Mówią o nim "adwokat diabła". Broni księży pedofilów i... ich ofiar

Mecenas Michał Kelm często reprezentuje Kościół w sprawach o pedofilię. Przekonuje, że broni też ofiar.
Mecenas Michał Kelm często reprezentuje Kościół w sprawach o pedofilię. Przekonuje, że broni też ofiar. Fot. Dariusz Górajski / Agencja Gazata
Jego kancelaria znajduje się w podwrocławskiej Oławie, ale reprezentuje Kościół w różnych częściach Polski, często w procesach księży pedofilów. Dziennikarze okrzyknęli Michała Kelma "mecenasem Kościoła", a ofiary nazywają go "adwokatem diabła". – Nie przeszedłem na żadną ze stron. Obowiązkiem adwokata jest bronić tych, którzy do nas przychodzą, niezależnie od tego, czy oni popełnili takie czy inne zbrodnie – broni się mecenas Kelm.

2015 rok. Ksiądz z Legionowa zostaje skazany. Sąd Apelacyjny orzeka, że zmuszał nieletnie dziewczęta do seksu, zgwałcił 14-latkę, a jedną z poszkodowanych nakłaniał do aborcji. Już rok wcześniej Sąd Okręgowy Warszawa-Praga wysłał wikarego na 10 lat więzienia.

Wtedy Michał Kelm, adwokat księdza, próbował dowieść, że gwałtu na nastolatce wcale nie było. A to dlatego, że nie ustalono, iż dziewczyna się broniła. Ale i jemu nie udało się wybronić księdza. Duchowny na dziesięć lat wylądował w celi.

– Broniłem księdza pedofila i – w obecności sądu – ofiarom a także świadkom: młodym osobom, które potrzebowały pomocy psychologicznej z tego względu, że były w orbicie tej sprawy – rozdawałem wizytówki, gdzie był numer telefonu do opłaconego przez Kościół psychologa, do którego ci mogli się zwrócić – tłumaczy się mecenas Kelm.

mec Michał Kelm adwokat "diabła" potrafi reprezentować ofiary przed stroną kościelną, by za chwilę stać po drugiej...

Opublikowany przez Fundacja "Nie lękajcie się" Środa, 3 czerwca 2015
Zaraz po tym, gdy w mediach pojawia się informacja o tym wyroku, na facebookowym koncie fundacji "Nie lękajcie się", która pomaga ofiarom księży pedofilów, pojawia się mocny wpis o mecenasie Michale Kelmie. "Adwokat diabła" potrafi reprezentować ofiary przed stroną kościelną, by za chwilę stać po drugiej stronie. To co powiedział w obronie sprawcy, uwłacza godności i obraża ofiary księży pedofilów" – wytknięto mu.

Broni ofiar

Siedem lat wcześniej mecenas Kelm, znany m.in. jako pierwszy obrońca Tomasza Komendy, stoi po drugiej stronie – broni ofiar duchownych. W 2008 roku po publikacji tekstu "Gazety Wyborczej" (pt. "Grzech ukryty w Kościele") w kurii szczecińskiej wybucha głośna afera.

Pojawiają się podejrzenia, że ksiądz Andrzej, kierujący schroniskiem im. Brata Alberta w Szczecinie, w latach 90. wykorzystywał swoich podopiecznych – wychowanków ośrodka dla trudnej młodzieży. Jak później pisali Marcin Kącki i Marcin Wójcik w "GW", Kelm sam zadzwonił wtedy do kilku mężczyzn, których miał w przeszłości molestować duchowny.


I złożył im pewną propozycję. Chciał ich reprezentować przed szczecińskim sądem, choć jego kancelaria mieści się w podwrocławskiej Oławie. Nie unikał mediów i zarzekał się w rozmowie z Jerzym Haszczyńskim, że warunkiem przyjęcia pełnomocnictwa było przyrzeczenie, że żaden z mężczyzn nie będzie domagał się roszczeń finansowych ani od kurii szczecińskiej, ani od księdza Andrzeja. I dostaje na to ich zgodę.

