
Minister skarbu Mikołaj Budzanowski usunął z władz państwowych firm już 40 osób związanych z Platformą Obywatelską.To dopiero początek, bo partyjni działacze wciąż w spółkach mają się dobrze.
REKLAMA
Kiedy Mikołaj Budzanowski obejmował stanowiska ministra skarbu, dostał od premiera Donalda Tuska zadanie wyczyszczenia państwowych spółek z działaczy partii politycznych. Minister zaczął więc czyścić i są tego efekty. Na liście odwołanych z zarządów państwowych firm jest już 40 osób należących do PO lub z nią związanych.
– Nie mamy tu CBA, by śledzić wszystkie nominacje poprzedniego ministra. Ale dostajemy sygnały, że za powołaniem niektórych osób stały niekoniecznie merytoryczne względy - mówi cytowany przez "Gazetę Wyborczą" bliski współpracownik ministra Budzanowskiego. Przyznaje, że "były polityczne nominacje".
Na liście odwołanych są między innymi: Robert Soszyński, działacz PO, były prezes spółki PERN Przyjaźń, do której należą ropociągi, Marek Tałasiewicz, przewodniczący sejmiku zachodniopomorskiego i członek zarządu Morskich Portów Szczecin-Świnoujście, Krzysztof Żuk, prezydent Lublina i członek rady nadzorczej PGE.
Zobacz więcej: Posady, Synekury, Lody, czyli PSL. To żart w internecie, ale nepotyzm w polskiej polityce ma się dobrze od lat
Jak czytamy w "GW" mimo działań ministra, państwowe spółki wciąż są oblegane przez działaczy z nadania partyjnego. Sztandarowym przykładem jest KGHM, gdzie tradycją stało się, że po kolejnych wyborach zwycięska partia obsadza swoimi ludźmi stanowiska w zarządzie.
Cały tekst w "Gazecie Wyborczej"
Cały tekst w "Gazecie Wyborczej"
