"Szkoła" to bardziej dokument niż czysta fikcja. "Tematy kupuję w sklepie spożywczym"

"Szkoła" to paradokumentalny serial inspirowany prawdziwymi wydarzeniami
"Szkoła" to paradokumentalny serial inspirowany prawdziwymi wydarzeniami Fot. Materiały prasowe / TVN
"Szkoła" to cieszący się niesłabnącą popularnością serial paradokumentalny. Perypetie uczniów z produkcji TVN są niekiedy bliskie nam lub naszym pociechom, ale bardzo często wydają się wyjęte z odległego kosmosu. Choć szkoła i bohaterowie są fikcyjni, to jednak ich problemy już nie do końca. – Historie pojawiające się w serialu mają odbicie w rzeczywistości – mówi naTemat scenarzystka Hanna Niemiec.

Niemal nie ma tygodnia, by w aktualnie najpopularniejszych filmikach na YouTube nie było fragmentu ze "Szkoły". Serial we wrześniu powrócił z 9. sezonem. Z główną scenarzystką, Hanną Niemiec, rozmawiam o tym ile w serialu jest prawdy, skąd się biorą pomysły na odcinki i co myśli o dzisiejszej młodzieży.
Do szkoły chodziłem dawno temu, ale trochę inaczej ją zapamiętałem. Aż tak się zmieniła?

I tak, i nie. Niektórzy zapominają, że "Szkoła" jest paradokumentem. Przedstawiamy w nim sytuacje, które obserwujemy u naszych dzieci, dzieci znajomych czy dowiadujemy się nauczycieli. Historie pojawiające się w serialu mają odbicie w rzeczywistości.

Widzowie, którzy się oburzają, że w szkołach nie ma takiego nagromadzenia złych, strasznych rzeczy, możliwe, że nie chcą widzieć co się naprawdę dzieje, a po drugie: jako telewizja musimy zaciekawić widza, więc przedstawiamy wydarzenia, które w normalnej szkole nie przytrafiają się tak często.

W prawdziwej szkole zapewne przez wiele dni życie toczy się leniwie, a tylko od czasu do czasu trafia się coś wstrząsającego, ważnego, coś, co wzbudza dyskusje. Jasne jest, że w serialu w każdym odcinku musimy coś takiego pokazać.Widzowie mają swoje ulubione "akcje", wśród nich jest m. in. historia dziewczyny, która przykleiła sobie uszy klejem modelarskim, rytuał picia krwi miesiączkowej, uczniowie ćpający cukier i wiele innych. Mam rozumieć, że wszystkie, nawet najbardziej absurdalne historie, mają podparcie w faktach?

Trudne historie i problemy przewijają się u nas przez cały czas i naprawdę ma to dużo wspólnego z rzeczywistością. Oczywiście nie przenosimy sytuacji 1:1. Sytuacje o których słyszymy, czytamy, widzimy, inspirują nas do tego, żeby stworzyć ciekawy odcinek serialu.
Ostatnio to właśnie produkcje, w których skumulowano kontrowersyjne anegdoty i historie z życia danej grupy społecznej jak "Kler" czy "Botoks" są bardzo lubiane przez polskich widzów. Ze "Szkołą" jest podobnie. Dlaczego tak bardzo nas to fascynuje? Zdajemy sobie sprawę, że jest to przerysowane i czasem naciągane, ale i tak chcemy tego więcej.


Nasz serial rzeczywiście cieszy się dużą liczbą widzów, inaczej nie produkowalibyśmy go już piąty rok. A przyczyny tego są różne. Niektórzy młodzi widzowie oglądają serial, mówiąc ich językiem, "dla beki". I to jest w porządku. Rodzice mogą zastanowić się, co się w szkole ich dziecka naprawdę dzieje.

Serial jest często przyczynkiem do rozmowy z pociechą: "Czy u was też tak jest?", "Jak byś zareagował, gdybyś słyszał o czymś takim?". Mamy potwierdzenie, że ta produkcja spełnia taką rolę. Pozostali oglądają to, by się po prostu rozerwać.

Z drugiej strony wiele osób krytykuje serial za wypaczanie wizerunku szkoły i uczniów. Widzowie uważają, że może sprowadzać na złą drogę, albo młodzi nie będą się starać kontrolować, bo inni i tak są gorsi. Były nawet skargi do KRRiT...

Uważam, że nie uda nam się wychować młodego pokolenia jeśli będziemy przymykać oczy na zło, udawać, że tego nie ma i lukrować rzeczywistość. Tak się nie rozwiąże problemu. Zdaniem twórców serialu, w tym również moim, trzeba je nazywać, pokazać i wytłumaczyć jak wyjść z takiej sytuacji. To jest niezwykle ważne.

Zauważmy, że w każdym odcinku bardzo dbamy o to, żeby osoba, która popełniła błąd, zrozumiała go albo poniosła karę, a pozostali uczniowie wiedzieli gdzie i dlaczego, ktoś zawinił. Staramy się, by każda historia miała morał.
Kiedy czytamy lub widzimy takie bulwersujące sytuacje, to mówimy "Ach ta dzisiejsza młodzież!". A ja uważam, że młodzież zawsze jest taka sama, tylko różni się okolicznościami, możliwościami, metodami czy środkami wyrazu. Nie ma podziału na to, że kiedyś była lepsza, a teraz jest gorsza. Zawsze było tak, że np. niektórzy nastolatkowie znęcają się nad innymi, a niektórzy przesadzają z używkami. Jak pani to widzi porównując swoje młode laty, do obecnej sytuacji w szkołach?

