Na Telefon Zaufania dzwoniły roztrzęsione dzieci. Serial "Trzynaście powodów" przyniósł tyle szkód

Serial "Trzynaście powodów" to jedna ze sztandarowych produkcji Netflixa
Serial "Trzynaście powodów" to jedna ze sztandarowych produkcji Netflixa Fot. Netflix
"Trzynaście powodów" to jeden z najpopularniejszych seriali na platformie Netflixa. Podejmuje trudny temat samobójstwa, w niezwykle atrakcyjny sposób. I z tego powodu, wraz z premierą zadziałał tak zwany efekt Wertera: dzieciaki próbowały lub odbierały sobie życie zainspirowane wydarzeniami z serialu. Również w Polsce na Telefon Zaufania dzwoniły przerażone nastolatki, bo doświadczały podobnych sytuacji, co bohaterowie amerykańskiej produkcji dla młodzieży. Tymczasem już 18 maja na Netflixa trafi drugi sezon kontrowersyjnego serialu.

"Myślę, że w tym serialu jest pewna doza podobieństwa do tego, co działo się z moją córką" – mówi matka 13-letniej Lily Mae, która powiesiła się we własnym domu. W szkole nazywali ją "dziwką", "bawiła się w samobójstwo" i oczywiście oglądała "Trzynaście powodów".

John Herndon miał żal do Netflixa po samobójczej śmierci jego 15-letniej córki. Próbował wymusić na producentach rezygnację z serialu po tym, jak odkrył, że jego pociecha obejrzała cały sezon za jednym zamachem. "Selena Gomez i Netflix muszą zrozumieć, że (...) niektórzy ludzie walczący z depresją mogą obejrzeć ("13 powodów" - red.) w nieodpowiednim momencie" – mówił zrozpaczony ojciec.

W odpowiedzi powstała... strona kryzysowa. "Serial otrzymał kategorię MA (dla dojrzałych widzów), ponieważ porusza takie tematy jak depresja, napaść seksualna czy samobójstwo. Jeśli obecnie przeżywasz trudne chwile, ten serial może nie być dla Ciebie najlepszym wyborem. Możesz też poprosić, by w jego oglądaniu towarzyszyła Ci zaufana osoba dorosła" – czytamy. Ostrzeżenie może mieć jednak zupełnie odwrotny efekt.
Dlaczego "Trzynaście powodów" szkodzi?
W zeszłym roku Polskie Towarzystwo Suicydologiczne i inne organizacje zajmujące się profilaktyką samobójstw napisały oświadczenie przestrzegające przed produkcją Netflixa. "Potencjalna szkodliwość serialu jest związana z ryzykiem identyfikacji młodych osób będących w kryzysie lub cierpiących na zaburzenia psychiczne z bohaterką serialu i naśladowaniem jej zachowania samobójczego, czyli tzw. efektem Wertera. Portretując problemy młodych osób, twórcy serialu nie przestrzegają zaleceń specjalistów dotyczących odpowiedzialnych sposobów przedstawienia samobójstw w mediach" – czytamy w oświadczeniu.

Nie zaleca się:
– szczegółowego opisywania/przedstawiania sposobu popełnienia samobójstwa,
-­ gloryfikowania samobójstwa,
-­ sugerowania, że samobójstwo jest zrozumiałym sposobem poradzenia sobie z traumatycznymi wydarzeniami (np. mobbing, gwałt).

Traumatyczne wydarzenia piętnują, przynoszą ogromne cierpienie i rozpacz, poczucie beznadziejności i inne trudne emocje, o których można i trzeba rozmawiać, i z którymi można sobie poradzić bez uciekanie się do działań autodestruktywnych.
Czytaj więcej

Losy bohaterów "Trzynastu powodów" były w 2007 roku opisane na kartach książki o tym samym tytule, jednak dopiero ekranizacja rozsławiła całą historię. Czy to właściwa treść dla odbiorców, do których jest skierowana?


– Bohaterowie i ich zachowania były szeroko komentowane przez widzów. W wielu przypadkach możemy zaobserwować niezrozumienie tego, co się dzieje w głowie osoby, która myśli o odebraniu sobie życia. Jest wiele hejterskich postów o tym, że główna bohaterka to "idiotka", "nie radzi sobie, więc nie ma dla niej miejsca", "dobrze zrobiła, że się zabiła, bo słabi ludzie nie powinni żyć" – tłumaczy Lucyna Kicińska, koordynatorka Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży (116 111), który jest podany na stronie 13reasonswhy.info. 116 111 to program prowadzony przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę.
U wielu osób serial nie wzbudza empatii, a raczej chęć zaatakowania i oceny. – Komentarze to dowód na to, że serial nie osiągnął efektów, o których Netflix, w ogniu krytyki, zaczął mówić. Wcale nie pokazał, z czym boryka się osoba, która ma myśli samobójcze. Jeśli jest taki odbiór, to znaczy, że temat jest niewłaściwie podany i zaadresowany – tłumaczy koordynatorka.

