Kapral Anna ujawniła swoje dane. Była żołnierka padła ofiarą molestowania w Żandarmerii Wojskowej

Sprawa molestowania "kapral Anny" ciągnie się nadal, a ofiara cały czas musi przeżywać koszmar na nowo.
Sprawa molestowania "kapral Anny" ciągnie się nadal, a ofiara cały czas musi przeżywać koszmar na nowo. Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
Onet.pl opisał sprawę żołnierki, która padła ofiarą molestowania i mobbingu w Żandarmerii Wojskowej. Wtedy nazwano ją "kapral Anną". Teraz portal zdradza jej prawdziwe imię oraz nazwisko i wraca do jej sprawy, która jak się okazuje, przebiega w sposób skandaliczny.


"Nazywam się Karolina Marchlewska. Rok temu powiedziałam głośno o molestowaniu i mobbingu, których doświadczyłam w Żandarmerii Wojskowej. Wtedy wystąpiłam anonimowo, jako kapral Anna. Bałam się społecznego napiętnowania. Teraz nie mam już nic do stracenia. Dlatego, w imieniu swoim i wszystkich kobiet żołnierzy opowiem, co działo się potem i jak wygląda schemat niszczenia mnie przez wojskowy wymiar sprawiedliwości" – cytuje "kapral Annę" portal Onet.pl.


Jej sprawa ciągnie się nadal, chociaż od jej upublicznienia minęły już prawie dwa lata. Do tej pory była żołnierka nie może znaleźć pracy po wydaleniu jej z armii. Mało tego, ciągle jest wzywana na przesłuchania, w których cały czas musi wracać do traumatycznych wydarzeń.


– Wojsko udaje, że nie ma problemu. Chowa głowę w piasek, a do mnie zgłaszają się kobiety z podobnymi historiami do mojej. Pocztą pantoflową dowiadują się, że to ja jestem kapral Anną z reportażu Onetu. Pytają, co mogą zrobić, proszą o pomoc, bo nie mają zaufania ani do instytucji w MON, które zajmują się prawami kobiet, ani do wojskowego wymiaru sprawiedliwości – mówi portalowi Marchlewska.


Poszkodowana zwraca też uwagę na to, że jej przesłuchania zbaczają w zupełnie inną stronę. Już przy pierwszym spotkaniu z prokuratorem wydawało jej się, że szuka się na nią "haków", a nie zajmuje się kwestią molestowania i mobbingu. Podobnie było przy kolejnych przesłuchaniach, kiedy pytano ją o kwestie związane z informacjami, które Marchlewska przekazała mediom, a nie o to, co się stało w gabinecie ppłk. Tomasza S.

Przypomnijmy, że w 2017 roku kapral Anna dostała przydział do Mazowieckiego Oddziału Żandarmerii Wojskowej. Niemal od początku dostawała SMS o conajmniej dwuznacznych propozycjach. Gdy poszła na skargę do przełożonego ten nie tylko nic w tej sprawie nie zrobił, ale sam zaczął molestować kapral. Doszło do tego, że któregoś dnia musiała w samoobronie uderzyć go w twarz. Niedługo potem zwolniono ją ze służby.

źródło: Onet.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
WYBORY2019 0 0W mediach Rydzyka przedwyborczy post. "Wystarczy nie jeść dzień, żeby uchronić ojczyznę przed złem"
0 0Chcą zlikwidować MEN. Macie dość chaosu PiS? Program Konfederacji o edukacji to dopiero rewolucja
Coca-Cola 0 0Jak uczyć dzieci chronić środowisko, czyli czy najmłodsze pokolenie uratuje świat
Duka 0 0Szwedzki przepis na spotkanie. “Krog” to kolejne modne słowo ze Skandynawii