
We Wrocławiu z listy kandydatów do rady miejskiej wykreślono nazwisko Tomasza Małka. Być może był zbyt radykalny nawet jak na PiS. Małek od lat walczy z "opcją niemiecką" we Wrocławiu, próbuje też wyjaśnić okoliczności zamachu na prezydencki samolot w Smoleńsku.
Na czas ostatnich wyborów parlamentarnych Prawo i Sprawiedliwość schowało Antoniego Macierewicza. Polityk wypłynął na szerokie wody dopiero po wygranej PiS. I przez ponad dwa lata mamił społeczeństwo teoriami na temat katastrofy smoleńskiej i tym, jaki to teraz wzrasta obronność kraju pod jego rządami w MON.
Okazuje się, że odsuwanie na czas wyborów co bardziej kontrowersyjnych polityków może mieć miejsce także w skali mikro. Oto wycięto radnego Tomasza Małka z listy kandydatów do rady miejskiej Wrocławia. Czyżby był zbyt radykalny nawet jak na PiS? On sam twierdzi, że to za za walkę z opcją niemiecką i działalność na rzecz wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej.
Małek zasłynął między innymi tym, ze chciał zmusić prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza do wywieszenia polskiej flagi przed budynkiem miejskiego ratusza, żeby niemieccy turyści zobaczyli, że Breslau już nie jest niemiecki. Domagał się też zmiany nazwy Hali Stulecia na Halę im. Poniatowskiego. Stulecie kojarzyło mu się za bardzo z Niemcami.
Jeśli chodzi o katastrofę smoleńską to tutaj Małek też ma bardzo konkretne poglądy. Jego zdaniem było to zamach. Rozmawiał na ten temat wielokrotnie z jednym z ekspertów Macierewicza, duńskim inżynierem Glenem Jorgensenem. Ten też jest przekonany, że katastrofa nie była dziełem przypadku.
Do ostatnich wyborów samorządowych Małek szedł z hasłem "ostatecznie skończyć z komuną". Innym sloganem pod którym podpisywał się Małek jest "przestańcie germanizować Wrocław". Na jednej z pikiet domagał się zerwania stosunków dyplomatycznych z Rosją za Smoleńsk.
źródło: "Gazeta Wyborcza"