Według niej pierwszy sezon można było skończyć tym, że ktoś w końcu pomaga bohaterce. Miałoby to lepszy efekt edukacyjny (przeciwny do Wertera - Papageno), jak i fabularny - możemy sobie poradzić z każdym problemem, a ulga, satysfakcja, czy nawet zemsta są przecież możliwe tylko wtedy, gdy nie jesteśmy martwi.
Lucyna Kicińska
Koordynatorka Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży

"W "Trzynastu powodach" jest negatywne przesłanie mówiące o tym, że nasze samobójstwo ma moc sprawczą, a po śmierci w pewien sposób towarzyszymy naszym bliskim. Możemy im zadawać ból, cierpienie, mieć poczucie satysfakcji i coś ludziom udowadniać. Tak się nie dzieje - po śmierci nic nie ma. Nie możemy poczuć satysfakcji i wpłynąć na przebieg wydarzeń, nie możemy nic zrobić ludziom, którzy nas skrzywdzili.

Często osoby, które są w kryzysie presuicydalnym mają rodzaj zniekształcenia poznawczego i myślą sobie, że jak się zabiję, to oni wtedy zrozumieją, zapłaczą nad moim grobem, będzie im głupio. Co z tego, że im będzie głupio, jak ja już nie żyję?".

"Trzynaście powodów" przełamało w pewien sposób temat tabu
W naszym kraju nie ma udokumentowanego samobójstwa po obejrzeniu serialu, ale wiele osób dzwoniło na telefon 116 111 właśnie pod jego wpływem. – Dzwoniły do nas osoby nie w ostrym kryzysie presuicydalnym, ale borykające się z problemami przedstawionymi w poszczególnych odcinkach. Zwróciły się do nas po pomoc po komentarzach znajomych i w internecie. Kiedy zobaczyły, jakie są reakcje na dany odcinek, to dzwoniły z ogromnym przerażeniem - jeśli ujawnią swój problem, to z czymś takim również się spotkają – mówi Lucyna Kicińska, koordynatorka Telefonu Zaufania.

Nie można jednak totalnie obrzucać błotem "Trzynastu powodów". Dzięki niemu zaczęliśmy rozmawiać o problemie samobójstw, pojawiły się materiały edukacyjne ze scenariuszami zajęć, specjaliści wypowiadają się w mediach, a niektóre dzieciaki zaczęły się troszczyć o koleżanki i kolegów.
Lucyna Kicińska

"Dzwoniły również osoby, które po obejrzeniu serialu, zaczęły bać się o swoich przyjaciół. Patrząc na bohaterkę, na to jak funkcjonuje i przeżywa różne rzeczy, zastanawiali się, czy ich znajomi nie mają podobnych problemów. Otoczenie stało się bardziej czujne. Bardziej wrażliwe dzieci wyłowiły z tego serialu to, co jest pozytywne: warto zwracać na drugą osobę bez względu na to, czy ja bym się tak poczuł lub poczułbym się inaczej. Niestety, o inteligencję emocjonalną jest teraz trudno – nie tylko wśród dzieci, ale również dorosłych".

– Wierzymy, ze po rozmowach z nami udzieliły pomocy znajomym lub poradziły im by się do nas zgłosić – dodaje koordynatorka.
Telefon zaufania ciągle dzwoni
Kontakty dzieci z Telefonem 116 111 związane z "Trzynastoma powodami" to kropla w morzu tragedii. – Dziennie dzwoni do nas średnio 8 osób z myślami i próbami samobójczymi. Wszystkich rozmów w 2017 roku było ponad 82 tysiące. Odpowiedzieliśmy też na 7 tysięcy wiadomości online. To te, które odebraliśmy, bo prób połączeń jest więcej, niż naszej możliwości pomocy. W tym roku Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę rozszerzyła zakres pomocy Telefonu 116 111 dzięki współpracy z Fundacją Ludzki Gest Jakuba Błaszczykowskiego, Kulczyk Fundation, Fundacją Benefit Systems, partnera technologicznego Orange Polska oraz wsparciu darczyńców indywidualnych i biznesowych. Dzięki temu jesteśmy dostępni codziennie, od 12:00 w południe - do 2:00 w nocy – zapewnia Lucyna Kicińska.