Wielu zachodzi w głowę, dlaczego to zrobił. Sam mecenas Kelm twierdził, że chodziło o to, by każdy miał jasność, co do intencji jego klientów. Ze względu na brak dowodów i przedawnienie, prokuratura umarza śledztwo. Kilka lat później okazuje się, że jeden z mężczyzn, który walczył w procesie cywilnym, a którego także reprezentował Kelm, przegrywa.

Spec od tematu pedofilii

Kilka lat później Kelm na łamach katolickiej prasy kreuje się na obrońcę ofiar księży pedofilów. Często tematem jego tekstów jest ułomność prawa kościelnego. W "Więzi" (2011 rok, "Jak przerwać spiralę grzechu? Prawo kościelne wobec pedofilii duchownych") na przykład wytyka, że prawo kościelne jest tak skonstruowane, że władzę wykonawczą, ustawodawczą i sądowniczą w swoich rękach skupia wyłącznie biskup. Postuluje tu o powołanie urzędu niezależnego prokuratora.
Michał Kelm
na łamach "Więzi" (2011 rok)

"Uniemożliwia to skuteczne ściganie duchownych popełniających przestępstwa, w tym pedofilów. W Kościele brak niezależnego urzędu prokuratora – rzecznika sprawiedliwości powołuje biskup i może go odwołać. Również sędziowie są całkowicie zależni od biskupa".

W "Tygodniku Powszechnym" (publikuje na jego łamach od 2010 do 2016 roku) zauważa, że prawo kanoniczne w znikomy sposób zabezpiecza interesy ofiar seksualnej przemocy księży. Apeluje, by Kościół – przy pomocy przepisów prawa – zaczął dostrzegać i chronić tych, którzy są bezbronni.

Pisze też o cierpieniu ofiar: "Istnieje niebezpieczeństwo, że Kościół popadnie w rutynę, zda się na utworzone mechanizmy naprawczo-zapobiegające, zapomni o skrzywdzonym młodym człowieku. Ból i cierpienie ofiar są niezwykle realne i trwają przez wiele lat. Tym ludziom trzeba towarzyszyć – być świadomym ich cierpienia". ("Tygodnik Powszechny", tekst. pt. "Pamięć o ofiarach pedofilii")

Poza tym mecenas Kelm pojawia się na różnych konferencjach i spotkaniach, które skupione są wokół tematu nieletnich ofiar nadużyć seksualnych ludzi Kościoła. Podczas jednego z nich ("Jak rozumieć i adekwatnie odpowiedzieć na wykorzystanie seksualne małoletnich w Kościele") dzieli się z publicznością bardzo osobistym przeżyciem.

Opowiada, jak podczas spotkania z księdzem oskarżonym o 17 czynów pedofilnych, w jego oczach zobaczył szatana. – Szatan pojawił się, kiedy zacząłem z nim rozmawiać o krzywdzie dzieci – mówił Kelm, cytowany przez Katolicką Agencję Informacyjną.

W 2016 roku mecenas Kelm przestaje pisać i kończy współpracę z "Tygodnikiem Powszechnym".
Mecenas Michał Kelm

Papież Benedykt XVI, a także Franciszek stworzyli w zasadzie kompletny ustrój prawny pozwalający na ściganie tych przestępstw. Potem Konferencja Episkopatu Polski wprowadziła Wytyczne, które nadają szczegółową procedurę w sytuacjach oskarżeń duchownych o czyny przeciwko szóstemu przykazaniu Dekalogu z osobami, które nie ukończyły 18 roku życia. Teraz to instrumentarium jest kompletne. Dlatego nie mam w tym zakresie o czym pisać – mówi nam mecenas Kelm.


Broni oprawców

Z jednej strony Michał Kelm pisze o cierpieniu i broni ofiar księży, ale i występuje w głośnych sprawach o pedofilię księży. Jest ich obrońcą.

W 2016 roku przed sądem rusza sprawa proboszcza z Wojnowic. Krzysztof K. oskarżony jest o molestowanie niedosłyszącej uczennicy z Raciborza. Ksiądz był jej katechetą w Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Niedosłyszących i Słabosłyszących. Do zbliżenia między nimi miało dojść trzy razy.

Dwa lata później okaże się, że sąd skaże duchownego prawomocny wyrokiem na rok i sześć miesięcy więzienia (w zawieszeniu na trzy). Jego obrońcą był Michał Kelm. A rozprawa odbywała się za zamkniętymi drzwiami.

