
Był w szpitalu w chwilę po tym, jak dowiedział się, że nożownik zaatakował jego brata. Piotr Adamowicz, brat zamordowanego Pawła Adamowicza, czuwał przy nim. Wiedział, że jest źle, ale modlił się o jego przeżycie. – Jestem przy Tobie, powtarzałem do niego w myślach – wspomina w rozmowie z "Super Expressem".
REKLAMA
– W sumie były trzy rany, cios w okolice serca, cios w przeponę i jamę brzuszną. Jeden z operujących stwierdził, że tego typu obrażenia spotyka się w wyniku działań wojennych… – przytacza słowa lekarza starszy brat zmarłego Pawła Adamowicza.
Piotr Adamowicz w rozmowie z dziennikarzami "Super Expressu" opowiada, że ostatnie godziny spędził przy szpitalnym łóżku na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej. Czuł, że brat może z tego nie wyjść – Ostatnie chwile spędziliśmy na OIOM-ie. Tam jest taki pokój dla rodzin. Był z nami proboszcz z Bazyliki Mariackiej ks. Ireneusz Bradtke, który udzielił rozgrzeszenia i ostatniego namaszczenia Pawłowi. I przebywał z nami całą noc – wspomina.
Rano, po nocnej walce lekarzy o życie Pawła Adamowicza, jeden ze specjalistów odbył z jego bratem szczerą rozmowę. Po niej Piotr Adamowicz wiedział, że bratu zostało najwyżej kilka godzin życia.
– Robili wszystko, co było możliwe, by uratować Pawła. Niestety, bardzo duży ubytek krwi, duże niedotlenienie mózgu i wiele obrażeń spowodowały finał, jaki niestety nastąpił – mówił Piotr Adamowicz.
Paweł Adamowicz zmarł w szpitalu po tym, jak podczas finału WOŚP w Gdańsku na scenie zaatakował go nożownik. Mimo starań lekarzy, nie udało im się uratować życia prezydenta Gdańska. Obrażenia były zbyt rozległe.
źródło: "Super Express"
