"To upodlenie narodu na niespotykaną skalę". Ofiara SKOK Wołomin oskarża najważniejszych polityków

Marcin Karliński utopił w SKOK Wołomin środki wartości średniej wielkości kawalerki
Marcin Karliński utopił w SKOK Wołomin środki wartości średniej wielkości kawalerki Fot: youtube
Marcin Karliński, z zawodu elektronik, do czasu upadku SKOK Wołomin w ogóle nie interesował się finansami. Po prostu blisko pracy miał oddział SKOK. W 2011 r. otworzył konto oszczędnościowe. W 2015 r. w ciągu miesiąca kasa stała się bankrutem. Kilka dni temu syndyk wystawił ją na przetarg za złotówkę. – My tą aferę nazywamy "skokiem stulecia”, czyli kradzieżą niemal doskonałą – mówi naTemat Marcin Karliński, prezes Stowarzyszenia Wspierania Spółdzielczości Finansowej im. Św. Michała.


Jak stał się Pan klientem SKOK Wołomin?

Marcin Karliński, prezes Stowarzyszenia Spółdzielczości Finansowej im. św. Michała: – Normalnie, w pobliżu miejsca pracy miałem oddział tej kasy, był to rok bodajże 2011. Nie widziałem żadnych niebezpieczeństw, spółdzielczość w Polsce ma duże tradycje. Wkrótce SKOKI miały wejść pod nadzór KNF, co jeszcze bardziej je uwiarygadniało.


Duże oszczędności Pan tam złożył?

To były środki wartości średniej wielkości kawalerki. Ale nawet gdyby była to złotówka, to i tak znalazłbym się po stronie tych osób, które jako poszkodowane uczestniczą w kontynuacji tego przekrętu, zwanym postępowaniem upadłościowym. A mamy do czynienie z ogromną aferą, dużo większą niż przedstawia to Minister Ziobro, prokurator krajowy Święczkowski i co gorsze nie byłą ale trwającą. Akta postępowania są jawne, więc wszyscy mogą się z nimi zapoznać.


Co się stało z tymi środkami?

Aferę nazywamy „skokiem stulecia”, czyli kradzieżą niemal doskonałą. Celowo skoki zostały objęte gwarancjami Bankowego Funduszu Gwarancyjnego w  listopadzie 2013 r, żeby nie było buntu kilkuset tysięcy ludzi. Liczba pokrzywdzonych jest dużo mniejsza. BFG został wydrenowany praktycznie do zera. W sumie społeczeństwo zostało okradzione na kwotę 10 mld złotych. Za przekręty polityków, namaszczonych urzędników, bogatych i wpływowych przedsiębiorców oraz kancelarii prawnych odpowiada jak zwykle całe społeczeństwo.


Te straty szacuje się na 5 miliardów.

To są tylko wypłaty z BFG dotyczące wyłącznie SKOK-ów. Do tego należy doliczyć wyłudzenia w aferze GetBack i z kilku banków spółdzielczych. Nie mówię już nawet o przejęciach upadających kas, które też wymagały zasilenia z BFG. W sumie establishment okradł społeczeństwo na ponad 10 mld zł i to tam gdzie było "pewne jak w banku”. To przedwojenne powiedzenie nie dotyczy lokatorów dzisiejszego Sejmu, to „bezkarność ma być pewna jak w banku”, wiemy coś o tym bo uganiamy się za posłami w tej sprawie od 4 lat. Upominając się tylko o to aby respektowane było prawo upadłościowe, które chroni klientów okradzionego banku, a nie tych którzy go przez lata okradali.

Zaczął się Pan bronić zakładając "Stowarzyszenie Św. Michała".

