
Do dziś w Londynie zdobyliśmy cztery medale, z czego dwa złote. Daje nam to miejsce pod koniec drugiej dziesiątki tabeli medalowej igrzysk. Do końca rywalizacji jeszcze tydzień, ale obecnie jesteśmy w tej klasyfikacji wyżej niż cztery lata temu w Pekinie. A przecież tam środki wydane na przygotowania do turnieju olimpijskiego były nieporównywalnie wyższe, niż obecnie.
REKLAMA
Wczorajszy wieczór w Londynie był bardzo przyjemny dla naszego sportu. Nie dość, że najpierw pierwszy złoty medal dla Polski podczas XXX. Igrzysk Olimpijskich zdobył Adrian Zieliński, to jeszcze kilkadziesiąt minut później tytuł mistrza olimpijskiego obronił Tomasz Majewski. I nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ucichły wszystkie głosy niezadowolenia z wyników osiąganych przez Polaków w stolicy Anglii. A przecież uprzedzaliśmy, i dalej to robimy: nie podsumowujmy igrzysk przed ich zakończeniem.
Kasa z ministerialnego worka
Trochę inaczej jest komentarzem o finansowaniu przygotowań i uczestnictwa naszych zawodników w igrzyskach. Na tym polu można pokusić się już, jeśli jeszcze nie o ich całkowitą ocenę opłacalności, to na pewno o pierwszą próbę podsumowania wszystkich wydatków.
Najwięcej pochłonęły zgrupowania, zakupy sprzętu, leków, suplementów diety, opieka medyczna oraz ubezpieczenia. Kolejne 15 mln złotych kosztowały podobne wydatki w ramach programu Klubu Polska Londyn 2012. Resort przeznaczył jeszcze 600 tys. złotych dofinansowania na wyjazd polskich sportowców na igrzyska w Londynie.
Składają się na nie dwie podstawowe grupy kosztów. Pierwsza to wydatki na przygotowania do turnieju, które rozpoczynają się kilkanaście miesięcy przed i trwają do ostatniego dnia przed startem rywalizacji. Druga to pieniądze wydane na fizyczne uczestnictwo zawodników w turnieju olimpijskim, w tym także na premie za wyniki.
W finansowaniu obydwu grup partycypują dwa podmioty. Za koszty przygotowania zawodników w pełni odpowiedzialne jest Ministerstwo Sportu i Turystyki, natomiast za opłacenie pobytu Polaków podczas turnieju w głównej mierze odpowiada Polski Związek Olimpijski.
Jak czytamy w raporcie przygotowanym przez portal money.pl, koszty poniesione przez ministerstwo osiągnęły prawie 75% całkowitego rocznego budżetu, który wynosi 160 milionów złotych. To prawie o połowę mniej niż budżet państwa wydał na ten sam cel przed czterema latami. Przygotowania polskiej kadry na igrzyska w Pekinie pochłonęły blisko 275 milionów złotych.
I chociaż jest to zdecydowanie większa kwota niż obecnie, to i tak nieporównywalnie mniejsza, niż wydały inne kraje. Z artykułu przygotowanego przez „Rzeczpospolitą” przed chińskim turniejem dowiadujemy się, że w samym 2008 roku Niemcy wydali na przygotowania 130 milionów euro.
Przeloty, hotele, nagrody
Jak się już rzekło za przeloty, pobyt i starty naszych olimpijczyków w Londynie odpowiada PKOl. Nie jest jednak tak, że cały ten koszt pokrywa polski związek. Pokaźną część dokładają sponsorzy. Trochę ponad pół miliona do wszystkiego dorzuca się też ministerstwo. Głównym wydatkiem związku są zatem premie dla zawodników za uzyskiwane wyniki. Wysokość nagród za medale nie jest rewelacyjna – za złoto sportowiec otrzymuje 120 tys. złotych – to jest wyższa niż otrzymują Amerykanie (ok. 85 tys. zł).
Przygotowania do igrzysk w Pekinie pochłonęły okrągły milion złotych na jednego reprezentanta. Ta sama liczba przy okazji turnieju w Londynie jest zdecydowanie mniejsza. Do stolicy Anglii wybrało się 216 polskich sportowców. A to daje niecałe 750 tysięcy na osobę.
Także pieniądze wydane przez PKOl na nagrody powinny być mniejsze, niż w Pekinie. Nie tylko z uwagi na to, że jak do tej pory zdobyliśmy mniej krążków. Również z tego powodu, że każdy z nich jest dziś wyceniony na mniejszą kwotę. Wspomniałem już, że złoto to 120 tys. zł premii. Srebro wiąże się z gratyfikacją na poziomie 80, a brąz 50 tys. złotych. Wychodzi na to, że jak do tej pory PKOl wydał zaledwie prawie 400 tys. zł.
– Jeśli założymy, że w Pekinie zdobędziemy 15 medali, to na nagrody musimy zarezerwować 6 mln zł – mówił, jeszcze przed startem olimpijskiej rywalizacji w Pekinie, ówczesny sekretarz generalny PKOl Adam Krzesiński, piastujący to stanowisko również dzisiaj.
Przeczytaj: Padłeś? Powstań! – z takiego założenia wyszli polscy siatkarze. Argentyna była bez szans, przegrała do zera
Siatkarze mogą zarobić więcej
Pieniądze od związku olimpijskiego to nie wszystkie, które mogą otrzymać zawodnicy gier zespołowych. Oprócz tych premii, każdy związek przygotował indywidualnie własne kwoty za sukces. I tak na przykład siatkarze za złoty medal olimpijski otrzymają do podziału 720 tys. złotych. Jeśli zdobędą srebro – 480 tys. zł, a za trzecie miejsce dostaną 300 tys. złotych.
– Bez przesady, nie będą to dwa Porsche na głowę, ale sumy naprawdę godne – zdradza Artur Popko, wiceszef PZPS. Może dwa faktycznie nie, ale jeden innej marki już z całą pewnością. Większa od tej premii będzie jednak chwała, jaką Polacy zdobędą po wygraniu olimpijskiego turnieju. Oby tylko byli w stanie sięgnąć złoto.
