Zobaczyłem oficjalne obowiązki współpracowniczki Glapińskiego. Dopiero teraz widać bezczelność całej sprawy

To jedno z niewielu dostępnych zdjęć Martyny Wojciechowskiej (z prawej).
To jedno z niewielu dostępnych zdjęć Martyny Wojciechowskiej (z prawej). Fot. Grzegorz Celejewski/Agencja Gazeta
Mówi się, że Martyna Wojciechowska zarabia w NBP 65 tysięcy złotych miesięcznie. "Mówi się", ponieważ kadrowa Narodowego Banku Polskiego na dziwnej konferencji temu zaprzeczyła, ale jednocześnie nie chciała powiedzieć, ile wynosi pensja mitycznych już tzw. "aniołków prezesa". W całej sprawie zapomina się jednak o jednej rzeczy, która wynosi ją na wyżyny absurdu i bezczelności.


I wbrew pozorom nie chodzi o to, że prezes NBP Adam Glapiński na środowej konferencji był bezczelny, butny i rzucał zaskakującymi argumentami. Nie chodzi też o to, że parę godzin wcześniej kadrowa NBP Ewa Raczko wystąpiła na równie absurdalnej konferencji.


Nie mam na myśli również tego, że sytuacja jest tym bardziej śmieszna (to śmiech przez łzy), że Glapiński gra na nosie całemu PiS-owi z prezesem Kaczyńskim na czele. W końcu swoją 6-letnią kadencję prezesa NBP ma ważną aż do 2022 roku i Jarosław Kaczyński nie może go odwołać.


Awanti z zarobkami w NBP zaczęło się od ujawnienia, że współpracowniczki prezesa mają mieć niebotyczne pensje sięgające kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby tylko ktoś (najlepiej same zainteresowane) były w stanie wyjaśnić, skąd takie zarobki i jakie kompetencje za tym idą. Choć zupełnie szczerze, nie wiem, co musiałyby powiedzieć, żeby usatysfakcjonować opinię publiczną.


Prym wiedzie tutaj Martyna Wojciechowska (zbieżność nazwisk ze znaną podróżniczką przypadkowa), która pełni stanowisko Dyrektora Departamentu Komunikacji i Promocji NBP. Czyli na język ludzki, odpowiada za komunikację i jest niejako rzecznikiem. Co należy do obowiązków Martyny Wojciechowskiej, za które ma pobierać rzekome 65 tys. złotych miesięcznie? A OKO.press ujawniło przecież, że może chodzić nawet o większe pieniądze.

Na stronie NBP widzimy, że odpowiada za "kreowanie polityki informacyjnej oraz tworzenie i realizację strategii marketingowej NBP". Jeśli brzmi to za ogólnie, w szczegółach znaczy to, że do jej obowiązków należy między innymi:

- prowadzenie działalności informacyjnej NBP skierowanej do środków masowego przekazu;

- utrzymywanie bieżących kontaktów z mediami w celu sprawnego informowania opinii publicznej o celach, zadaniach i działaniach NBP;

- analizowanie doniesień medialnych na temat NBP oraz udzielanie odpowiedzi, wyjaśnień i komentowanie publikacji prasowych w tym zakresie;

- prowadzenie internetowych serwisów informacyjnych i edukacyjnych NBP;

- organizacja przedsięwzięć marketingowych NBP;

- wykonywanie zadań związanych z badaniami marketingowymi dotyczącymi NBP

Rozumiecie już? Osoba odpowiedzialna za komunikację, kontakt z mediami, udzielanie odpowiedzi i wyjaśnień, która dostaje za to kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie, w ogóle nie zabiera w tej sprawie głosu. Na konferencję wysyła kadrową i prezesa, a sama pozostaje... nawet nie wiadomo dobrze gdzie. To za co właściwie dostaje te pieniądze?

Swoją drogą, pozazdrościć pozycji, skoro mimo bycia rzecznikiem, tłumaczą się za ciebie wszyscy, ale nie ty sam.

Tutaj możecie znaleźć dokładny wykaz obowiązków i zadań Departamentu Komunikacji i Promocji NBP, któremu szefuje właśnie Martyna Wojciechowska.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...