
Grzegorz Schetyna zdecydowanie zaprzecza, jakoby istniały jakieś seks taśmy z jego udziałem. O tym, że istnieją jakieś nagrania, które miałyby kompromitować szefa PO oraz kandydata Koalicji Obywatelskiej na prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, pisał skazany w aferze taśmowej Marek Falenta. "Nie ma takiej taśmy" – stwierdza kategorycznie Schetyna.
REKLAMA
Piątkowe wpisy Marka Falenty na Twitterze wywołały niemałe poruszenie. W reakcji na ujawnienie "taśm Morawieckiego", skazany na 2,5 roku w aferze taśmowej z 2014 r. biznesmen zasugerował, że najciekawsze dopiero przed nami.
"Słyszałem, że jest dobra sex taśma z Western City w Karpaczu z kowbojami Trzaskowskim i Schetyną w roli głównej. Onet.pl, może tą puścicie? Podobno słaba jakość bo wszędzie biały pył się unosił..." – napisał Falenta.
Do tych sugestii odniósł się szef Platformy Obywatelskiej, odpowiadając w Bydgoszczy na pytania dziennikarzy.
– Wpisy Falenty są absurdalne, tak jak wiele rzeczy, o których mówił i pisał Falenta. To raczej nerwowa obrona przed konsekwencjami ujawnienia kompromitujących taśm z premierem Morawieckim. Jest czego słuchać i Polacy wyciągną wnioski z tego, co usłyszeli – stwierdził Grzegorz Schetyna. Użył przy tym komicznego porównania.
Oczywiście, że nie ma takiej taśmy. (...) To (istnienie takiego nagrania – przyp. red.) jest tak samo prawdopodobne jak to, że byłem w Karpaczu na pokazach rodeo z prezesem Kaczyńskim.
Dwa lata temu w jednym z wywiadów Jarosław Kaczyński zdradził, że uwielbia wieczorami oglądać w telewizji rodeo. Później poszedł jeszcze dalej w swoich wyznaniach, przyznając, iż marzy o tym, by na emeryturze zająć się hodowlą byków.
źródło: gazetaprawna.pl