Podobnie jak w przypadku innego duchownego – Pawła K. Ksiądz ze Śląska za pedofilię zostaje skazany na siedem lat więzienia. Szybko będzie ubiegał się o ułaskawienie prezydenta Andrzeja Dudę (wnioskować będzie o to także proboszcz parafii). Jedną z ofiar księdza Pawła jest były ministrant Arek (imię zmienione mu przez dziennikarzy – red.).

21-latek zdecydował się pozwać diecezję bydgoską i archidiecezję wrocławską. Arek domaga się odszkodowania w wysokości 300 tysięcy złotych.

– Twierdzę, że obie instytucje mogły wiedzieć, m.in. na podstawie prowadzonego od 2005 roku przeciwko K. postępowania karnego, oraz skarg rodziców i uwag szkoły-gimnazjum w Bydgoszczy, iż duchowny może molestować dzieci, co – jak się okazało – miało rzeczywiście miejsce – mówi mecenas Janusz Mazur, który reprezentuje Arka.

Na początku obrońcą archidiecezji wrocławskiej był właśnie mecenas Michał Kelm. Obecnie tę instytucję reprezentuje jego żona. – Mecenas Kelm musiał z określonych przyczyn wycofać się z tej sprawy, a to w związku z tym, że działał na dwie, a nawet trzy strony. W imieniu pokrzywdzonego złożyłem na tych państwa skargę do rzecznika odpowiedzialności dyscyplinarnej przy Okręgowej Radzie Adwokackiej we Wrocławiu – mówi nam mecenas Janusz Mazur.

Dlaczego? – Mecenas Kelm mając pełnomocnictwo kurii, dobrze znając sytuację Arka, zadzwonił do niego i zaproponował, że wystąpi w jego imieniu przeciwko księdzu Kani, że będzie się ubiegał o 250 tys. zł odszkodowania. Arek podpisał to upoważnienie, żeby Kelm prowadził jego sprawę, a jednocześnie jeszcze wtedy reprezentował on archidiecezję wrocławską. Przed skierowaniem roszczeń wobec obu instytucji, żona adwokata Kelma była – obok swojego męża – pełnomocnikiem substytucyjnym mojego klienta – opowiada nam mecenas Mazur.

Adwokat Mazur dodaje, że w imieniu archidiecezji wrocławskiej Kelm proponował Arkowi stypendium. – Mecenas Kelm chciał, żeby Arek zrzekł się roszczeń wobec archidiecezji wrocławskiej. Propozycja ugody dotyczyła nie tylko archidiecezji wrocławskiej, adwokat Kelm dopisał do niej w osobnym punkcie, iż dotyczy ona również diecezji bydgoskiej, której pełnomocnictwem nie dysponował – tłumaczy Mazur.

I stwierdza: – Miałem ogromny niesmak, który wynikał z naruszenia przez mecenasa Kelma zasad etyki i godności zawodu adwokata.

Pytam o to mecenasa Kelma: – Wszystko w tej sprawie jest objęte tajemnicą adwokacką i tajemnicą tego postępowania cywilnego, w którym byłem już przesłuchany w charakterze świadka. Jestem zdumiony, że pan mecenas Mazur przekazuje pani takie informacje – stwierdza Michał Kelm. Powtarza, że nie może naruszyć tajemnicy adwokackiej, która jest dla niego swego rodzaju "świętością".

Ostatni adwokat s. Bernadetty

Kiedy siostra Bernadetta, która dawała przyzwolenie na bicie i przemoc seksualną wśród wychowanków ośrodka, wypowiada pełnomocnictwo mecenasowi Edwardowi Baranieckiemu, zaczyna ją reprezentować adwokat Michał Kelm. – Rzeczywiście siostra Bernadetta poprosiła, bym ją reprezentował – przyznaje w rozmowie z dziennikarzami w maju 2014 roku.