O tym, jak ważne było rozszerzenie dostępności numeru 116 111 świadczą statystyki – tylko w lutym każdego dnia pomagali dziennie średnio 14 osobom, które chciały odebrać sobie życie. W pierwszych czterech miesiącach tego roku konsultanci 116111 odebrali 36 tysięcy połączeń i odpowiedzieli na 3 tysiące wiadomości przesłanych przez www.116111.pl/napisz. Ujawnia to skalę zjawiska i ogrom problemu. Dzieci są strasznie samotne, a rodzice, kiedy się dowiadują o problemach, albo je odrzucają mówiąc "nie mazgaj się", "weź się w garść", albo skupiają się na sobie "gdzie popełniłam błąd". – Dziecko dzwoni do nas i prosi, by nikt się nie dowiedział, że się samookalecza, bo mama potem płacze – mówi koordynatorka.

Na Telefon Zaufania mogą dzwonić dzieci i nastolatki, bez względu na kłopoty, z jakimi się borykają. – Pierwsze co robimy, to dajemy wsparcie emocjonalne. Umożliwiamy opowiedzenie o wszystkich trudnościach i staramy się je zracjonalizować. Często mówimy dzieciom, że to co czują i myślą jest naturalne. Zachęcamy do wspólnego szukania rozwiązań. Nie ma u nas gotowych rad - każda rozmowa i każde znalezione wspólnie rozwiązanie są indywidualne. Poszerzamy perspektywę widzianego problemu przez rozmowę, pytamy: czego oczekuje, jak chciałoby zmienić sytuację. Pomagamy odnaleźć pozytywnych dorosłych, którym dziecko może ujawnić swoje problemy, zrozumie je i otoczą pomocą – wylicza.
Lustyna Kicińska
Koordynatorka Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży

"Dzwonią do nas też osoby, które są w trakcie popełniania samobójstwa. Telefonują do nas nie dlatego, że boją się umierać, ale dlatego, że boją się być same. Mówią, że chcą byśmy im towarzyszyli, zajęli uwagę tuż "przed". W takiej sytuacji podejmujemy interwencję w celu ochrony życia.

Jeśli obok jest osoba dorosła, bo dziecko jest np. w domu, to staramy się o to, by podeszła do telefonu i tłumaczymy co się dzieje z dzieckiem. To nie są łatwe rozmowy. Rodzice zapewniają, że dziecko przesadza. A nam dziecko mówi, że ma napisane listy samobójcze, wszystko zaplanowało, nie dożyje do rana. Rodzicowi jest trudno uwierzyć, że dziecko naprawdę nie chce żyć, ponieważ ono przez lata ukrywało problemy przed otoczeniem".

Jeśli w pobliżu nie ma nikogo do pomocy - wtedy fundacja podejmuje interwencję we współpracy z policją, a na miejsce jest wysyłane pogotowie. – Przez 9 lat podjęliśmy ponad tysiąc interwencji i każda zakończyła się sukcesem – mówi Kicińska. W tym roku, przez pierwsze cztery miesiące było już 120 interwencji w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia życia. Przez cały 2017 rok było ich 183. Ta potrzeba od lat rośnie. Fundacja obawia się, że w tym roku przekroczona zostanie liczba 300 interwencji.

36 tysięcy odebranych telefonów 3 tysiące wiadomości online 120 interwencji w sytuacji bezpośredniego zagrożenia...

Opublikowany przez 116 111 Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 12 maja 2018
2. sezon "Trzynastu powodów" - czy warto oglądać? Tak, ale z głową
Na mnie osobiście serial zrobił ogromne wrażenie. Nie tylko ze względu na ciekawą, wciągającą konstrukcję, ale przedstawione problemy nastolatków, które dotyczą też świata dorosłych. Kłamstwo przekazywane z ust do ust, przeradza się w niszczącą życie "prawdę absolutną", molestowanie seksualne to nie tylko gwałt, o czym możemy poczytać w opowieściach dziewczyn w ramach akcji #MeeToo, człowiek dokonuje nielogicznych wyborów lub nie robi nic, sparaliżowany strachem, a ludzie potrafią być okrutni i bezwzględni. Proza życia.

Zarzuty, że bohaterowie postępują głupio, muszą pochodzić od ludzi, którzy dawno nie wyszli z piwnicy, bo serialowe perypetie to chleb powszedni również w polskich szkołach: w 2015 roku 14-letni Dominik zabił się, bo koledzy nazywali go "pedziem", w 2017 17-letnia Nikola odebrała sobie życie przez filmik z imprezy, który trafił do sieci. Tych i wielu innych śmierci z pewnością można było uniknąć.

