
Mówią o sobie "wiejskie baby", ale nie chcą tak jak ich babki w długie zimowe wieczory drzeć wspólnie pierza (choć doceniają ten zwyczaj i sposób integracji). Kobiety z Kola Gospodyń Wiejskich we wsi Skolity mają głowy na karku. Lepione przez nich pierogi rozchodzą się na pniu.
REKLAMA
Jeden wieczór i babki skrzyknięte
Wystarczył jeden wieczór, żeby kilka kobiet stworzyło coś dobrego. Entuzjazmu i zapału do pracy im nie brakuje. Pomysły też już mają. Chcą sprzedawać pierogi. Oczywiście nie tylko to, ale w tej kwestii mają już sporo doświadczenia. Na dożynki, pierogi przygotowane przez siebie nosiły wiadrami, a i tak zawsze było mało.
Wystarczył jeden wieczór, żeby kilka kobiet stworzyło coś dobrego. Entuzjazmu i zapału do pracy im nie brakuje. Pomysły też już mają. Chcą sprzedawać pierogi. Oczywiście nie tylko to, ale w tej kwestii mają już sporo doświadczenia. Na dożynki, pierogi przygotowane przez siebie nosiły wiadrami, a i tak zawsze było mało.
– Ja nosiłam tak, że mi się od wiadra ucho urwało. Pięć misek, cztery wiadra... Te pierogi poszły super. Potem w wigilię znowu się skrzyknęłyśmy. Wrzuciłam do internetu zdjęcia i ludzie się zgłaszali, pytali gdzie to można kupić. Oficjalnie nie można było – wspomina w rozmowie z naTemat Kasia.
Kobiety ze Skolit pierogi gniotą już od 3 lat. Zastanawiają się także, jak je sprzedawać. Teraz ten problem znika. Ich zdaniem Koło Gospodyń Wiejskich nie wymaga wielkich idei i argumentacji. Po prostu jednoczy wiejską społeczność i motywuje do działania. – Bardzo nam to było tu potrzebne, a babki skrzyknęły się w godzinę – mówi moja rozmówczyni.
KGW daje więcej możliwości, niż mogłoby się wydawać. Koło zyskuje status producenta rolnego, a to daje prawną podstawę do legalnej sprzedaży tego, co członkinie koła przygotują.
– Teraz normalnie kupujemy bloczek rachunków, wystawiamy i mamy. Możemy starać się o dofinansowanie. Mamy świetnie wyposażoną remizę i nową kuchnię, a jak dokupimy sprzęt do pierogów, to babom będzie łatwiej – wychwala Kasia.
Zjednoczonym nam będzie łatwiej
To, co do niedawna uważane było za relikt, dziś znowu przyciąga. Koła Gospodyń Wiejskich, skupiają coraz więcej młodych kobiet, które w domu się nie nudzą. Wśród moich bohaterek można znaleźć księgowe, nauczycielki, przedszkolanki, kucharki czy choćby pomoc stomatologiczną. Mają rodziny, dzieci i mnóstwo energii do działania.
To, co do niedawna uważane było za relikt, dziś znowu przyciąga. Koła Gospodyń Wiejskich, skupiają coraz więcej młodych kobiet, które w domu się nie nudzą. Wśród moich bohaterek można znaleźć księgowe, nauczycielki, przedszkolanki, kucharki czy choćby pomoc stomatologiczną. Mają rodziny, dzieci i mnóstwo energii do działania.
Kasia, która opowiada mi o inicjatywie kobiet ze wsi Skolity, jest z wykształcenia księgową, dlatego to między innymi ona wzięła na siebie zarządzanie. Tworzy też internetową stronę z ofertą koła. – Teraz chcemy namówić inne dziewczyny, żeby do nas dołączyły. Im więcej członków, tym większa dotacja – przyznaje.
We wsi łatwiej zintegrować grupę. Wspólna zabawa jest tradycją. Dożynki czy Noc Kupały... Zawsze ktoś się angażuje. Są nawet takie wioskowe żule, które przyjdą za piwo, ale pomogą – żartuje Kasia.
Kasia na wsi mieszka od 14 lat. Pamięta, że w mieście z sąsiadami z bloku nie nawiązywała takich relacji. – W bloku tak się zmieniają ludzie, że czasami na klatce mówisz sobie dzień dobry, a czasami nie – komentuje.
Kobiety, które tworzą skolickie Koło Gospodyń Wiejskich, zdecydowanie są wielozadaniowe. Doświadczone w tworzeniu projektów i dzieleniu się swoimi umiejętnościami. Przykładem (poza organizacją imprez) są kursy krawieckie. Organizowała je nowo wybrana przewodnicząca koła.
Pieniądze, które zarobią członkinie, powinny wspierać rozwój stowarzyszenia, ale którąś z członkiń można zatrudnić do wykonywania pierogów. – Mam nadzieję, że baby się nakręcą i wyjdzie z tego coś dobrego – podsumowuje Kasia. Zaznacza, że ich koło otwarte jest także na mężczyzn.
