
Reklama.
Kontrowersyjne i wręcz oburzające tezy Wojciech Cejrowski głosił nie raz. Zdarzało się, że nawet politycy PiS uznawali, że kowboj z Kaszub przekracza dopuszczalne granice. Tak było, gdy Cejrowski uznał, że Szczecin należałoby oddać Niemcom, bo to w sumie ich miasto. Joachim Brudziński uznał wtedy, że Cejrowskiemu "bełta się w głowie od nadmiaru Yerba Mate".
Tamte słowa nie padły na antenie narodowej telewizji i wtedy Cejrowskiemu uszło to płazem. Ale dwa miesiące później, po Marszu Niepodległości, Cejrowski w programie Rachonia spalił niedużą flagę UE. Nagranie z tego "dokonania" zamieścił na YouTube. Na antenie TVP tego fragmentu nie było – został wycięty. Ale i tak jego program został zdjęty z ramówki do końca roku.
Dyrektor Telewizyjnej Agencji Informacyjnej Jarosław Olechowski przekonywał wówczas, że TVP nie kończy umowy z Cejrowskim i jest zainteresowana dalszą współpracą. "Krótka przerwa jest potrzebna na refleksję" – tłumaczył.
– Wróci do telewizji, będzie w programie od stycznia – tak zapewniał też szef Rady Mediów Narodowych Krzysztof Czabański w RMF FM. Zaczął się styczeń, ale w czwartkowy wieczór w programie Michała Rachonia Cejrowski się nie pojawił. Na Twitterze przypomniał jedynie to, co mówił Czabański, kwitując krótko: "Obiecali".
Czyżby na moment przez wyborami do Parlamentu Europejskiego antyeuropejska retoryka Cejrowskiego przestała PiS-owi odpowiadać?
Na tym, że jego program został zdjęty z anteny TVP, Cejrowski raczej wiele finansowo nie straci. Działalność medialna przynosi mu tylko niedużą część z jego milionowych dochodów.
Z raportu za rok 2016 wynika, że spółka W. Cejrowski miała prawie 1,6 mln zł wpływów ze sprzedaży i blisko 70 tys. zysku netto. Niemal 55 proc. wpływów pochodziło ze sprzedaży towarów (głównie herbaty i naczyń do jej picia, choć w asortymencie pojawił się też specjalny chleb "dla zaoranych"), a jedynie 14 proc. z usług dziennikarskich.