"Człowiek nie chce ani jednego skrzywdzić, ani drugiego". Rodzice bronią księdza, który molestował ich syna

Były ministrant opowiedział co działo się za drzwiami plebanii parafii  w Grądach-Woniecku.
Były ministrant opowiedział co działo się za drzwiami plebanii parafii w Grądach-Woniecku. Fot. Rafał Mielnik/Agencja Gazeta
To kolejny wstrząsający dowód na to, że nie zawsze dzieci i młodzież mogą czuć się bezpiecznie w kościele czy na plebanii. Dziennikarze programu "Uwaga" TVN pokazali to, co działo się na plebanii we wsi Grądy-Woniecko na Podlasiu. Na opowiedzenie o kontaktach seksualnych między proboszczem a jednym z ministrantów, zdecydował się sam pokrzywdzony. Wydaje się, że jego rodzice powinni wspierać go w tych trudnych chwilach. Okazuje się, że nie do końca tak jest.


Dziennikarze zajęli się sprawą jednej z podłomżyńskich parafii. Po kilku latach wykorzystywania seksualnego przez miejscowego proboszcza, o swojej historii postanowił opowiedzieć jeden z ministrantów.
W kościele pw. Miłosierdzia Bożego w Grądach-Woniecku przez lata dochodziło do wykorzystywania seksualnego co najmniej jednego z ministrantów. 21-letni dziś mężczyzna opowiedział, co działo się za drzwiami kościoła i plebanii. W dodatku, za pomocą ukrytej kamery udało mu się nagrać rozmowę z księdzem, w której ten otwarcie mówi o czynnościach seksualnych, do których dochodziło między nim, a ministrantem.


Co więcej, odwiedzony przez jednego z dziennikarzy proboszcz, zaproponował odwiedziny u rodziców pokrzywdzonego. Jednak jeżeli ktoś spodziewał się, że rodzina pokrzywdzonego wstawi się za nim i rozpocznie działania przeciwko księdzu, ten jest w błędzie. Po tym co zarejestrowały dziennikarskie kamery widać, że postępowanie to nie jedyna krzywda, jakiej doznał i ciągle doznaje pokrzywdzony chłopak.

Rodzina
– To się uspokoi. Uśpijmy tę sprawę. Na pewno proboszcz więcej już tego robić nie będzie – to słowa babci pokrzywdzonego, która nie do końca wierzy swojemu wnukowi i broni duchownego. Jeszcze bardziej przychylny księdzu jest ojciec ministranta.

– To jest syn, to jest proboszcz. Z jednym silnie związani i z drugim jesteśmy silnie związani, człowiek nie chce ani jednego skrzywdzić, ani drugiego skrzywdzić. Nie możemy być ani po jednej stronie – mówi dziennikarzowi.

Według niego, postępowanie jego własnego syna może też przynieść więcej szkody niż pożytku. – Ale Ty wiesz że możesz taką krzywdę zrobić i księdzu i nam i całej rodzinie – stwierdził.

Parafianie
Mieszkańcy wsi także murem stają za proboszczem i atakują mężczyznę, który zdobył się na tak dramatyczne wyznanie. – Tutaj służą ministranci z szóstego bloku, bardzo przystojne chłopaki, dlaczego oni się nie skarżą? – pyta jedna z parafianek.


– Jak mu było tak źle, czego chodził na plebanię do tego księdza, gdzie byli rodzice, ja wychowałam 7 dzieci, ja widziałam jak dziecku jest źle – to druga z parafianek, która wystąpiła przed kamerą.

Młodsi mieszkańcy jednak przyznają, że we wsi od dawna huczało od plotek o kupowaniu przez proboszcza małoletnim chłopcom drogich prezentów. Pokrzywdzony w rozmowie z reporter potwierdził także, że molestowanych miało być kilku innych ministrantów.

Kuria
Po wyjściu sprawy na jaw, proboszcz wystąpił z wnioskiem o odwołanie go z funkcji, co też się stało. W sprawie swoje postępowanie prowadzi kuria łomżyńska, choć jak wynika ze słów i zachowania jej rzecznika, oburzenia po materiale nie ma, a sprawa będzie toczyła się w swoim tempie.

Postępowanie w tej sprawie prowadzi też Prokuratura Okręgowa w Łomży. – Postępowanie dotyczy poddania się innym czynnościom seksualnym wobec pokrzywdzonego przez osobę duchowną. Ponadto zostało wszczęte postępowanie w sprawie rozpijania małoletniego poprzez dostarczanie mu napojów alkoholowych – mówi Rafał Kaczyński, zastępca prokuratora okręgowego w Łomży.