"W ubiegłym roku życie chciało sobie odebrać 11 139 osób, o 13 proc. więcej niż w 2016 r. Najbardziej liczba ta wzrosła w grupie do 18. roku życia" – podaje forsal.pl. Z drugiej strony w Polsce samobójstwo i próby samobójcze to wciąż temat tabu i trzeba o nim umiejętnie mówić. W popkulturze i mediach od zawsze funkcjonuje przekaz, że to często jedyne rozwiązanie. Nazwa "efekt Wertera" jest nieprzypadkowa i wzięła się przecież z literatury. Nie może być jednak tak, że rodzic ogląda "Trzynaście powodów" z pociechą i krytykuje zachowania bohaterów, bo wtedy nastolatek będzie bał się zwierzać z własnych kłopotów. A to właśnie dorośli głównie obsmarowują serial w sieci. Jeśli rodzic sobie nie radzi z tą tematyką, musi poprosić o pomoc specjalistów, bo potem odbija się to na innych.
"Porażka świata dorosłych"
Musimy być szalenie uważni na drugiego człowieka. Dzieci mają ogromne poczucie osamotnienia oraz braku znaczenia i już nie trzeba wyjaśniać dlaczego. – Bardzo dużo prowadzonych rozmów, nie tylko o zdrowiu psychicznym, ale i np. o niesprawiedliwym traktowaniu w szkole przez nauczyciela, kończy się tym, że dziecko stwierdza, że porozmawia z mamą. Po chwili jednak wycofuje się z tego pomysłu, przyznaje, że to nie pomoże, mówi, że mamy nie interesują jego lub jej problemy. Pytamy, czy kiedyś tak się wydarzyło, że mama nie pomogła, czy powiedziała, że ją nie interesuje to, co się u naszego rozmówcy dzieje. I słyszymy "Nie, ale też nigdy nie powiedziała, że ją to interesuje”– opowiada koordynatorka Telefonu Zaufania. Pomiędzy dziećmi a ich opiekunami istnieje "mur", o tyle trudny do zauważenia, bo przezroczysty.
Lucyna Kicińska
Koordynatorka Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży

"Rodzicom wydaje się, że to oczywiste, że dziecko może się do nich udać po pomoc, że dziecko wie, że jest dla nich ważne. Kiedy pytałam na seminariach i spotkaniach: czy w ostatnim miesiącu, półroczu powiedzieliście swojemu dziecku, że jest ważne, na ogół nikt nie podnosi ręki. Z sali słyszę poirytowane głosy "To przecież oczywiste!". Oczywistym w życiu jest to, co powiemy na głos wielokrotnie, bo nie zawsze wszyscy słuchają, zapatrzeni w swoje smartfony, pochłonięci swoimi sprawami.

Do tego dochodzi niepewność – czy ta osoba mówi serio, czy naprawdę jej zależy, chce mi pomóc, a nie ocenić, czy zbagatelizować. Trzeba do dziecka mówić i upewniać się, czy dziecko dobrze nas zrozumiało. Dobre intencje nie wystarczą. To jest tak jak w powiedzeniu – nimi jest piekło wybrukowane. Piekło samotności, odrzucenia, braku poczucia ważności - tu, na ziemi i na co dzień".

Im młodsze dziecko, tym istnieje większa szansa na podjęcie próby samobójczej pod wpływem impulsu. Jeśli nikt mu nie powiedział i nie nauczył jak rozwiązać problemy, to zostaje mu internet, telewizja. A tam widzi rozwiązanie – czasem mniej dobitne, a czasem bardzo dosłowne, jak samobójstwo Hannah z "Trzynastu powodów". Potem szczęśliwie okazuje się, że wcale nie jest to takie łatwe i bezbolesne jak w serialu. – Mamy telefony od osób, które już miały nie żyć, jednak próba samobójcza nie powiodła się. Kiedy udaje nam się przywrócić ich wiarę w znalezienie pomocy, zdarza się, że dorośli bagatelizują całą sprawę, dziecko przecież się nie zabiło. Nie ma wsparcia, zainteresowania, pomocy specjalisty. Tymczasem dziecko przekroczyło przecież granicę pomiędzy życiem, a śmiercią. Badania pokazują, że kolejna próba odebrania sobie życia, to w wielu przypadkach, kwestia czasu – wyjaśnia.

– Kiedyś zadzwonił do mnie zdenerwowany chłopiec. Przez łzy wyrzucał z siebie przekleństwa i mówił, że się zabije. Udało mi się go uspokoić i kiedy zapytałam co się stało, usłyszałam: "Dostałem pierwszą jedynkę w życiu, ktoś chciał ode mnie ściągać. To nie fair, jak ja to powiem rodzicom?". A rozwiązanie było na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło, że o nie zapytałam. Chłopiec pewnie odpowiedział, że przecież poprawi tę jedynkę, że opanował materiał, że wszystko będzie dobrze. Nawet po latach, kiedy wspominam jego złość, rozczarowanie, wzburzenie i strach, myślę, że gdyby nie wiedział o 116 111, możliwe, że odebrałby sobie życie – tłumaczy Lucyna Kicińska. – To, że w percepcji 8-latka samobójstwo jest rozwiązaniem problemów, to porażka świata dorosłych.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...