Zakynthos to piękna wyspa. Lecz dla rodziny Paluchów pewnie już na zawsze pozostanie synonimem koszmaru.
Zakynthos to piękna wyspa. Lecz dla rodziny Paluchów pewnie już na zawsze pozostanie synonimem koszmaru. Fot. maxpixel.net

Zakynthos to przepiękna grecka wyspa, lecz dla rodziny z Gdańska pobyt na niej okazał się koszmarem. Wszystko dlatego, że basenowa dysza w hotelu zassała ręka dziecka – i to na tyle mocno, że konieczne było rozkuwanie betonu przez strażaków. Co więcej, kiedy zdejmowano rurę z ręki w szpitalu, chłopiec został poraniony piłą. Tymczasem biuro podróży twierdzi, że wypadki się zdarzają i nie zamierza wypłacić zadośćuczynienia.

REKLAMA
Wakacyjną makabrą została dotknięta rodzina z Polski – Łukasz, Joanna i pięcioletni Przemek. Wybrali dziesięciodniowy pobyt all inclusive w hotelu Caretta Island w Kalamaki, położonym tuż nad brzegiem Morza Jońskiego. Skorzystali z oferty biura podróży Grecos, które organizuje wyjazdy do Grecji. Koszt takiego wyjazdu to 8200 złotych.
W rozmowie z "Gazetą Wyborczą" tłumaczyli, że ofertę wybrali przede wszystkim z uwagi na syna. Biuro zapewniało, że hotel jest wyposażony w infrastrukturę basenową dla najmłodszych.
– Ok. godz. 13:00 wypoczywaliśmy w hotelowym kompleksie basenowym. Syn bawił się kilka metrów ode mnie w brodziku głębokim na ok. 40 cm. Nagle usłyszałem potworny krzyk: "Tato, ratuj!". Zobaczyłem, że syn przylega do brzegu brodzika, a jego ręka utknęła w rurze zasysającej pod dużym ciśnieniem wodę z basenu – tłumaczył w rozmowie z dziennikiem pan Łukasz.
Jak relacjonował mężczyzna, pompy basenowe stanęły dopiero po około 20 minutach, a w tym czasie dziecko cały czas krzyczało z bólu. Pan Łukasz podkreśla, że dysza basenu nie była jakkolwiek zabezpieczona. Rodzina podjęła już kroki prawne, ale touroperator nie poczuwa się do odpowiedzialności.
Argumenty biura podróży
A jak więc tłumaczy się firma? – Grecos od początku poczuwa się do odpowiedzialności za zadowolenie każdego swojego klienta, podobnie było w tym przypadku. Nie ponosi jednak odpowiedzialności za wszelkie nieszczęśliwe wypadki, jakie mogą się wydarzyć i na które biuro podróży nie miało wpływu i nie mogło im w jakikolwiek sposób przeciwdziałać – powiadomił "Gazetę Wyborczą" rzecznik prasowy Grecos Holiday Adam Górczewski.
– Wypadki po prostu się czasem zdarzają, choć ta sytuacja nie ma precedensu w historii Grecosa. Trudno zrozumieć, dlaczego biuro podróży miałoby ponosić odpowiedzialność za taki nieszczęśliwy i w żaden sposób niezawiniony przez biuro wypadek – dodał.
Grecos stwierdził, że dysponuje dokumentacją hotelu, która ma potwierdzać, że dysza basenu została zabezpieczona we właściwy sposób i baseny posiadają niezbędne atesty bezpieczeństwa.
Polecamy artykuł dziennikarki naTemat Katarzyny Zuchowicz o tym, jak Polacy spędzają wakacje za granicą. Autorka obala w nim krzywdzące stereotypy.