
Fahed Jamal przeszło trzy lata temu przyjechał z Aleppo do Polski. Właściwie to uciekł przed wojną. Bał się, że bomba trafi i w jego dom, a on straci wszystko, co mu zostało. Z pomocą polskich duchownych trzyosobowa rodzina znalazła schronienie w Gubinie, a później w Katowicach. Fahed nauczył się polskiego, a teraz Polaków uczy języka arabskiego.
Ani ojciec Alan Rusek, ani Fahed Jamal nie przypuszczał, że takie tłumy ściągną na parafię, żeby za darmo uczyć się języka arabskiego.
Bomby wybuchały obok domu
"Rewelacyjna sprawa”; "Kiedy następna lekcja? Czy można jeszcze dołączyć?” – pytają na facebookowym profilu parafii mieszkańcy Katowic. Ale niektórzy złośliwie dorzucają: "Lata nasi dziadkowie walczyli z inwazją osmańską, a teraz promuje się tych bisurmanów. Wstyd i hańba".
Mamy konkretną rodzinę pana Faheda, oni nie przybyli do nas jako uchodźcy anonimowi. Przyjechali na nasze zaproszenie. Od samego początku im towarzyszymy. Oni nie są dla nikogo żadnym zagrożeniem. Natomiast pięknie możemy się nawzajem ubogacać. Myślę, że jesteśmy w stanie pomóc każdej rodzinie, która nie jest anonimowa, której historię znamy, która potrzebuje pomocy. Miasto bardzo pozytywnie odpowiada na nasze zapotrzebowania. Jeżeli oni będą mieć możliwość zarobienia pieniędzy, za które będą mogli spokojnie się utrzymać, to tę nadwyżkę wyślą rodzinie z Aleppo, bo tam się wciąż ciężko żyje.
Trafiają do Gubina, miasteczka w pobliżu niemieckiego Guben, gdzie wtedy jest około 700 uchodźców. Oni w Gubinie są jedyną syryjską rodziną. Wspólnota wynajmuje im mieszkanie, rodzina wolontariuszy, a później nauczycielka uczą ich języka polskiego.
