskutować nad stylem czy poziomem ambasadorek mark,i ale przecież to, co kontrowersyjne, działa jeszcze silniej. Misbehave ma prawie 30,000 fanów na Facebooku i ciągle się rozwija.

Koszulki w podobnym stylu projektuje też Mr. Gugu & Miss Go, z tym, że na ich stronie mamy do czynienia z nieco szerszą ofertą. Oprócz t-shirtów z nadrukami znajdziemy szorty, legginsy czy alladynki w hipsterskie wzory. Celowo używam określenia „hipsterskie”, bo wpływ tej grupy na rozwój marek wymienionych powyżej jest nie do przecenienia. Nic przecież nie komponuje się lepiej z mega obcisłymi rurkami czy postrzępionymi, jeansowymi szortami niż oversize’owy t-shirt z nadrukiem w stylu droga mleczna, tęcza czy zagubiona galaktyka, albo hasłem wyrażającym protest przeciw korpo-społeczeństwu.

Nie jest moim celem bojkotowanie inicjatywy wyżej wymienionych marek. Tworzą je młodzi ludzie, którzy, choć ich ubrania noszone są często przez krytykujących konsumpcjonizm hipsterów, mają pojęcie o marketingu na poziomie dużej korporacji. Uważam natomiast, że nazywanie twórców firm takich, jak Local Heroes, projektantami jest trochę na wyrost, bo na ten zawód składa się przecież parę innych czynników niż wymyślenie zabawnego nadruku czy hasła, które można umieścić na t-shircie, jakich wiele.
Może warto, aby młodzi kreatywni zrozumieli, że zarobione pieniądze można zainwestować w rozwój osobisty, a wtedy świat stanie przed nimi otworem. Bo gwiazdeczki jak Justin Bieber przemijają, a zdobyta edukacja jest wartością samą w sobie, taką, która procentuje i z czasem jest coraz cenniejsza. Znajomość konstrukcji, historii ubioru czy rozróżnianie materiałów różnej jakości nikomu na pewno nie zaszkodzi. Da za to szerszy kontekst, tak każdemu projektantowi potrzebny.
W końcu Stella Mc Cartney też była kiedyś nazywana projektantką t-shirtów. Dziś jej marka jest częścią grupy LVMH (Louis Vuitton Moet Hennessy), a sama Stella zaprojektowała stroje dla reprezentacji olimpijskiej Anglii.
Jak jest waszym zdaniem? Czy wymyślenie t-shirtu to już projektowanie?