
Zastanawiano się jak nasi siatkarze zareagują na niespodziewaną porażkę 1:3 z Bułgarią. Teraz już wiemy. Zareagowali jak mistrzowie. Tamta przegrana ich nie zabiła (na szczęście miała miejsce w fazie grupowej), ale wzmocniła. Siatkarze powrócili do swojego normalnego poziomu i Argentyna nie miała szans. Młody, bardzo zdolny zespół z Ameryki Południowej nie ugrał nawet seta. 3:0. Adios.
REKLAMA
W wielu drużynach po tego typu wpadkach wrzałoby w szatni. Awantura, rzucanie czym popadnie, wzajemne pretensje. Zawaliłeś, przez ciebie przegraliśmy. Nie, to byłeś słaby. Zamknij się i słuchaj, ja z tobą już nie chcę grać w szóstce. Tego typu teksty.
Mecz był pod pełną naszą kontrolą. Argentyna na kontrach nie radziła sobie z naszym blokiem.
U nas było spokojnie. Andrea Anastasi nie dramatyzował, przekonywał, że igrzyska to specyficzny turniej. Siatkarze mówili, że Bułgarom wyszedł wybitny mecz. Że dobrze się stało, że taka porażka nastąpiła w meczu grupowym a nie w ćwierćfinale. Że ona ich czegoś nauczy.
Solidnie, z małą ilością błędów
Jak widać, nauczyła. Po drugiej stronie siatki był zespół numer 7, 8 na świecie, patrząc na umiejętności i aktualną formę. Najmłodszy z teamów światowej czołówki, talent na talencie. Pełen nieszablonowych graczy. A jednak Argentyna, choć zagrała mecz niezły, nie ugrała ani jednego seta.
Jak widać, nauczyła. Po drugiej stronie siatki był zespół numer 7, 8 na świecie, patrząc na umiejętności i aktualną formę. Najmłodszy z teamów światowej czołówki, talent na talencie. Pełen nieszablonowych graczy. A jednak Argentyna, choć zagrała mecz niezły, nie ugrała ani jednego seta.
W pierwszym meczu z Włochami zmiażdżyliśmy w końcówce rywali. Tu takiej demolki nie było. Polska zagrała solidnie, z małą ilością błędów. Były dające punkt zagrywki, były punktowe bloki, piękne, efektowne obrony. To z czego Polska Andrei Anastasiego jest powszechnie znana. Byle tak dalej. Następne mecze, z Wielką Brytanią i Australią, przy całym szacunku dla tych drużyn, będzie można potraktować jak sparing.
"Tato, musiałeś?"
Na argentyńskiej ławce rezerwowych siedział Ivan Castellani. 21 lat, zbieżność nazwisk nieprzypadkowa. Jego tata, Daniel, prowadził biało-czerwonych przed Anastasim i zdobył z nimi mistrzostwo Europy. W składzie bardzo zbliżonym do tego, który dzisiaj może wiele osiągnąć wiele. Polska siatkówka mu wiele zawdzięcza. Nawet sam Anastasi cały czas podkreśla, że jego zespół nie byłby teraz tak mocny, gdyby nie praca, którą przed nią wykonał Castellani.
Na argentyńskiej ławce rezerwowych siedział Ivan Castellani. 21 lat, zbieżność nazwisk nieprzypadkowa. Jego tata, Daniel, prowadził biało-czerwonych przed Anastasim i zdobył z nimi mistrzostwo Europy. W składzie bardzo zbliżonym do tego, który dzisiaj może wiele osiągnąć wiele. Polska siatkówka mu wiele zawdzięcza. Nawet sam Anastasi cały czas podkreśla, że jego zespół nie byłby teraz tak mocny, gdyby nie praca, którą przed nią wykonał Castellani.
Na trybunach był Lądek Zdrój, a nie Londyn.
Młody Ivan siedział dzisiaj na ławce i oglądał jak się powinno grać w siatkówkę. Kto wie, może Argentyńczycy, gdy nieco okrzepną i nabiorą doświadczenia, na igrzyskach w Rio de Janeiro w 2016 roku sięgną po złoto. Dziś pozostało im patrzeć jak gra Polska. I uczyć się.
A Ivan? Być może zaraz po meczu wszedł do szatni, wziął do ręki telefon, wybrał odpowiedni kontakt i napisał smsa. "Tato, musiałeś ich tak nauczyć grać?"
Oglądając mecz z Argentyną przypomniała mi się reklama napoju Powerade. I to hasło. "Padłeś? Powstań". Dzisiaj właśnie tak zareagowali polscy siatkarze. I to pytanie, które z kolegą zadawaliśmy sobie, oglądając ten mecz.
Jak oni mogli przegrać z Bułgarią?

