
Wczoraj pisaliśmy o przypadku dziennikarza Informacyjnej Agencji Radiowej Eli Barbura, który stracił pracę za wpis na blogu. Dzisiaj pojawiają się podejrzenia, że zwolnienie izraelskiego korespondenta Polskiego Radia może w rzeczywistości być związane ze swoistym konfliktem izraelsko-palestyńskim w polskich mediach.
REKLAMA
"Pierwszy chyba raz w historii polskich mediów (właść. mediów w ogóle) zerwana została w trybie natychmiastowym współpraca z zagranicznym korespondentem z powodu... notki blogowej" – napisał na swoim blogu w Salonie24 Eli Barbur, który przez wiele lat relacjonował dla polskich mediów najważniejsze wydarzenia z Izraela. Szefostwu Informacyjnej Agencji Radiowej, w której był zatrudniony nie spodobało się to, że na swoim blogu kpił z innego dziennikarza IAR Jarosława Kociszewskiego. Barbur stwierdził, że ten został pocałowany przez Jasera Arafata w "nadstawione usłużnie czółko".
Czytaj więcej o zwolnieniu Eliego Barbura: Dziennikarz stracił pracę przez wpis na blogu. "Pierwszy raz w historii polskich mediów"
Sprawa wywołała spore poruszenie w środowisku dziennikarskim. Oburzeni byli szczególnie publicyści, którzy, podobnie jak polski korespondent w Izraelu, prywatnie są aktywnymi blogerami. "Czas zakneblować sobie usta i zamknąć bloga, konto na Twitter i Facebook. Należeć będziemy tylko do redakcji. Nie będziemy myśleć inaczej, jak jej szefostwo, wydawca, właściciele. Koniecznie należy także nosić logo redakcji 24 godziny na dobę" – oburzał się na swoim blogu Sylwester Latkowski.
Obrażanie kolegi nie było prawdziwym powodem?
Dzisiaj pojawiły się tymczasem podejrzenia, że cała sprawa wcale nie musi wiązać się z tym, że dziennikarz obraził kolegę z IAR, a jego blog podlega bacznej kontroli szefostwa. Spekuluje się, że Eli Barbur mógł paść ofiarą palestyńskiego lobby, które funkcjonuje wśród polskich korespondentów zagranicznych. A wpis na blogu stał się jedynie pretekstem, na pojawienie się którego długo czekano.
Dzisiaj pojawiły się tymczasem podejrzenia, że cała sprawa wcale nie musi wiązać się z tym, że dziennikarz obraził kolegę z IAR, a jego blog podlega bacznej kontroli szefostwa. Spekuluje się, że Eli Barbur mógł paść ofiarą palestyńskiego lobby, które funkcjonuje wśród polskich korespondentów zagranicznych. A wpis na blogu stał się jedynie pretekstem, na pojawienie się którego długo czekano.
Wśród krytycznych opinii pod adresem dyrektora IAR pojawia się zarzut, że niechęć do żydowskiego dziennikarza może wiązać się z przeszłością Mariusza Borkowskiego, który przez wiele lat był korespondentem w krajach arabskich. Karierę zaczął w PRL-u, gdy komunistyczne służby specjalne nie pozwalały wyjechać w tamte rejony bez ofiarowania czegoś w zamian. A kontakty z arabskimi służbami agenci PRL utrzymywali bardzo szerokie. – Mariusz Borkowski w PRL był korespondentem w krajach arabskich. Zwykle wiązało się to z jakaś formą współpracy ze służbami – potwierdza naTemat doświadczona dziennikarka jednej z większych redakcji w Polsce.
"Był korespondentem PAP na Bliskim Wschodzie i krajach arabskich w czasach, gdy korespondenci bloku byli zależni od wiadomych towarzyszy z pewnego żółtego budynku w Moskwie" – pisze w komentarzach na serwisie naszeblogi.pl Józef Darski. Niektórzy sugerują więc, że większy wpływ na zwolnienie Barbura z IAR mogli mieć starzy znajomi Mariusza Borkowskiego sprzyjający dzisiaj interesom Palestyńczyków, niż pokrzywdzony Jarosław Kociszewski.
Palestyńskie lobby w polskich mediach
Pogłoski o istnieniu palestyńskiego lobby, które w polskich mediach stara się dyskredytować Izrael nie pojawiają się zresztą po raz pierwszy. Na początku roku z silnych związków swoich dziennikarzy z Palestyńczykami tłumaczyć musiała się Polska Agencja Prasowa. Największe zarzuty środowisk żydowskich w Polsce padały pod adresem korespondentki PAP z Izraela Ali Qandil, która należy do organizacji Kampania Palestyna.
Pogłoski o istnieniu palestyńskiego lobby, które w polskich mediach stara się dyskredytować Izrael nie pojawiają się zresztą po raz pierwszy. Na początku roku z silnych związków swoich dziennikarzy z Palestyńczykami tłumaczyć musiała się Polska Agencja Prasowa. Największe zarzuty środowisk żydowskich w Polsce padały pod adresem korespondentki PAP z Izraela Ali Qandil, która należy do organizacji Kampania Palestyna.
"Zaplanowane na dzisiaj wspólne posiedzenie na najwyższym szczeblu rządów Polski i Izraela odbędzie się nie w stolicy Izraela, Tel Awiwie, ale w okupowanej Jerozolimie. Polska dyplomacja daje tym samym znak, że rząd RP popiera bezprawną aneksję Jerozolimy i systematyczne wysiedlanie jej palestyńskich mieszkańców" - pisała Quandil jako aktywistka Kampanii Palestyna. Dodając, że "nawiązując współpracę handlową i wojskową z Izraelem, Polska odpowiada za współudział w przestępstwach wojennych". Stąd środowiska żydowskie zaczęły mieć obawy, czy izraelska korespondentka PAP będzie w stanie dochować dziennikarskiej rzetelności i bezstronności przygotowując relacje.
Sądzicie, że zwolnienie Eliego Barbura z IAR naprawdę mogło mieć właśnie takie drugie dno?
