Polscy siatkarze po przegranym meczu z Rosją
Polscy siatkarze po przegranym meczu z Rosją Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Reprezentacja siatkarzy jak błyskawica przeszła przez Ligę Światową. Na igrzyskach w Londynie miała walczyć o złoto, a przegrała z Australijczykami i Rosją. Nie trafili z formą, byli zbyt pewni siebie, czy po prostu się nie przyłożyli do gry? Czym jest ta mityczna "forma", jak się ją buduje i co zrobić, żeby jej szczyt przypadł na najważniejszą imprezę w życiu?

REKLAMA
Imprezy takie jak Igrzyska Olimpijskie czy mistrzostwa świata to dla wielu sportowców najważniejszy start w roku, a nawet w całej karierze. Przygotowują plan treningów pod kątem tej jednej daty, później spędzają setki i tysiące godzin na treningach. Chwila startu, maksymalna mobilizacja i … porażka. Słyszymy później: "nie trafiłem z formą". To tylko wymówka sportowca, który za słabo trenował lub zabrakło mu umiejętności czy rzeczywisty problem? "Nie trafiliśmy z formą", "jest w szczytowej formie", "zabrakło formy" – ile razy słyszymy te słowa oglądając relacje z ważnych imprez sportowych albo słuchając wywiadów sportowców już po ich zakończeniu.
Andrea Anastasi
trener reprezentacji siatkarzy przed Memoriałem Huberta Wagnera

Mamy dziesięć dni do igrzysk olimpijskich, więc ja jeszcze teraz nie chcę widzieć moich siatkarzy w optymalnej formie. Przez ten czas dzielący nas od igrzysk będziemy pracować nad złapaniem świeżości i dojściem do szczytowej dyspozycji. W ciężkim treningu pojawiają się oczywiście narzekania. Ktoś narzeka na ból w plecach, ktoś inny na ból barku. To wszystko jest jednak naturalne i sądzę, że ta dwunastka będzie optymalnie przygotowana na Londyn CZYTAJ WIĘCEJ


