Polska Szkoła Plakatu kontratakuje. Andrzej Pągowski tworząc plakat do "Kleru" pokazał, że można

Andrzej Pągowski jest autorem artystycznego plakatu do filmu "Kler"
Andrzej Pągowski jest autorem artystycznego plakatu do filmu "Kler" Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta / Materiały prasowe
Andrzej Pągowski, niczym ostatni Mohikanin, dzielnie broni legendy i walczy o powrót Polskiej Szkoły Plakatu. Po latach walki z wiatrakami (czyt. dystrybutorami) czuć wiatr zmian. – Ludzie w czasach wolności i demokracji gratulowali mi... odwagi za przygotowanie plakatu do "Kleru" – przyznaje artysta w rozmowie z naTemat.

Pierwszy plakat do głośnego filmu Wojtka Smarzowskiego wywołał ogromne poruszenie. Internauci przecierali oczy ze zdumienia, a raczej: zażenowania. Jak się później okazało - niepotrzebnie. "Nowa" Polska Szkoła Plakatu zakłada bowiem dwoistość formy - dystrybutorzy zamawiają poster fotosowy i graficzny. W przypadku "Kleru" różnicę między posterem komercyjnym a artystycznym widać gołym okiem.
Tegoroczny festiwal w Gdyni jest dla Andrzeja Pągowskiego wyjątkowy, bo przygotowałem plakaty do aż pięciu filmów: "Kamerdynera", "7 uczuć", "Kleru", "Eteru" i "Gry w cykora". Rozmawiam z artystą m. in. o tym jak powstają współczesne postery i dlaczego tak wyglądają.

Swoimi ostatnimi pracami udowodnił pan, że współczesny plakat filmowy jednak może prezentować jakąś wartość artystyczną. Czy to jaskółka zapowiadająca powrót do tego w czym Polacy swego czasu byli najlepsi na świecie?

Jestem tuż po wernisażu przygotowanej przeze mnie wystawy na festiwalu w Gdyni. Prezentuje 20 plakatów graficznych do filmów, które zostały zrealizowane w ostatnim czasie. Oprócz moich prac są na niej też dzieła Wilhelma Sasnala, Agaty Nowickiej, Bartosza Kosowskiego, Anny Pągowskiej i Jerzego Czerniawskiego.

W opinii widzów można wyczytać, że tędy prowadzi droga - nie ma sensu walczyć, ale też nie ma sensu likwidować wszystkich plakatów fotosowych. Zresztą już sama nazwa "plakaty artystyczne" obniża rangę plakatów komercyjnych, które traktuje się nie jak sztukę, a zwykłą reklamę.

Wystarczy się trochę przyłożyć lub po prostu przygotowywać dwie wersje plakatów: komercyjny i artystyczny, które będą ze sobą współgrać i poszerzą grupę odbiorców. Część osób jest zupełnie ślepa na ambitniejsze grafiki i na nic na to nie poradzimy, ale też jest druga grupa osób - oburzonych na plakat komercyjny. Ważne, że coś się zaczęło dziać, a dystrybutorzy nie boją się pokazywać tego typu plakatów.

Pytanie tylko - czy te plakaty będziemy oglądać tylko w galeriach sztuki czy informacjach prasowych, czy zawisną na ścianach kin lub obklejone zostaną nimi słupy ogłoszeniowe?


Plakat Sansala do filmu "11 minut" Jerzego Skolimowskiego był oficjalnym plakatem, który można było zobaczyć na ulicach. Mój poster do "Eteru" też za chwilę zobaczyć w przestrzeni publicznej. Plakat Agaty Nowickiej do "Córki trenera" również. Są takie perełki, ale większość niestety będzie funkcjonować tak jak "Kler" - w przestrzeni elektronicznej lub na festiwalach. Jest jednak światełko w tunelu.
Na tegorocznym festiwalu w Gdyni mamy 5 filmów z plakatami pana autorstwa. Czy aby na pewno mówimy o odrodzeniu Polskiej Szkoły Plakatu czy może raczej dominacji "Szkoły Andrzeja Pągowskiego"? Widzi pan na horyzoncie jakąś konkurencję?

Prawda jest taka, że o to zabiegam i staram się udowadniać, że coś takiego można robić. Nie chodzę od dystrybutora do dystrybutora, tylko pokazuję i mówię o tym głośno. Wtedy występuje zwykle reakcja odwrotna. Prawdą jest też to, że o wiele łatwiej to robić, jeśli ma się nazwisko. Był boom, bo "Pągowski zrobił plakat do 'Kleru'". Gdyby to był "Iksiński", to komunikat tak szeroko by się nie rozniósł.

Myślę, że prędzej czy później przeniesie się to na młodych projektantów. Muszą jednak zrozumieć, że najpierw trzeba przebyć drogę pokory i rzemiosła, a dopiero potem narzucać swoje wizje. Wciąż balansujemy na styku sztuki i reklamy. Ta granica jest bardzo cienka.

Zupełnie nie boję się konkurencji, bo przez lata nic mnie tak nie nakręcało jak właśnie konkurencja. Źle się tworzy jeśli funkcjonuje monotematyczność. W momencie, gdy artysta z kimś walczy, to idzie do przodu i szuka nowych rozwiązań.

