
Smutnym, pełnym wzruszenia, ale też i spokojnym, zdecydowanym głosem Magdalena Adamowicz przemówiła na mszy pogrzebowej zamordowanego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. W tym wystąpieniu nie zabrakło osobistych wspomnień, była prośba skierowana do jego kolegów ze świata polityki i był też niezmiernie ważny apel.
– Miałam wspaniałego męża i cudownego ojca naszych córek – mówiła na zakończenie mszy pogrzebowej Pawła Adamowicza jego żona. – Chcę podziękować Bogu, że wiele lat temu skrzyżował nasze dłonie – dodawała, podkreślając, że w maju oboje obchodziliby 20 rocznicę ślubu.
Magdalena Adamowicz dziękowała m.in. wszystkim współpracownikom męża z Urządu Miasta, lekarzom, którzy zrobili wszystko, aby go uratować oraz wszystkim uczestniczącym w uroczystościach. Zostawiła przy tym swoisty testament, prośbę skierowaną do politycznych kolegów.
Żona Pawła Adamowicza zaapelowała przy tym do wszystkich: "Dzisiaj wszyscy musimy zrobić rachunek sumienia: co robiliśmy, gdy obok nas działo się zło?".
Wyraziła też nadzieję, że z tej śmierci będzie płynąć dobro: "Że podziały zaczną się zacierać, że skończy się fala nienawiści".