Nazwa wzięła się od patrona kościoła, w którym odbyło się spotkanie założycielskie. Jest to jedyny organizacja, która zajmuje się upadłościami wszystkich SKOKów. Odbieramy codziennie dziesiątki telefonów od emerytów, rencistów, klientów upadłych Kas, których syndyk Lechosław Kochański, ściga przez sądy w całej Polsce, każąc im płacić za ten " skok stulecia”. To upodlenie narodu na skalę niespotykaną, bo dotyczące kilkuset tysięcy członków Skok. Wobec skali afery, elity pozostają niewzruszone i tak np Prezydent RP Andrzej Duda oraz Prezes NBP Adam Glapiński od dwóch lat nie znajdują czasu na spotkanie z nami, czyli ze stroną społeczną, w sprawie patologii w postępowaniu upadłościowym SKOK |Wołomin, którego sami są uczestnikami.

Pan Minister Ziobro przesłał list, że nie ma dla nas czasu. Nie chce z nami rozmawiać Premier Mateusz Morawiecki. Niesłychane, że dziennikarze PAP pomimo naszych próśb odmówili członkom stowarzyszenia opublikowania informacji o pozwie Kasy Krajowej SKOK przeciwko poszkodowanym, oraz kuriozalnej decyzji o wyłączeniu środków pieniężnych ze sprzedaży wołomińskiej kasy obecnego v-ce przewodniczącego KNF Marcina Pachuckiego. Nie dziwi nas to, gdyż obecny szef PAP W.Surmacz skierował do nas red E.Wesołowską, która do niedawna pracowała dla "Sieci”.


Kogo Pan obwinia?

"Newsweek” publikował kiedyś nagranie rozmowy z marca, czy kwietnia 2013 roku między dwoma ważnymi wtedy bankierami, obecnym premierem, a wtedy prezesem banku BZ WBK Mateuszem Morawieckim i Zbigniewem Jagiełłą, prezesem PKO BP. Tuż po kontroli KNF, Jagiełło został poproszony przez Jerzego Pruskiego, prezesa BFG żeby przejął SKOK Wołomin. Nie zgodził się jednak na to, bo obawiał się konsekwencji politycznych. Wspomina jednak przy okazji o nieformalnym spotkaniu z innymi szefami dużych banków m.in. z panem Bieleckim, panem Kottem, którzy szacują straty w SKOK na kilka miliardów złotych. W środowisku bankowym sprawa kłopotów SKOK była więc doskonale znana. Ten proceder trwał od 2008 roku.

Co pan sugeruje?

To wszystko musiało się więc dziać za przyzwoleniem bardzo ważnych osób w kraju. Społeczeństwu poprzez media została za to przedstawiona bajka o złych agentach WSI w kasie Wołomin. A ci agenci byli tylko pionkami. Wypłacane w gotówce z kas pieniądze wywożone później za granicę do kogoś przecież trafiały. Komuś zależało żeby pieniądze były na ogromną skalę drenowane.

Nazwiska osób, tych z dołu łańcucha pokarmowego afery SKOK Wołomin przewijają się w podobnej aferze w banku PKO BP w latach 2000-2005. Niektóre z tych osób miały nawet krótkie odsiadki za podobny proceder wyłudzeń, co w SKOK Wołomin. Te osoby były już więc znane z wyłudzeń. To wszystko się ze sobą wiąże. Zastanawiające jest, również pod katem zbadania przez prokuraturę, że obecny prezes BFG Zdzisław Sokal (doradca Prezydenta RP Andrzeja Dudy) lobbował za zakupem banku pana Czarneckiego za złotówkę, a w sprawie SKOK Wołomin od początku nawet taką sprzedaż chciał w postępowaniu upadłościowym storpedować.

Właśnie ogłoszono, że SKOK Wołomin został wystawiony na sprzedaż za złotówkę.

I to jest clou sprawy. Nadzorcy z BFG, wcześniej pan Pruski, a teraz Sokal z wszystkich sił starali się, żeby nie doszło do sprzedaży SKOK Wołomin, tak jak nakazuje prawo w przetargu innemu bankowi.

Dlaczego?

