Damian Kupka i Piotr Malinowski szokują na plakatach wyborczych.
Damian Kupka i Piotr Malinowski szokują na plakatach wyborczych. Fot. Facebook / Hity Kampanii Wyborczych

"Wyróżnij się albo zgiń" – niektórzy kandydaci ubiegający się o mandaty radnych czy wójtów te słowa aż za bardzo wzięli sobie do serca. Piotr Malinowski na plakacie zamiast głowy ma malinę, Renata Gruszka "nie obiecuje gruszek na wierzbie", a Kamil Bierka zapewnia, że "nie będzie grał w bierki". Na stronie "Hity Kampanii Wyborczych" aż roi się od takich kwiatków. – To nie jest wybór na najśmieszniejszego obywatela miasta albo najbardziej kontrowersyjną postać publiczną. Komuś pomyliły się konkursy – ocenia Jakub Bierzyński, prezes OMD.

REKLAMA
Malina zamiast głowy
Piotr Malinowski jest już zaprawiony w boju. Cztery lata temu chciał zostać radnym w Toruniu, żeby przekonać do siebie mieszkańców miasta urządził wyborczą głodówkę. W spocie biegał, mówił o swojej miłości do sportu i "pociągu do szermierki", która "go ukształtowała".
– To też był jeden ze sposobów na przyciągnięcie uwagi wyborców. Nie przełożyło się to na mandat wyborczy, ale schudnąć się udało – przyznaje w rozmowie z naTemat Piotr Malinowski.
Ale Malinowski zapału nie stracił. Teraz startuje jako jedynka SLD okręgu numer 3 w Toruniu. I znów postawił na niekonwencjonalny plakat wyborczy: zamiast jego twarzy widzimy malinę. Obok napis "Malina numer 1 w Toruniu".
– Czasami, żeby powiedzieć coś ważnego i ciekawego, to najpierw trzeba przyciągnąć czymś uwagę. Myślę, że mój plakat może zainteresować i zachęcić do wyszukania mojego programu. Ten jest już poważny, nie z przymrużeniem oka – zapewnia Piotr Malinowski. I podkreśla, że już nasza rozmowa jest "żywym dowodem" na to, że jego plakat spełnia swoją rolę.

Gruszka, Cebula

Ale nie tylko Malinowski postanowił zaszokować i zaintrygować wyborców. Na facebookowym profilu "Hity Kampanii Wyborczych" (blisko 25 tys. polubień) regularnie zamieszczane są nowe plakaty wyborcze. Wszystkie mają wspólne mianowniki: śmieszą albo wywołują zażenowanie.
Na przykład Wojciech Olszewski, kandydat na wójta gminy Wymiarki, ogłasza, że jest "człowiekiem od czarnej roboty". Na plakacie zamiast mężczyzny w eleganckim garniturze, widzimy postać w mocno przybrudzonej koszulce. To zdjęcie z garażu, wykonane podczas naprawy auta.
– Kiedy moi koledzy – włodarze innych miast – byli zdziwieni, że nie robię żadnego plakatu, obiecałem im, że zrobię taki plakat: z dystansem, żartem. I że zrobię w internecie większą furorę niż oni swoimi plakatami na ulicach – mówił dziennikarzom "Faktów" TVN ubiegający się o reelekcję Olszewski.
Kamil Bierka, kandydat Koalicji Obywatelskiej do Rady Miejskiej w Słupsku, na plakacie wyborczym zapewnia, że "nie będzie grał w bierki". A jego koleżanka Renata Gruszka, ubiegająca się o członkostwo w Radzie Miejskiej w Bielsku-Białej, "nie obiecuje gruszek na wierzbie". Zaś Monika Łagowska-Cebula na plakacie zamiast twarzy, pokazała wizerunek uśmiechniętej cebuli.

Kupka "pogoni leśnych dziadków"

Pośród niekonwencjonalnych plakatów wyborczych znaleźć też można ciekawe i praktyczne gadżety. Kandydat PiS wyborcom rozdaje zapalniczki ze swoim nazwiskiem. Inni stawiają na pilniczki, słoiczki wypełnione miodem czy dżemem.
Damian Kupka, kandydat do sejmiku województwa Wielkopolskiego z list KWW Kukiz'15, chce przegonić z sejmiku "leśnych dziadków".
– Startuję też po to, żeby do polityki samorządowej wnieść trochę młodego ducha i świeżego spojrzenia – tłumaczy nam Damian Kupka. Dlaczego zdecydował się na nietypową promocję?
– Duże partie otrzymują z budżetu państwa subwencje – parę milionów rocznie. I te partie stać na to, żeby "zalać" miasto billboardami, plakatami czy wypuścić spot. One mogą sobie pozwolić na drogi marketing konwencjonalny. A mniejsze ugrupowania, które tych środków nie mają, jak np. Kukiz'15 muszą używać środków niekonwencjonalnych i zaskakiwać. I dokładnie to zrobiłem – rozwija Kupka.

Zaufanie, nie rozpoznawalność

Jakub Bierzyński, prezes domu OMD, uważa, że wyborców należy traktować poważnie. – Wyborcy nie chcą mieć błazna za burmistrza czy wójta. Myślę, że o wiele lepszym pomysłem jest spotykanie z mieszkańcami miasta i rozmowa – tłumaczy. Bierzyński wspomina o kampanii Roberta Biedronia w Słupsku.
Jakub Bierzyński
prezes domu mediowego OMD

Tam też nie było budżetu, jego też nikt nie popierał. I też wydawałoby się, że osoba homoseksualna w prowincjonalnym mieście nie ma szans, by wygrać wybory. Oczywiście, gdyby chciał być sławny w tym Słupsku, to zrobiłby sobie głupi billboard. Ale on wymyślił coś innego: postawił na rynku stół i krzesła i dzień w dzień rozmawiał z ludźmi.

– Jak się ludzi potraktuje poważnie i z szacunkiem, to oni odpłacą zaufaniem. A przecież zaufanie – a nie rozpoznawalność – jest głównym motorem lokalnych kampanii wyborczych – podpowiada Jakub Bierzyński.