Wyrzucił dziecko z autobusu, bo miało za dużo śniegu na kurtce. Kierowca MPK niczym pan i władca

Kierowcom autobusów też czasami puszczają nerwy
Kierowcom autobusów też czasami puszczają nerwy Fot. Rafał Michałowski / Agencja Gazeta
Historia wydarzyła się w Lublinie. Kierowca MPK kazał 10-latkowi wysiąść z autobusu, ponieważ chłopiec miał na ubraniach zbyt dużo śniegu. Dziecko na następny autobus czekało na mrozie kilkadziesiąt minut. Ojciec chłopca złożył skargę i o sprawie poinformował lokalne media.


Wystarczyło przecież tylko powiedzieć chłopcu, żeby się otrzepał ze śniegu. Do tego jednak trzeba trochę empatii i życzliwości. Niechlubne zachowanie lubelskiego kierowcy nie jest jednak zachowaniem odosobnionym.

Drzwi nie zawsze otwarte
Wyobraźmy sobie taką scenę: kończysz pracę, wracasz z uczelni, śpieszysz się do domu. Widzisz, że na przystanku stoi autobus, który cię do niego dowiezie. Przyspieszasz, zaczynasz biec. Zziajana (lub zziajany), ale szczęśliwa dobiegasz do drzwi i… drzwi się zamykają.

Wymachujesz rękoma, widzisz jak pasażerowie wewnątrz autobusu naciskają przycisk, który pozwala wejść do środka, ale to wszystko na nic, bo nie reaguje ten, który ma decydujący głos. Jesteśmy skazani na kierowcę.

Oczywiście wśród nich znajdą się też tacy, którzy poczekają na pasażera i na których nie można powiedzieć złego słowa, ale wielu z nas mogłoby też przytoczyć historię podobną do tej opisanej wyżej. Podobna przydarzyła się Krzyśkowi. Jednak on nie odpuścił.


– Kierowca widział w lusterku, że biegnę do autobusu i że już jestem prawie przed drzwiami, ale zatrzasnął drzwi. Byłem wściekły. Wezwałem taksówkę i pojechałem na pętlę autobusową. Kierowca już drzemał na końcu autobusu, więc zacząłem się do niego dobijać – wspomina.

– Kiedy otworzył, zapytałem czy mnie pamięta. Recz jasna odpowiedział, nie. Wyjaśniłem więc co tam robię, a ponieważ chciałem jakoś zepsuć mu humor, rzuciłem na odchodne: ciekawe co na to mój wujek?! – opisuje sytuację Krzysiek.

Oczywiście żadnego wujka, który ma cokolwiek wspólnego z przedsiębiorstwem komunikacyjnym, nie było, ale Krzysiek wyobrażał sobie, że nieuprzejmy kierowca cały wieczór zastanawia si, kim może ta osoba i jakie może wyciągnąć konsekwencje.
Kto tu rządzi?
Mateusz takich przykładów "wyjątkowej uprzejmości” może podać bardzo dużo. Choć w jego przypadku chodzi o PKS. Dojeżdżał nimi do szkoły.

– To były takie stare autobusy. Pamiętam, że ten, którym najczęściej jeździłem, cały był w takich skórkach. One były wszędzie, na siedzeniach, na kierownicy. To jednak tylko szczegół… Chociaż w PKS-ie był zakaz palenia, to on zawsze odpalał papierosa. Jeśli ktoś zwrócił mu uwagę, to zatrzymywał się na najbliższym przystanku i krzyczał, że jak coś się nie podoba, to wy…ć! – dzieli się swoimi doświadczeniami Mateusz.

W rozmowie z naTemat wspomina jeszcze jedno zdarzenie. Kiedyś drzwi nie we wszystkich autobusach otwierały się automatycznie, były też takie na klamkę. Żeby je zamknąć, trzeba było użyć trochę siły. Kierowca przeistaczał się w potwora, kiedy ktoś trzasnął drzwiami zbyt mocno. – Wysiadał za takim człowiekiem i wrzeszczał: co ty sobie wyobrażasz skur…u? Jak nie wiesz jak się zamyka, to cię mogę nauczyć – opisuje.

Ciekawą historię, choć jej bohaterka wspomina ją raczej jako przykrą, swego czasu opisała Gazeta Krakowska. Starsza kobieta musiała dostać się do szpitala. Bardzo bolała ją ręka. Kiedy wsiadła do autobusu i zanim zdążyła usiąść, kierowca gwałtownie zahamował. Kobieta upadła, uderzyła się w głowę i zraniła obydwie ręce.
– Zaczęłam krzyczeć z bólu wniebogłosy. Kierowca nawet się nie odwrócił. Rozmawiał przez telefon i jechał dalej, choć leżałam na ziemi - mówiła w rozmowie z dziennikarzami.

Zareagowali inni pasażerowie, krzyczeli aby kierowca się zatrzymał. Nic z tego. Wpłynęły na niego dopiero prośby wypowiedziane w ostrzejszym tonie. Wpłynęły połowicznie, co prawda zatrzymał się, ale wyraził też swoje zdanie, w którym trudno było znaleźć skruchy. Zagroził też policją.

W finale dowiózł kobietę do szpitala, ale nie powstrzymał się od komentarza, że pijani zawsze sprawiają problemy.

Kierowca też człowiek
Kiedy zapytałam Hanię jakie są jej doświadczenia z komunikacją miejską, przypomniała sobie sytuację, która wprawiła ją w osłupienie. Schemat podobny, biegła do autobusu, a kiedy była już przed drzwiami, kierowca odjechał, wcześniej jednak pokazując jej środkowy palec.

Marta lubi jeździć autobusami, może wtedy w spokoju poczytać książkę, albo posłuchać muzyki. Dzieli się jednak ze mną historią swojej koleżanki. Ta weszła do autobusu z lodami, kierowca kiedy to zobaczył, zatrzymał się dosłownie na środku ulicy i kazał jej wyp…ć.

Dość częste jest także ignorowanie ludzi, którzy na przykład chcą kupić bilet u kierowcy, bo akurat nie działa biletomat, a na przystanku zwyczajnie nie zdążyli. Kiedy widzisz tę kamienną twarz zastanawiasz się czy twoja prośba w ogóle dotarła do adresata. W najlepszym przypadku poda ci bilet, ale bez słowa. Pozostanie niewzruszony nawet gdy ty powiesz dziękuję.

Oczywiście kierowca też człowiek i ma prawo do gorszego dnia. Wiemy też dobrze, że i zachowanie pasażerów pozostawia wiele do życzenia. Praca z ludźmi wymaga cierpliwości, więc jeśli jej stale brakuje po co męczyć siebie i innych. Są przecież i tacy kierowcy, którym nic zarzucić nie można.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...