To będzie kolejna "Słowacja"? Nagrywa idiotyczne wyczyny na motocyklu i... kpi z policji w żywe oczy

Ich nagrania to niezły materiał dla policji. Jest jednak jedno ale...
Ich nagrania to niezły materiał dla policji. Jest jednak jedno ale... Zrzut ekranu z YouTube.com / WheelieHolic
W sieci aż roi się od filmów hołdujących szybkiej jeździe. Ich autorzy naoglądali się chyba "Szybkich i wściekłych", bo szaleją samochodami lub motocyklami po ulicach miast. Tak samo jak motocyklista "WheelieHolic", którzy zamieszcza filmy ze swoich rajdów na YouTube. Jak się tłumaczy z łamania przepisów? Powiedzmy, że taką ilością kitu można by uszczelnić wiele okien.

Nie jestem przeciwko szybkiej jeździe. Każdy ma jakieś hobby i jeśli kogoś pasjonuje szybka jazda samochodem czy motocyklem – proszę bardzo, droga wolna. Ale niech to robi na specjalnie do tego przystosowanym torze. W Polsce jest ich kilkanaście: torów wyścigowych, byłych lotnisk do wynajęcia, gdzie zdala od innych uczestników ruchu drogowego można rozwijać swoją pasję.

Natomiast jestem przeciwny regularnym wyścigom na trasach szybkiego ruchu czy ulicach miast. Bo oprócz wielbicieli szybkiej, agresywnej jazdy, są tam także... wszyscy inni. Stąd też moje niedowierzanie, kiedy w sieci natknąłem się na nagranie motocyklisty o nazwie "WheelieHolic". W sumie to nie wiadomo, czy to jego ksywka, czy po prostu nazwa kanału na YouTube. Wiadomo jednak, że robi z prawa i policji idiotów.

Bo o ile nieodpowiedzialnych piratów, którzy jeżdżą po mieście jak szaleni jest sporo, ten jest wyjątkowy z jednego powodu.

Nagrania WheelieHolica to po prostu udokumentowane rajdy ulicami miast i trasami międzymiastowymi. Widać na nich jak motocykliści, w tym osoba nagrywająca wielokrotnie przekraczają dozwolone prędkości, czym autor nagrania chełpi się wielokrotnie pokazując prędkościomierz.
Dziwne tłumaczenie
Na jednym z ostatnich nagrań z 5 września tego roku, zatytułowanym "Ścigamy się z PORSCHE GT3RS w CENTRUM WAWY!" ekipa WheelieHolica udała się do stolicy. Jadą krajową "siódemką" co można stwierdzić po mijanych przez nich miejscowościach. Czy jechali przepisowo? Raczej nie. Tak przynajmniej wynika z nagrania, na którym autor co jakiś czas robił przybliżenie na prędkościomierz.


Tuż przed rogatkami Warszawy motocykliści natrafiają na jadące przed nimi najnowsze Porsche GT3RS. Postanawiają je dogonić, co udaje się dopiero w stolicy. Dalej widać jak jadą ulicami Warszawy. Tożsamość motocyklistów jest nieznana. Tablice rejestracyjne ich motocykli są zamazane. Jest tylko odesłanie na fanpage WheelieHolica.

Ale po co ta cała maskarada i pieczołowite zatajanie personaliów osób na filmie, skoro pod nim widnieje komentarz autora, który wszystko tłumaczy? Twierdzi w nim, że – UWAGA, UWAGA – to film archiwalny, łamane na nim przepisy, m.in. przekraczana prędkość, to wynik "rozstrojenia prędkościomierza", dynamika obrazu to w ogóle złudzenie optyczne, a tak w ogóle, to autor nie zna tych motocyklistów... Bezczelność i robienie idiotów z siebie i wszystkich dookoła? 10/10.
Widzowie tego nie kupili
To albo kpina z inteligencji swoich widzów, albo próba maskowania popełnionych na filmie wykroczeń. Na szczęście internauci wyznają zasadę "bujać to my, ale nie nas". Pod filmem od razu pojawiły się komentarze, które wręcz wyśmiewały jego autora.
Nie trzeba długo szukać nieścisłości. Skoro film jest z 2010 roku, to jakim cudem jest na nim taki model Porsche, którego premiera miała miejsce w lutym... 2018 roku? Wiemy, bo nim jeździliśmy w maju po torze wyścigowym w Kamieniu Śląskim. Kolejnym absurdem, który zauważyli internauci, był widoczny na nagraniu stadion PGE Narodowy, pod którym finiszują swój rajd motocykliści. To ciekawe, bo obiekt ten powstał na Euro 2012, a w 2010 roku wyglądał tak:
My też znaleźliśmy jeden niepasujący fakt. Autor filmu w opisie swojego kanału napisał, że kręci nagrania kamerą Nikon d5200 i GoPro Hero 4 Black. Pierwsza weszła na rynek pod koniec 2012 roku, a druga w połowie 2014 roku.

Co na to policja?
Wygląda to jak szyta grubymi nićmi ściema tylko po to, żeby do entuzjastów szybkiej jazdy nie przyczepiła się policja. W końcu niesławny "Frog" też wpadł dopiero po ujawnieniu jego bandyckiej jazdy na YouTube. Ale czy policja "kupi" ich naciągane alibi?

– Sprawa została przekazana do Sekcji Wykroczeń Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Stołecznej Policji, celem wszczęcia czynności wyjaśniających – odpowiedział nam asp. sztab. Mariusz Mrozek z Wydziału Komunikacji Społecznej KSP, któremu podesłaliśmy filmik zamieszczony na YouTube.

– Problematyka sposobu zachowywania się części motocyklistów na drodze, skutkującego wzrostem zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym, objęta jest przez policjantów WRD KSP szczególnym nadzorem, realizowanym w ramach bieżącego toku służby, jak również podczas prowadzonych cyklicznie działań doraźnych, szczególnie w weekendy w porze wieczorowo-nocnej – dodał nasz rozmówca.

Nie wiadomo, co stanie się dalej z nagraniem. Jedno jest pewne: przedstawione na niej sytuacje nie należą do bezpiecznych. Nawet więcej: hołdują gnaniu "na pałę" i popisywaniu się, kiedy dookoła jadą samochody. Może tragedia na Słowacji podziała na wyobraźnię panów.

Już w pierwszej minucie nagrania mogło dojść do tragedii. Autor jechał na jednym kole przy dużej prędkości, a samochód z naprzeciwka przymierzał się to skrętu w lewo przez jego pas. Motocyklista musiał zwolnić. Sam przyznał, że kierowca samochodu "go nastraszył", co słychać przez krótkofalówki, którymi się porozumiewają.
Takie sytuacje są przestrogą
Jeśli będziemy pozwalali i tolerowali takie zachowania, to dalej w telewizji królować będą obrazki jak z wypadku na Słowacji. Tam też do głowy uderzyła kierowcom brawura i zew prędkości.

W wyniku takiej jazdy zginął 57-letni Słowak, ojciec, mąż, syn. Dopiero po takich tragediach powraca na nowo dyskusja dotycząca piractwa drogowego na drogach. Podjęli ją nie tylko Słowacy, ale także polskie służby. Tyle że w przypadku Słowacji jest za późno, bo zginął człowiek. Na nagraniach WheelieHolica nie widać wypadku. Ale przez jak długo będzie utrzymywała się ta "dobra passa"?
Aktualizacja z 15.10.2018

Po kilku dniach od publikacji tego tekstu, autor nagrania usunął je z YouTube razem ze swoim kanałem, kontem na Facebooku i na Instagramie.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...