Jak wygląda pana współpraca z dystrybutorem? Przychodzi przedstawiciel i mówi: „Panie Andrzeju, jest sprawa” i ma pan pełną dowolność w tworzeniu, czy raczej narzuca pewien schemat?

Jeżeli dzwoni klient, to spotykamy się, oglądam film i rozmawiamy. Nie przystępuje do pracy, jeśli mam zrobić coś odtwórczego. Na tym etapie w moim życiu, odtwórczość już mnie nie cieszy. Jednak przy "Kamerdynerze" pokazaliśmy, że jest możliwość stworzenia autorskiego plakatu komercyjnego - z pełną sesją fotograficzną, bez potrzeby doklejania głów w Photoshopie. Z drugiej strony zamówiono też plakat graficzny, który wywołał szum i zachwyt w sieci. Razem współgrały.
Dystrybutorzy muszą zrozumieć, że plakat zdjęciowy musi być również zrobiony przez artystę, który ma pewną wizję. Nie mogę zdradzić, ale już teraz pracuję nad posterami do kolejnych filmów w tej konwencji czyli równocześnie przygotowuję plakat komercyjny - fotosowy i artystyczny - graficzny.

A co jeśli pana dzieła się nie spodobają dystrybutorowi, bo są zbyt artystyczne? Zgadza się pan na poprawkę?

Oczywiście, że są naciski, ale nigdy nie schodzę poniżej pewnego poziomu. Najczęściej zastrzeżenia dotyczą układów typograficznych czyli czcionek i wszystkiego co się z nimi wiąże. Strasznie mnie to boli, bo to jest pięta achillesowa polskich plakatów reklamowych - bardzo mało osób "czuje literę" i zna się na typografii. Konflikt powstaje, gdy muszę przejąć czyjeś liternictwo. Ta walka ciągle się toczy.

Plakat do filmu "Kler" rozszedł się w internecie jak świeże bułeczki. Ktoś już pana pozwał?

Na razie nie, choć mam w gotowości dwóch prawników. Zadeklarowali, że w razie czego będą mnie bronić pro bono.
Jak to się stało, że w czasach PRL-owskiej cenzury funkcjonowała Polska Szkoła Plakatu, a teraz artyści są paradoksalnie bardziej ograniczani?

Cenzura dotyczyła wtedy bardzo wąskiego zakresu - krytykowania ówczesnej władzy. Natomiast sprawy erotyczne, żydowskie czy kościelne nikogo specjalnie nie bulwersowały. Dziś tematów, które w jakiś sposób drażnią są tysiące. Zwłaszcza kwestii religijności i Kościoła wszyscy boją się jak ognia. Uważam, że stworzyłem uczciwy plakat dla "Kleru".

Artysta nie może być ograniczany. Żaden sąd nie skaże artysty za to, że wyraża swoje opinie za pomocą sztuki - zostałby uznany za cenzora. Co innego, gdyby plakat był niebezpieczny i nawoływał do palenia kościołów. Karalne byłoby też wyolbrzymianie spraw erotycznych z filmu, które przecież mogą zobaczyć dzieci na ulicy. Natomiast zwykłe komentowanie graficzne nie jest żadnym przestępstwem.

A myśli pan, że pana plakat do "Sztuki kochania" dzisiaj by przeszedł?

Na pewno nie. Ciekawe i zabawne jest to, że ludzie w czasach wolności i demokracji gratulowali mi... odwagi za przygotowanie plakatu do "Kleru". Rozumiem jednak o co im chodziło.
Trudno było teraz panu stworzyć plakat, który przy okazji nie obraża uczuć czyichś religijnych?

Nie do końca rozumiem na czym polega obrażanie uczuć religijnych. Mówienie o pedofilii czy pazerności w Kościele kogoś obraża? Film był bardzo trudny do skomentowania. Świnka skarbonka jest symbolem prostym, ale to właśnie pieniądz dominuje w tej fabule - na tacy i w korupcji, demoralizuje i psuje. Pozostałe tematy, na które wszyscy liczą są śladowo pokazane.

"Kler" to film wybitny, który powinien pomóc Kościołowi. Boli mnie, jeśli ktoś pisze o szkalowaniu narodu polskiego. To totalna bzdura. Gdy ksiądz zgwałci dziecko i ja o tym mówię, to znaczy, że szkaluję naród? Jeśli ksiądz korumpuje budowlańców i o tym mówię, to szkaluje naród? Nie! Księża powinni obejrzeć ten film, bo to jest lustro.

Jestem osobą wierzącą, wychowaną w rodzinie katolickiej i mam problem z instytucją Kościoła. Jest w niej za dużo ludzi, którzy ukryli si ę ze swoimi wadami i pod przykrywką kapłana wykorzystują różne sytuacje i czują się bezkarni. Dla wielu osób ta instytucja uważana jest za świętą i może się rządzić innymi prawami.

Film jest strasznie bolesny, bo pokazuje zwykłych, normalnych ludzi, którzy ze swoimi przywarami zostali kapłanami. Natomiast te przywary nie zniknęły. Wojtek Smarzowski pokazał, że coś takiego istnieje, ale czy uda się to wykorzenić i wyplenić? To już zależy od Kościoła.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...