Zgadzam się z panem w stu procentach. Z drugiej strony starsze pokolenie ma swoje prawa i pewnie zawsze będzie mówić "Ach ta dzisiejsza młodzież!". Nawet ci co teraz są młodzi za 20-30 lat będą na młodzież narzekać.

Problemy się nie zmieniły. Zawsze uczniowie spotykali się z hejtem, brakiem tolerancji na odmienność, kiedy chodziłam do szkoły, to już wtedy było głośno o narkotykach. Jedyna rzecz jaka się zmieniła w ciągu ostatnich lat, to internet. Wpłynął na sposób komunikowania się i postrzegania świata.

Duża część problemów przeniosła się właśnie do sieci, a że ta ma większy zasięg niż szkolne korytarze, to czasami to mocniej boli. Młodzi nie zmieniają się również wewnętrznie - wciąż potrzebują ideałów, prawdy, dobra, wyczuwają fałsz, potępiają zdradę.

W zespole scenarzystów jestem najstarsza - mam 45 lat. Łącznie nad serialem pracuje ośmioro scenarzystów, w różnym wieku, najmłodsza scenarzystka ma dwadzieścia kilka lat, więc te problemy jeszcze niedawno były jej bliskie. Część osób z ekipy ma też dzieci w wieku szkolnym, mają więc informacje ze źródła.
To skąd w takim razie bierzecie inspiracje, jak wygląda zbieranie materiału - czytacie lokalne gazety, chodzicie do szkół, pytacie o ciekawe anegdoty?

Odpowiadając żartem: tematy kupuję w sklepie spożywczym. A tak zupełnie serio, to pomysły się biorą zewsząd. Są zasłyszane w rozmowach na ulicy, w tramwaju, od dzieci znajomych. Również nauczyciele dostarczają nam historii, podobnie jak internauci, którzy opisują zdarzenia w komentarzach. Czasem też odcinek rodzi się z odcinka - dany problem nas tak zaintrygował, że go kontynuujemy.

Która historia najbardziej utkwiła pani w pamięci i nie mogła pani uwierzyć, że coś takiego miało miejsce?

Wszystkie te opowieści wydają mi się ważne i bulwersujące. Z początku dziwiło mnie to, jak nasi aktorzy poważnie do tego podchodzą. Z jednej strony bardzo dobrze wchodzą w role, a z drugiej strony bardzo to przeżywają i komentują. Niektórych ról nie chcą grać, by nie spotkać się z nienawiścią w środowisku. Oczywiście idziemy im wtedy na rękę, to szukamy innej osoby lub modyfikujemy najtrudniejsze momenty.

Czy takie dość trudne i kontrowersyjne role odciskają się na ich psychice?

Nie chcemy zrobić krzywdy dzieciom i cały czas o tym myślimy. Pracujemy we współpracy z nauczycielami, psychologami, ale i rodzicami. Gdy ktoś zgłasza problem, to zawsze go respektujemy. Również te zwykłe, życiowe sprawy jak klasówki czy wyjazdy. Niektórzy odmawiają ról zakochanych, jeśli sami mają sympatię - nie chcą by ukochana osoba była zazdrosna.
Nie wszyscy w serialu ogrywają pozytywne postacie. Czy ktoś z młodych aktorów miał problemy z innymi uczniami w szkole, z kogoś się śmiano za rolę w serialu, ktoś zrezygnował?

Nie przypominam sobie, by ktoś zrezygnował z powodu hejtu czy krytyki. Rezygnacja jest związana z nadmiarem nauki, innymi obowiązkami, które szkoła czy rodzice na nich nakładają, a także z powodu... nudy. To są młodzi ludzie i zabawa, która z początku była pasjonująca - przestaje taką być.

Kiedy oglądam filmy czy seriale o młodzieży, nie tylko "Szkołę", ale np. "Trzynaście powodów", to cieszę się, że mam to już za sobą, bo nie wiem czy bym się odnalazł w takich realiach. Głupi, hejtujący komentarz nieraz wyprowadza z równowagi, a co dopiero, gdybym był obiektem nastoletniej "dramy" w social media. A jak jest z panią?

Trudno powiedzieć, ale mam nadzieję, że bym sobie poradziła (śmiech). Rzeczywiście, świat wygląda zupełnie inaczej. Uczniowie mają trudniej pod tym względem.

Portale i aplikacje społecznościowe to codzienność nastolatków. Myśli pani, że przyszłe sezony "Szkoły" będą toczyć się w wirtualu?

Tego się nie da oddzielić, bo realne dramaty człowiek przeżywa w sobie, w rzeczywistości. Źródło tych dramatów często jednak rodzi się w rzeczywistości wirtualnej.
A jak pani osobiście ocenia współczesną młodzież, którą portretujecie? Jej wizerunek jest dość specyficzny.

My, dorośli, zapomnieliśmy chyba, jacy byliśmy. Nastolatkowie są bezkompromisowi i mają do tego prawo. Ja lubię młodzież i nie narzekałabym. Hasło "Ach ta dzisiejsza młodzież" mówiłabym raczej w żartobliwym tonie.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...