– Jeśli miałbym wybierać czy wygrać zawody przed ważną imprezą, taką jak Igrzyska Olimpijskie, czy je przegrać, to wybrałbym to pierwsze. Droga, jaką przyjęła nasza reprezentacja była dobrą drogą – mówi naTemat Ireneusz Mazur, były trener naszej reprezentacji siatkarzy i mistrzów Polski z Bełchatowa. – Oczywiście zawsze pozostaje pytanie, czy tę formę uda się utrzymać na tą główną imprezę. Tutaj się nie udało – dodaje.
Za "trafienie z formą" odpowiada sztab treningowy i w tym przypadku to na jego barki należy złożyć winę. – Przed taką imprezą jak igrzyska ważne jest zaplanowanie obciążeń treningowych, gier sprawdzających formę i takie ich modyfikowanie, by zawodnicy odpowiednio wypoczęli i na zawody trafili z tak zwaną superkompensacją – mówi Mazur. Tłumaczy, że aby osiągnąć ten efekt trzeba odpowiednio ustawić treningi, wypoczynek, żywienie sportowców i tzw. "wyjście" z treningu, czyli stopniowe zmniejszanie jego intensywności. – Najpierw mamy fazę mocnego treningu, kiedy jakość gry będzie obniżona, później gry kontrolne i wreszcie "wyście" z treningu i eksplozja formy – tłumaczy trener.
Dodaje, że intensywny trening to nawet 6-8 godzin zajęć dziennie. – Ważna jest też intensywność, czyli ilość powtórzeń podczas treningu siłowego oraz objętość ciężarów jakie się przerzuca. Te trzy czynniki się zmieniają w poszczególnych fazach - treningu wstępnym, właściwym i kończącym – mówi Ireneusz Mazur. – Jednak w grach zespołowych skuteczność treningu jest trudniejsza do oceny, bo nie mamy pomiaru czasów jak w sportach szybkościowych. Ważnym czynnikiem jest zgranie ludzi, zbudowanie zaufania między nimi. Niestety w reprezentacjach nie ma na to czasu, bo kalendarze są bardzo ciasne. Tacy Amerykanie przygotowują się właściwie raz na cztery lata, w Europie tych imprez jest więcej i nie ma odpowiedniego czasu na przygotowanie – mówi Mazur.
"To, jakie obciążenia może przyjąć zawodnik zależy od jego temperamentu"
Ale nie tylko na siłowni czy na parkiecie sali treningowej wykuwa się sukces. – Równie ważne jak przygotowanie fizyczne, jest przygotowanie psychiczne, te dwie sfery są nierozerwalne – mówi naTemat Beata Mieńkowska, psycholog sportu. – W przygotowaniach sportowca jest, mówiąc kolokwialnie okres ładowania akumulatorów i okres odpuszczenia. To, jakie obciążenia może przyjąć zawodnik zależy od jego temperamentu. Jako że uczymy się przez całe życie, to nieustannie trzeba przygotowywać sportowców do tego, by w chwili wyzwania, czyli startu, jak najlepiej radzili sobie ze stresem. Ważne jest też, by postrzegali zawody właśnie jako wyzwanie, a nie zagrożenie – tłumaczy opiekun polskich olimpijczyków w Barcelonie, Atenach i Pekinie.
– Bardzo ważne jest, by stosować metody indywidualnie dostosowane do zawodnika, a nie stosować te ogólnie przyjęte w psychologii sportu. Najpopularniejsza z nich to oczywiście relaks umysłu i ciała. Zawsze razem – zaznacza Beata Mieńkowska. Tłumaczy, że bez odpowiedniego rozluźnienia mięśni, odpocząć nie może też umysł. I odwrotnie – stres powoduje napięcie mięśni. Zaznacza jednak, że pomoc psychologa nie zdziała cudów na kilka godzin przed startem. – W dniu zawodów możemy działać jako straż pożarna albo pogotowie ratunkowe, ale trening psychologiczny musi być prowadzony równolegle z fizycznym – dodaje.
"Skoro nie wypracowało się czegoś przez 2 czy 3 lata, to nie zrobi się tego w 3 dni"
– Tak jak uczy się zawodnika doskonalić podstawowe umiejętności w każdej dyscyplinie sportu, tak i my krok po kroku musimy uczyć go, kiedy się zmobilizować, a kiedy rozluźnić. Osiąga się to na przykład przez trening wyobrażeniowy, kiedy zawodnik wizualizuje sobie start, przez budowanie pewności czy naukę wyciszania lub pobudzania przed zawodami – opisuje rozmówczyni naTemat. – Nietrafienie z formą to na pewno nie jest wymówka sportowców, bo rzeczywiście wynik może zależeć od wahań formy czy nawet dyspozycji dnia – podsumowuje Beata Mieńkowska.
Jednak o ile w przypadku wielu sportowców, którym nie udało się na igrzyskach, ta teoria się sprawdza, to u siatkarzy nie może być mowy o "gorszym dniu", bo cały turniej nie należał do udanych. Problem podopiecznych Anastasiego to najprawdopodobniej zbyt duża presja. – Nie zgadzam się z mówieniem o słabej motywacji sportowców, bo najczęściej przyczyną słabego wyniku jest wręcz zbyt duża motywacja. Nasi siatkarze nie byli słabo zmotywowani, ale przemotywowani – mówi naTemat dr Krzysztof Mizera, fizjolog sportu. – Ale na formę wpływa też żywność. Zaszkodzić może nawet jeden posiłek, a z doświadczenia wiem, że nawet u olimpijczyków nie jest z tym za dobrze. Niektórzy w pokojach jedzą chipsy czy piją colę, a nawet jak do Ferrari wlejemy złe paliwo, to nie pojedzie na miarę swoich możliwości – dodaje.
Takie z pozoru niewinne zachowanie może zniweczyć wieloletnie przygotowania. – Trening dostosowuje się indywidualnie, ale generalnie ustala się monocykle treningowe na cztery lata. Jednak często są one modyfikowane z powodu kontuzji czy nawet zwykłego przeziębienia, bo osłabiony zawodnik nie podniesie 100 kg ale 80 – opisuje fizjolog. – Za to przed samymi zawodami zmniejsza się obciążenia, bo skoro nie wypracowało się czegoś przez 2 czy 3 lata, to nie zrobi się tego w 3 dni, a można sobie tylko zrobić krzywdę – podsumowuje dr Krzysztof Mizera.