Ale trwa to niewiele ponad miesiąc, bo skazana na dwa lata więzienia zakonnica pod koniec lipca tego roku "ze szczerego serca przeprasza" i wycofuje wniosek o odroczenie kary. A więc Kelm przekazuje dziennikarzom, że przestaje być jego klientką. – Byłem tym obrońcą siostry Bernadetty, który cofnął zażalenie, które pisał jej poprzedni obrońca. To ja ją nakłoniłem, aby rozpoczęła odbywanie kary – zaznacza mecenas Kelm.

Z adwokatem Przemysławem Rosatim mecenas Michał Kelm spotkał się właśnie przy okazji sprawy siostry Bernadetty. – Nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń do pana mecenasa Kelma przy okazji tej współpracy – zapewnia adwokat Przemysław Rosati.

– W kontekście mecenasa Kelma słyszałem o rzeczach, które wywołują pewne wątpliwości zgodności chociażby z zasadami etyki. Natomiast ja go spotkałem, poznałem, prowadzimy wspólnie kilka procesów po przeciwnych stronach i w tym zakresie nie mam żadnych zastrzeżeń – mówi nam mecenas Jacek Głuchowski, który reprezentuje m.in. ofiary fundacji "Nie lękajcie się".

Media przypięły mi łatkę

Mecenas Kelm nie zgadza się ze stwierdzeniem, że stanął po drugiej stronie barykady i broni wyłącznie oprawców – księży pedofilów. Uważa, że to media przypięły mu łatkę "adwokata diabła" i informują wyłącznie o głośnych sprawach, w których reprezentuje duchownych. A ten nie tylko w takich występuje.

– Tylko w tych sprawach, gdzie reprezentuję ofiary, nie robię medialnego zamieszania – dodaje Kelm. Jego zdaniem te statystyki są wyrównane. – W sprawach karnych to jest 1:1, czyli prowadzę tyle samo postępowań, w których bronię duchownych i reprezentuję ofiary jako oskarżyciel posiłkowy – przekonuje mecenas Kelm.

Na dowód chwilę później w SMS-ie pisze: "W tej chwili wygląda tak, że w postępowaniu karnym mam dwie sprawy, gdzie jestem obrońcą duchownego (oskarżonego o czyn z art. 200 KK) i dwie sprawy, gdzie jestem oskarżycielem posiłkowym i reprezentuję ofiarę".

Szczegółów zdradzać nie chce. I na przykładzie tłumaczy mi istotę swojej pracy. – Nie przeszedłem na żadną ze stron. Obowiązkiem adwokata jest bronić tych, którzy do nas przychodzą, niezależnie od tego, czy oni popełnili takie, czy inne zbrodnie. Jeśli przyszedłby do mnie lekarz oskarżony o to, że doprowadził do aborcji, której ja nie akceptuję, to mu powiem: "Panie doktorze, jestem przeciwnikiem aborcji, ale będę pana bronił najrzetelniej jak potrafię".

– To samo powie pan księdzu pedofilowi? – pytam.

– To samo każdy adwokat powinien powiedzieć każdemu, kto zwraca się do nas po pomoc prawną. Fakt, że jesteśmy obrońcami osób, które mogły się dopuścić czynów przestępczych nie oznacza przecież, że akceptujemy ich postępowanie. Obowiązkiem adwokata jest rzetelnie pracować dla osoby, którą reprezentuje. Jakby pani popytała moich klientów, którzy są ofiarami pedofilów, niezależnie od tego, kto jest sprawcą – to oni pani powiedzą, że bardziej zdeterminowanego człowieka, który chciał doprowadzić do ukarania pedofila, nie spotkali.

– Zależnie od strony, po której pan stoi, walczy pan jak lew?

– To jest istotą naszego zawodu.

– To proszę o wskazanie sprawy, kiedy występował pan po stronie ofiary księdza.

– Na pewno pani takich spraw nie wskażę, ponieważ nie mam na to zgody samych pokrzywdzonych i również nie mam w zwyczaju nagłaśniania swojej działalności zawodowej. Ale jak wcześniej mówiłem, prowadzę ich teraz kilka.

***
Do czasu publikacji tekstu nie otrzymaliśmy odpowiedzi z Okręgowej Rady Adwokackiej we Wrocławiu. A chcieliśmy dowiedzieć się, czy do tej instytucji wpłynęły jakieś skargi na adwokata Michała Kelm, a jeśli tak, to czego one dotyczyły.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...