Stefan W. nie chciał być "samotnym wilkiem".
Stefan W. nie chciał być "samotnym wilkiem". Fot. Policja

Morderca Pawła Adamowicza od dawna powiązany był z lokalnymi gangsterami, a szczególnie z jednym z legendarnych gdańskich gangów. Okazuje się, że stolica Trójmiasta to nie tylko otwarte i tolerancyjne miasto, ale także arena wyrównujących swoje porachunki przestępców. I niewielu z nich trafia do więzień.

REKLAMA
Niektóre media twierdzą, że Stefan W. nie był do końca "samotnym wilkiem", a jego powiązania ze znanym w Gdańsku gangiem "Zachara" mogły zaważyć na tym, co stało się 13 stycznia na scenie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Jednak jak twierdzi Mikołaj Podolski w swoim komentarzu na łamach Onetu, Stefan W. nie był wiernym żołnierzem tej grupy przestępczej. "Nie dopuszczano go tam do żadnych poważnych spraw, uważany był za lekko stukniętego gówniarza. W. jako nastolatek kręcił się jednak przy gangsterach i marzył, by wśród nich zaistnieć" – pisze Podolski. Po zabójstwie "Zachara" przez jednego z młodych członków gangu nastoletni Stefan W., który mieszkał w gdańskiej Oliwie, słuchał legend o "Zacharze", "Szwarcenegerze", "Nikosiu" i innych królach półświatka z Wybrzeża. To byli jego idole.
Dodajmy, że przebywanie z lokalnymi gangsterami miałoby tłumaczyć umiejętności Stefana W. w zadawaniu tak precyzyjnych ciosów, jakie w samo serce otrzymał Paweł Adamowicz.
Autor komentarza na portalu Onet.pl zadaje jednak inne ważne pytanie. Dlaczego w Trójmieście – według niego – tak wielu bandytów, zabójców, pedofilów i gwałcicieli nie trafia do więzień? Jak twierdzi, to nie przypadek, że Amber Gold powstało właśnie tam, niektórzy policjanci po godzinach mają ochraniać kluby osób związanych z najgorszymi przestępstwami, a były policjant Jarosław "Majami" Pieczonka powtarza, że pod Gdańskiem dochodziło do wspólnych imprez ważnych sędziów, mundurowych, prokuratorów i prywatnych prawników, gdzie uzgadniane miały być wspólne posunięcia w konkretnych sprawach.
Są także wątpliwości co do prawidłowości badań nad poczytalnością Stefana W. Pada odważne przypuszczenie, że W. może zostać uznany za niepoczytalnego i wrócić na wolność po odbyciu minimalnej kary.
"W Trójmieście w ostatnich latach wiele kryminalnych spraw kończyło się tak szokującymi decyzjami, że można było tylko przecierać oczy ze zdumienia. Przyglądajmy się więc bacznie śledztwom w sprawie śmierci Pawła Adamowicza. Tu chodzi o Pomorze i jego serce Gdańsk. Miejsce, w którym niekiedy można zabijać zupełnie bezkarnie" – pisze Podolski.
źródło: onet.pl