Bo taka sprzedaż niesie niebezpieczeństwo, że historia przepływu pieniędzy, zrolowanych kredytów, przedostanie się do jakiejś wrogiej opcji politycznej, do kogoś z zewnątrz. Cena złotówki wynika z tego, że po pierwsze uwzględnione jest już w tej cenie przejecie zobowiązań wobec części klientów SKOK na kwotę 119 mln zł. W prasie pojawiły się nieprawdziwe informacje, że w przetargu jest haczyk, ale cena złotówki uwzględnia już zobowiązania wobec klientów kasy na ponad 100 mln zł. Ponadto aktywa kredytowe kasy zostały niedoszacowane przez firmę Best. Łatwo ocenić, że potencjalny średniookresowy zysk banku, który przystąpi 25 marca 2019 roku do przetargu i przejmie SKOK Wołomin może być liczony w setkach milionów zł.

Mamy nadzieje, że rynkiem bankowym w Polsce rządzą wyłącznie mechanizmy rynkowe i do takiej sprzedaży w dojdzie. Jeżeli zaś rynkiem bankowym w Polsce rządzą służby i wpływy polityczne, które brały udział w grabieży w Skoku Wołomin, tak jak to jest w republikach bananowych, przetarg może stać pod znakiem zapytania. Grupa przestępcza czeka na realizację tego drugiego scenariusza, gdzie syndyk Lechosław Kochański sprzeda im majątek w częściach, z tzw. wolnej ręki.


Co stałoby się w tym drugim, pesymistycznym scenariuszu?

Cały majątek Skok Wołomin, w tym cały portfel kredytowy może zostać wtedy podzielony uznaniowo przez syndyka na dowolne części a te sprzedane dowolnym osobom z tzw. wolnej ręki bez konieczności zatwierdzenia takich transakcji przez KNF. Grupa przestępcza czeka na realizację tego scenariusza, żeby odkupić za niewielką sumę cześć kwoty którą wcześniej wyłudziła prawa do dochodzenia kredytu, czyli legalnie je sobie umorzyć. Przestanie istnieć też wtedy forma prawna przedsiębiorstwa bankowego, co oznacza, że historyczna dokumentacja kredytowa, z lat 2006-2012 kiedy SKOK Wołomin był pod nadzorem Kasy Krajowej SKOK może zostać przez syndyka zlikwidowana, gdyż nie stanowi de facto składnika majątkowego.

Toczy się śledztwo w sprawie SKOKów, nie wierzy pan, że kulisy tej afery zostaną wyjaśnione?

Śledczy nie szukają przepływów finansowych, nie chcą się dowiedzieć gdzie te miliardy zniknęły. Śledztwa koncentrują się wokół znalezienia słupów, osób podstawionych w ostatniej fazie procederu, żołnierzy od których nie można i tak niczego odzyskać. Intencją śledztwa nie jest niestety odnalezienie sprawców, decydentów. A przecież w czyimś interesie te pieniądze były wyprowadzane. Warto przy okazji wspomnieć, że prokuratura niedawno wypuściła z aresztu w aferze GetBack podejrzanego po wpłacie kaucji 108 mln złotych. To prawie tyle ile wynosi wierzytelność okradzionych w majestacie prawa deponentów SKOK Wołomin.

A jaką rolę przypisuje Pan w całej sprawie senatorowi Biereckiemu, twórcy SKOKów?

Rola Pana Biereckiego i Kasy Krajowej SKOK powinna zostać zbadana przez właściwe organy z równą wnikliwością jak badana jest teraz rola KNF. Zdarzało się, że gdy zwracam uwagę na rolę tych osób kończyło się to dla mnie zawiadomieniem prokuratury przez Kasę Krajową SKOK. Skonkluduję tylko, że nadzór KK nad Skok Wołomin trwał 13 lat, pożyczki wyłudzone w tym czasie to ponad 1,3 mld zł, a ogromnej skali prania pieniędzy nie wspomnę. Miejmy nadzieje że przetarg dojdzie do skutku i przestępcy nie zarobią w dwójnasób.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...