
Historia pobitej studentki z Łodzi poruszyła całą Polskę. Z relacji poszkodowanej wynika, że tylko pojawienie się przechodniów uchroniło ją od gwałtu. Dziewczyna opisywała skandaliczną według niej reakcję policji, która miała zignorować zdarzenie. Wersja łódzkiej komendy jest odmienna. Jak podaje TVN24, mundurowi mogliby szybko udowodnić swoją wersję, bo mieli przy sobie kamerki mające rejestrować każdą interwencję. Problem w tym, że… skończyły się w nich baterie.
REKLAMA
Mediami społecznościowymi wstrząsnęła historia studentki zaatakowanej na jednej z łódzkich ulic. Do brutalnego pobicia i próby gwałtu wracającej o 5:30 rano dziewczyny miało dojść nieopodal jednego z akademików w Łodzi. Według pokrzywdzonej patrol policji, który przyjechał na miejsce, praktycznie nie zainteresował się jej stanem, karetka została wezwana dopiero po kilkunastu minutach, a na komisariacie czekało na nią kilka upokarzających wyjaśnień.
Inna wersja policji
– Niezwłocznie po przeczytaniu postu zamieszczonego na portalu społecznościowym Pani Aleksandry komendant zlecił przeprowadzenie czynności kontrolnych co do zastrzeżeń, które opisano w publikacji – pisała w oświadczeniu rzeczniczka łódzkiej policji Joanna Kącka.
– Niezwłocznie po przeczytaniu postu zamieszczonego na portalu społecznościowym Pani Aleksandry komendant zlecił przeprowadzenie czynności kontrolnych co do zastrzeżeń, które opisano w publikacji – pisała w oświadczeniu rzeczniczka łódzkiej policji Joanna Kącka.
Podkreśliła również, że jeżdżenie z pokrzywdzoną po okolicy po zdarzeniu to normalna procedura, która "daje szansę na zatrzymanie podejrzanego". Ze zgłoszenia miało także nie wynikać tło seksualne tego, co stało się nad ranem. W związku z tym czynności były wykonywane pod kątem pobicia.
Kamery padły?
Teoretycznie policjanci mogliby szybko wybronić się przed oskarżeniami ze strony pokrzywdzonej. Mogli mieć mocne dowody, jeśli jej wersja wydarzeń mija się z prawdą, ponieważ funkcjonariusze w czasie interwencji mieli przypięte kamery do mundurów i powinni rejestrować swoje czynności. Jak podaje TVN24, żadnego nagrania z działań policji jednak nie ma, ponieważ… skończyły się baterie.
Teoretycznie policjanci mogliby szybko wybronić się przed oskarżeniami ze strony pokrzywdzonej. Mogli mieć mocne dowody, jeśli jej wersja wydarzeń mija się z prawdą, ponieważ funkcjonariusze w czasie interwencji mieli przypięte kamery do mundurów i powinni rejestrować swoje czynności. Jak podaje TVN24, żadnego nagrania z działań policji jednak nie ma, ponieważ… skończyły się baterie.
Mł. insp. Joanna Kącka wyjaśnia, że patrol pracował od godz. 19 w niedzielę. – Do zdarzenia doszło około 5:30 w poniedziałek. Niestety, w obu urządzeniach zabrakło zasilania. Pech jest taki, że to była jedenasta godzina służby – przyznała.
Urządzenia powinny działać
Problem w tym, że urządzenia miały być praktycznie niezawodne i pozwalać na 10 godzin ciągłego nagrywania. A przecież chodzi tylko o rejestrowanie przebiegu interwencji. Firma realizująca projekt kamer osobistych dla funkcjonariuszy poinformowała, że kamery powinny nagrywać przez co najmniej 12 godzin. Z kolei w trybie czuwania mogły pracować nawet dobę.
Problem w tym, że urządzenia miały być praktycznie niezawodne i pozwalać na 10 godzin ciągłego nagrywania. A przecież chodzi tylko o rejestrowanie przebiegu interwencji. Firma realizująca projekt kamer osobistych dla funkcjonariuszy poinformowała, że kamery powinny nagrywać przez co najmniej 12 godzin. Z kolei w trybie czuwania mogły pracować nawet dobę.
Z oświadczenia przesłanego przez firmę dla stacji TVN24 wynika, że jeżeli baterie by się kończyły, to policjanci musieli mieć tego świadomość. Co ciekawe, łódzka policja podkreśla, że kwestia braku nagrań "nie jest kluczowa" w tej sprawie.
Zatrzymanie podejrzanego
Ostatecznie łódzkim policjantom we wtorek udało się zatrzymać podejrzanego o napaść i próbę gwałtu na studentce łódzkiej filmówki. 29-latek w czwartek ma zostać przesłuchany. Na policję zgłosiły się też dwie inne kobiety, które miały zostać napadnięte przez tego mężczyznę.
Ostatecznie łódzkim policjantom we wtorek udało się zatrzymać podejrzanego o napaść i próbę gwałtu na studentce łódzkiej filmówki. 29-latek w czwartek ma zostać przesłuchany. Na policję zgłosiły się też dwie inne kobiety, które miały zostać napadnięte przez tego mężczyznę.
źródło: tvn24.pl
